Pomarańcze z piekła rodem

Aneta Dyka-Urbańska
- Obiecywaliście, co innego. Oddajcie pieniądze - żądali od pracowników firmy Inter Europe zbieracze hiszpańskich pomarańczy
- Obiecywaliście, co innego. Oddajcie pieniądze - żądali od pracowników firmy Inter Europe zbieracze hiszpańskich pomarańczy Fot. Aneta Dyka-Urbańska
Wrócili do domów wykończeni fizycznie i psychicznie, prawie bez pieniędzy. Firma, która załatwiła im pracę w Hiszpanii obiecywała, że będzie kolorowo. Trafili do piekła.

- Ulokowali nas w ubojni, którą Hiszpanie przerobili na "mieszkania". Wszędzie karaluchy. Potworny smród. Na ścianach grzyb - opowiada Paweł Żurawski. - Chleb pleśniał w ciągu nocy a do sklepu 7 km. Zaczęliśmy chorować - dodaje Stanisław Strzępka.

Opiekun uciekł

Tłumacz na widok "hotelu" rodem z piekła uciekł, choć miał być z nimi jeszcze dwa dni.

- Powiedział, że nie wytrzymałby tu - mówi Ryszard Dykas, jeden z pracowników.

Właścicielka firmy Inter Europe, która wysłała mężczyzn do pracy przy zbiorach pomarańczy przyznaje, że warunki były złe.

- Ale nie obiecywaliśmy dobrych. Zaznaczaliśmy, że dla pracowników sezonowych nikt nie przygotowuje luksusów. Skoro jednak było aż tak źle nigdy więcej tam nie wyślemy ludzi. Mogę tylko przeprosić, że zaufałam tym Hiszpanom. Prowadzę firmę 19 lat i takie przypadki zdarzają mi się bardzo rzadko - tłumaczy kobieta.

- Zanim się wyśle ludzi trzeba zbadać gdzie. Za to pani bierze pieniądze - denerwował się Arkadiusz Piecuch, jeden z pokrzywdzonych.

Miała być praca i konkretna kasa

Za wyjazd i pracę w Hiszpanii, trzeba było zapłacić 1250 zł. Szefowa biura zaoferowała mężczyznom zwrot połowy wpłaconej kwoty.

- Powinniśmy dostać całość. Zapłaciliśmy, za co innego. Mieliśmy pracować cały roboczy tydzień. Miały być godziny nadliczbowe. Mieliśmy zarobić ok. 1000 euro miesięcznie. W lutym na 18 dni roboczych przepracowaliśmy tylko ok. 11. O nadgodzinach nie było mowy - irytuje się Arkadiusz Piecuch.

W lutym (od 1 do 21) zarobił 430 euro. Za lokum zapłacił 80.

- Wiedzieliście, że praca miała być tylko w dobrą pogodę a godziny nadliczbowe w razie potrzeby - odpierali zarzuty pracownicy mieleckiej firmy.

Ostatecznie mężczyźni przyjęli połowę wpłaconej kwoty.

- Właścicielka firmy przeprosiła nas. Chyba rzeczywiście żałuje. I jesteśmy już bardzo zmęczeni - przyznał Arkadiusz Piecuch.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie