MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Pomnik Czynu Rewolucyjnego dzieli mieszkańców Rzeszowa

Piotr Samolewicz
Piotr Samolewicz
Obrońcy pomnika Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie często uciekają od historycznych faktów, zmieniają znaczenia słów. Dopasowują je do własnych potrzeb i nowych okoliczności.

Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie przeżył PRL o (na razie) 34 lata. Poprzedni ustrój funkcjonował 45 lat i okrutnie zbankrutował gospodarczo. Pomnikowi, jeśli przetrwa do przyszłego roku, stuknie „pięćdziesiątka”. Piękny wiek, powie niejeden. Owszem, piękny, tyle że także pomnikowi - jak PRL-owi - grozi upadek z powodu braku remontów i konserwacji. Osobną kwestią jest to, że podlega on dekomunizacji i dawno powinien być usunięty z naszej przestrzeni. Ale w Rzeszowie i w Polsce są środowiska, którym zależy na uratowaniu monumentu. W tym celu często posługują się ahistoryczną argumentacją. Ucieczka od faktów historycznych jest dla nich wygodna, gdyż mogą żonglować pojęciami i zmieniać znaczenia słów. Dopasowywać je do własnych potrzeb i nowych okoliczności.

Kruczek i pomnik na 1000-lecie?

Zwolennicy pomnika Czynu Rewolucyjnego twierdzą, że nie powstał on dla uczczenia 30-lecia manifestu PKWN, który legł u podstaw Polski Ludowej, że nie powstał on także dla uczczenia Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej i tzw. utrwalaczy władzy ludowej, którzy z sowiecką pomocą zakładali nowy ustrój, tylko dla uczczenia 1000-lecia państwa polskiego.

Z inicjatywą wybudowania pomnika na 1000-lecie polskiej państwowości miał wystąpić w 1966 roku Włodzimierz Kozło, działacz partyjny, a zarazem były akowiec i lwowiak. Jeśli Kozło miał nawet taki pomysł, to nie znalazł on odzwierciedlenia w żadnych dokumentach. Dlaczego? Bo w realiach ówczesnego Rzeszowa i panującego systemu komunistycznego był on po prostu nie do zrealizowania. W mieście rządził podówczas I sekretarz KW PZPR Władysław Kruczek, i to on zdecydował o budowie monumentu i jego wymowie. W 1967 roku powstał wojewódzki komitet budowy pomnika, do którego nazwy dołączono później słowo „społeczny”. Na czele komitetu stanął Kruczek.

Kim był ten człowiek? Przedwojennym komunistą wielokrotnie aresztowanym przez prokuraturę za działalność na szkodę państwa polskiego poprzez nawoływanie do zbrojnej rewolucji w celu utworzenia Polskiej Republiki Rad podporządkowanej Rosji sowieckiej. W 1935 roku Kruczek został skazany na 3,5 roku więzienia za zbrodnię stanu popełnioną przeciwko interesom RP. Po wyjściu na wolność w 1939 roku przedostał się na tereny podlegające Sowietom. W jego aktach osobowych można znaleźć adnotację, że wstąpił tam do wywiadu sowieckich wojsk pogranicznych podległych NKWD, gdzie dorobił się stopnia porucznika lub kapitana.

Jesienią 1941 roku Kruczek został przerzucony na Rzeszowszczyznę, gdzie razem z przybyłym z Moskwy Augustynem Micałem budował Polską Partię Robotniczą i jej zbrojne ramię - Gwardię Ludową. Po wojnie Kruczek należał do partyjnego betonu, był przeciwny odwilży październikowej. Już z tego krótkiego rysu biograficznego wynika, że gdyby nawet jakiś błędny rycerz zamarzył sobie w 1966 roku o patriotycznym monumencie, to i tak nie miałby szans spełnić swojego marzenia, dalej byłby skazany na walkę z wiatrakami.

Rzeszowski pomnik jak wieża Eiffla?

Obrońcy pomnika używają jeszcze innego argumentu: owszem, pomnik powstał w trudnym historycznym czasie (zręczny eufemizm, podobny do sformułowania „okres błędów i wypaczeń”, używanego przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą na określenie mrocznych lat stalinizmu), ale nie ma sensu patrzeć w przeszłość, skoro współczesne pokolenie nie zna tamtego czasu i utożsamia się z pomnikiem jako symbolem Rzeszowa. Tym bardziej, że – według obrońców – jest on pozbawiony elementów komunistycznych.

Czy na pewno? Co z tego, że na pomniku nie ma ani sierpa, ani młota, skoro jest czerwony sztandar dzierżony przez boginię Nike, a z drugiej strony monumentu wisi typowa dla sztuki socrealistycznej rzeźbiarska grupa przedstawicieli rad robotniczo-chłopskich. Także socrealistyczny jest monumentalizm obiektu, przy którym zwykły człowiek miał się czuć nie jak podmiot, ale jak mrówka podporządkowana komunistycznej partii i jej wizji świata. Socrealistyczna jest także brutalna ingerencja pomnika w przestrzeń miasta, gdyż zasłania on od strony Krakowa nie tylko widok na późnorenesansowy zespół klasztorny oo. Bernardynów, ale także całą panoramę starego Rzeszowa z charakterystyczną wieżą kościoła farnego.

Projektodawcom pomnika chodziło zatem o symboliczne i rzeczywiste zredukowanie sanktuarium maryjnego do funkcji dewocyjnej szopki, czegoś, czego postępowy człowiek powinien się wstydzić. A ewentualna przychylność młodego pokolenia dla tego monumentu może wynikać z tego, że wyróżnia się on odważną formą na tle miejskiego krajobrazu, jest „inny”, „oryginalny”, oraz z tego, że to pokolenie nie ma pełnej wiedzy na temat komunizmu. Gdyby młodzi ludzie wsiedli do wehikułu czasu i wybrali się nim w podróż do lat 40., 50., 60., 70. i 80., to przekonaliby się, że lansowany przez wiele środowisk pomnik wyraża nie tylko triumf komunizmu i nowoczesności, ale i jego terror, opresję oraz potworną nudę, szarość, brzydotę, brak gustu i stylu. Mało tego. Ten pomnik nie uczy estetycznej wrażliwości, nie skłania do kontemplacji piękna i ponadczasowych wartości, ale skłania do podziwu dla dysharmonijnej i hybrydalnej formy, dla łamania i przekraczania estetycznych norm, z czym mamy do czynienia także w dzisiejszej sztuce.

W ostatnim czasie do frontu obrońców pomnika przyłączyło się Stowarzyszenie Ochrony Architektury Powojennej z siedzibą w Bydgoszczy. Działacze stowarzyszenia przyrównują rzeszowski pomnik do wieży Eiffla w Paryżu, będącej symbolem stolicy Francji. A symboli, jak wiadomo, nie niszczy się, tylko się je pielęgnuje. To jest kolejny przykład dowolnego interpretowania rzeczywistości społecznej. Bo rzeszowski pomnik powinno się raczej przyrównywać do takich świątyń komunizmu, jak „kosmiczny” domu partii w Bezłudży w Bułgarii czy mauzoleum Lenina w Moskwie, niż do paryskiej wieży, która mimo że powstała dla uczczenia 100. rocznicy rewolucji francuskiej, to jednak budzi podziw także ludzi obojętnych na rewolucyjne hasła.

Klisze minionej epoki

Czy pomnik Czynu Rewolucyjnego może łączyć rzeszowian? Nie, bo wielu z nich bardzo dobrze pamięta, czym był PRL, doświadczyło opresyjności tamtego policyjnego systemu, tracąc pracę z powodu poglądów, nie dostając się na studia z powodu „złego” pochodzenia, czy też udając się na przymusową emigrację. Dla jednych rzeszowski pomnik, a raczej „plac defilad”, nad którym on niegdyś górował, był miejscem partyjnych uroczystości, wymachiwania czerwonymi szturmówkami, dla innych miejscem, gdzie w stanie wojennym i po nim milicja i ZOMO rozprawiały się z demonstrantami, i gdzie był rozpylany gaz łzawiący. Jeśli coś miałoby połączyć rzeszowian, to obiekty o trwałej i uznanej wartości estetycznej i historycznej: pomnik Lisa-Kuli, neogotycki ratusz miejski czy barokowa wieża kościoła farnego.

Przyrównywanie rzeszowskiego pomnika do wizytówki Paryża jest kolejną zagrywką propagandową, polegającą na przeszacowaniu jego wartości estetycznej i społecznej, a pomniejszaniu wartości moralnej jego przeciwników, których przezywa się fanatykami, barbarzyńcami i garstką pozbawioną rozsądku. I co ciekawe, czynią to ludzie mieniący się demokratami. A czyż w demokracji nie powinno się uwzględniać głosu mniejszości? Czy mniejszość, która chce zburzenia pomnika (o ile jest faktycznie mniejszością, bo brakuje w tym względzie aktualnych badań), nie ma prawa do wyrażania swojego zdania bez narażania się na epitety i unieważnianie w przestrzeni medialnej? Tak jak klasztor bernardynów miał być wstydliwą rzeczą dla włodarzy i mieszkańców Rzeszowa, kiedy stanął pomnik, tak teraz wstyd miastu ma nieść „garstka” przeciwników monumentu. I znów, jak w latach PRL, stosowany jest zabieg polegający na tym, że za nami, słusznie myślącymi, czyli obrońcami pomnika, stoją masy, a za orędownikami zburzenia monumentu resentymenty i nieumiejętność podejmowania dialogu. Obrońcy pomnika nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo w swoich działaniach i propagandzie odtwarzają klisze z poprzedniej epoki.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nowiny24.pl Nowiny 24