Portrecista wybitnych jaślan

Jakub Kowalczyk
Z Jerzym "Dudusiem" Matuszkiewiczem. Archiwum prywatne
Tomasz Kasprzyk - fotograf, przyjaciel wielkich Polaków, miłośnik fajki.

Tomek nie wie, co Oni w nim widzą. Może ujmuje ich jego spokojny charakter? Może nieco oldskulowy sposób bycia? A może okazywana im szczera ciekawość? Tomek wie, że Oni mu ufają. Otwierają przed nim drzwi do swojego prywatnego świata. Chcą utrzymywać z nim kontakt. Kim Oni są? Dla Tomka - przyjaciółmi. Dla nas - wybitnym archeologiem, wielkim aktorem, znamienitym twórcą muzyki filmowej.

Spacer po Jaśle z Tomaszem Kasprzykiem jest doświadczeniem męczącym. Co chwilę spotykamy kogoś, z kim Tomek zamienia kilka zdań. Ze starszym księdzem o jego młodzieńczych podróżach motocyklowych. Ze znanym lekarzem o sile porannego espresso. Z kolegą fotografem o przewrotnej naturze kobiet.

- Uwielbiam kontakt z ludźmi - mówi Kasprzyk. - Nie umiałbym przejść obok kogoś, kogo znam i nie zapytać co u niego - dodaje. - I pewnie zajmuje ci to chwilę? - pytam. - To, co mógłbym załatwić w pół godziny, czasem przeciąga się do dwóch - żartuje. Choć jestem w stanie mu w to uwierzyć.

Kawiarnia Czekam na Tomka w jego ulubionej kawiarni. Wybieram stolik przy oknie. Otacza mnie zapach kawy i domowego ciasta. Klimat dopełniają płynące z radia piosenki Czesława Niemena. Robi się sentymentalnie.

Dzwonek otwieranych drzwi (naprawdę go nie ma, ale ja go słyszę). Wchodzi 57-letni mężczyzna z jasnymi wąsami i brodą. W kapeluszu i płaszczu. Wokół szyi ma owinięty czerwony szalik. - Witaj Kuba! Długo czekasz? - pyta życzliwie, ściskając moją dłoń.

Zamiast wygodnego fotela wybiera puf. Zdejmuje kapelusz, kładzie na stole i chowa pod nim fajkę. Ma dobre miejsce do rozmowy, ale jeszcze lepsze do obserwowania pani za kontuarem. Gdy ta znika na zapleczu, Tomasz ukradkiem podpala fajkę. Unosi się zapach dobrego tytoniu.

Klub fajczarzy W lecie spotykają się średnio dwa razy w miesiącu na jasielskim Rynku, w jednym z kawiarnianych ogródków. Przy stoliku sześciu dżentelmenów. - Palimy bardzo dobry tytoń, znakomity, najlepszy z najlepszych, marki Peterson - opowiada Tomasz. Obok siedzą panie. Dżentelmeni pytają grzecznie, czy nie będzie paniom przeszkadzało, gdy zapalą fajkę. Dostają przyzwolenie. Unosi się aromatyczny dym, który wnika do wnętrza lokalu. Kiedy panie kończą swój poczęstunek i zamierzają wychodzić, pytają: kiedy następnym razem będziecie palić panowie fajkę, bo zapach tego tytoniu jest tak przepiękny, że pragnęłybyśmy uczestniczyć w tym paleniu waszego tytoniu. Dżentelmeni odpowiadają - za trzy tygodnie. Na to panie - będziemy, na pewno będziemy. - Tak to było - wspomina Kasprzyk.

Do klubu fajczarzy należy małe grono przyjaciół. Prócz Tomka jest w nim właściciel dużej jasielskiej firmy, były dyrektor jasielskiego liceum, mecenas prawa, współwłaściciel firmy cukierniczej i wójt jednej z gmin.

- Zapach fajki kojarzy się z tym pokoleniem, które minęło, nie tyle ojców, co dziadków, którzy tę fajkę palili namiętnie - podkreśla Kasprzyk. - Fajka jest znakomitym relaksem. Przy fajce kontempluje się i rozmyśla, niekoniecznie dyskutuje. Kontempluje się na temat tego, co było i tego, co jest - wyjaśnia. - I wygląda się z nią stylowo - stwierdzam. - Tak! Zwłaszcza jak ma się kapelusz i czerwony szalik przerzucony przez ramię - przytakuje Tomek.

Telefon do przyjaciela1 stycznia zadzwonił telefon. Z Warszawy. - W Nowy Rok z życzeniami dzwonię tylko do swoich przyjaciół - powiedział głos.- I do tych przyjaciół zaliczam pana, panie Tomaszu - dodał. - Tuż przed panem dzwoniłem do innego mojego przyjaciela, Wojtka Młynarskiego. Tej rozmowy z Jerzym „Dudusiem” Matuszkiewiczem, Tomek nigdy nie zapomni.

Skomponował muzykę do kultowych seriali: Stawka większa niż życie, Czterdziestolatek, Janosik, Wojna domowa, Podróż za jeden uśmiech oraz filmów: Zaklęte rewiry, Jak rozpętałem drugą wojnę światową, Nie lubię poniedziałków, Poszukiwany poszukiwana. Jest jaślaninem. Był więc świetnym kandydatem do projektu fotograficznego Tomka Kasprzyka „Jasielski fotoplastykon”, portrety wybitnych jaślan.

Kiedy Tomasz zadzwonił po raz pierwszy, odebrała żona kompozytora. Wysłuchała i poprosiła o telefon za parę godzin, bo mąż artysta jeszcze śpi (była godz. 11). Kiedy zadzwonił ponownie, odebrał pan Jerzy. Ucieszył się, że to ktoś z jego rodzinnego miasta. Zaprosił Tomasza do stolicy. Sesja fotograficzna okazała się początkiem znajomości.

Korespondują ze sobą. Dzwonią. Tomek wielokrotnie odwiedza mistrza w jego domu. Pielęgnuje relację z człowiekiem, którego uważa za autorytet. Podczas jednej z wizyt (tym razem oficjalnej, z burmistrzem i sekretarzem Jasła) przeszli na ty. - To było coś niezwykłego. I za każdym razem, gdy o tym mówię, jestem pod wrażeniem, że tak wielki człowiek, który mógłby być moim ojcem, przeszedł ze mną na ty. Do dzisiaj zastanawiam się, czym na to zasłużyłem - mówi Tomek.

Życie za klauzurą Tajemniczość jasielskiego klasztoru wizytek fascynowała Tomka od zawsze. Jako dziecko słuchał opowieści kolegów, którzy wdrapywali się na mur zakonu, by podglądnąć, co za nim jest. Ciotka stomatolog, która mogła odwiedzać siostry, przemycała więcej informacji. Tomek w szkole podstawowej zaczął fotografować klasztor. Mijały lata, fascynacja i chęć zrobienia zdjęć siostrom rosły. Niestety, do środka z aparatem nigdy nie udało mu się dostać.

Cierpliwość, upór i trochę szczęścia sprawiły, że szansa na wejście za klauzurę zakonu zamkniętego pojawiła się w Kończyskach koło Zakliczyna. Skorzystał. W pół roku wystarał się o zgodę i wszedł za bramę klasztoru bernardynek. - Na początku nie mogłem robić portretów siostrom, co dla fotografa portrecisty jest dość trudne - wspomina. - Z czasem ten opór przed moją osobą i aparatem minął - dodaje.

Jak to zrobił? Obserwował, rozmawiał, milczał. Był pokorny wobec tego, co siostry chcą pokazać. Z czasem brał udział w codziennych obowiązkach, posiłkach, nabożeństwach. Miał zaszczyt zrobić zdjęcia podczas wyboru siostry przełożonej. Był obecny na pogrzebach sióstr. Stał się kimś, komu można w pełni zaufać. - Ta relacja między nami jest bliska - mówi Kasprzyk.

Półtora roku pracy fotograficznej zaowocowało wystawą. Dobrze przyjętą. Ale Tomek nie przestał fotografować życia za klauzurą klasztoru. Jeździ tam nadal. Jest przyjmowany jak przyjaciel. Trochę jak pielgrzym, z nieco innego świata.

Wizerunek - Tomek, jesteś hipsterem? - pytam. - Chyba nie, ja po prostu taki jestem - odpowiada, popijając kawę przez rurkę. Do dobrej kawy, fajka i od czasu do czasu kieliszek dobrego koniaku. To jest to na co lubi sobie pozwalać. - Ja lubię te moje drobne przyjemności. Lubię swój - jak ty to mówisz - styl, bo on jest mój. Niektórym to odpowiada, a niektórym nie. Ale to w jaki sposób postrzegają nas inni nie powinno być naszym zmartwieniem, bo byśmy zwariowali - tłumaczy mi Tomek.

Potrafi budować relacje. Przyjacielskie stosunki utrzymuje z wieloma swoimi mistrzami, m.in. wybitnym archeologiem światowej klasy, jaślaninem prof. Karolem Myśliwcem. Ma szczęście do ich poznawania.

Spotkał raz aktora Andrzeja Seweryna. Podszedł i zapytał, czy może uścisnąć dłoń wielkiego mistrza. Seweryn zgodził się. W krótkiej rozmowie Tomek przyznał się, że jest przyjacielem „Dudusia”. Chwilę później wraz z aktorem i jego żoną swobodnie rozmawiali przy wspólnym obiedzie. Panowie przypadli sobie do gustu. Na odchodne pan Andrzej wręczył Tomkowi numer telefonu i rzekł: - Jak pan będzie w Warszawie, niech pan zadzwoni.

Urok fotografa z Jasła po raz kolejny zadziałał.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie