NOWINY
    TO CIĘ ZAINTERESUJE

    Dział sportowy poleca!

    Rozwiń
    Zwiń

    Dział sportowy poleca!

    • Sportowy Rozkład Jazdy
    • Kandydatki do tytułu miss Australian Open
    • Developres poległ w starciu z Busto Arsizio

    Potrzeba wiedzy praktycznej

    Potrzeba wiedzy praktycznej

    Bartosz Kopyto

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Czytając artykuł "Bezradne państwo?" autorstwa Marcina Gieca ("Nowiny" z 10 września 2003), nie mogłem pozbyć się poczucia oburzenia.
    Pozwalam sobie zareagować, gdyż - tak mi się przynajmniej wydaje - mam do tego podwójne prawo. Po pierwsze, autor jest studentem politologii, a więc dziedziny naukowej, którą i ja z fascynacją odkrywam jako doktorant Wydziału Politologii UMCS w Lublinie. Jako kolega po fachu mam więc prawo wdać się w polemikę z panem Marcinem i wytknąć mu znaczące luki w toku rozumowania. Po drugie - tu opieram się, niestety, na domniemaniu - mój szanowny kolega zapewne nie miał okazji stanąć twarzą w twarz z manifestującym tłumem...

    Nie mieli w sobie żadnej agresji

    Jako świadek strajków z 1988 r.
    zapamiętałem emocje, które towarzyszyły wówczas protestującym. Było to kilka tysięcy "mających krew w oczach" bojowników o wszystko, co system o aspiracjach totalitarnych chce ujarzmić. Byli to ludzie gotowi "pójść na bój", mało tego, "zetrzeć na proch" kordon zomowców czających się tuż za bramą huty, wspomaganych odgłosami latających, ciężkich, wojskowych śmigłowców.
    Tamte wrażenia chciałem skonfrontować z teraźniejszością. Jako pracownik Urzędu Miasta w Stalowej Woli stanąłem za plecami prezydenta, gdy pod magistrat nadciągnął kilkutysięczny tłum manifestantów. I właśnie wtedy miałem możliwość zweryfikować w praktyce całą wiedzę politologiczną. Wszystkie teorie filozoficzne, nakładające na państwo i obywateli całe spectrum obowiązków, musiały być dopasowane do konkretnych warunków.
    Otóż, kilkutysięczny tłum nie miał w sobie żadnej agresji. Przywódcy komitetu protestacyjnego (o jakiekolwiek partykularne interesy ich nie posądzając) wykazali się wielką mądrością. Nie byli uciążliwi dla współmieszkańców (nie paraliżowali dróg jak lepperowcy, etc.), nie paraliżowali pracy zakładu. Jedynie domagali się tego, by sprawiedliwie redystrybuować wartości, na straży których stoi władza (państwowa, samorządowa). No właśnie, warto dodać, że "wartości, na straży których NOMINALNIE stoi władza", bowiem w praktyce władza te wartości zawłaszcza. I nadużywa instrumentów sprawowania władzy, co w praktyce prowadzi do takich patologii, jak korupcja, podział państwa ze względu na stopień uprzywilejowania na sektory "A", "B", "C" itd.

    Państwo to my

    Czy więc kolega Giec ma prawo krytykować państwo za nieudolność przejawiającą się rzekomym przyzwoleniem na paraliż - w tym przypadku - starostwa powiatowego? Oto tłum blisko pięciu tysięcy obywateli państwa przychodzi, by wyemitować następujący komunikat: "Przecież państwo to my! A jeśli państwo to my, to, z całym szacunkiem dla innych obywateli państwa, przyszliśmy powiedzieć, że ci, których wyznaczyliśmy do zarządzania majątkiem państwa (a więc hutą), nie robią tego dobrze. Gdzie są zamówienia na produkcję wojskową? Gdzie jest wentyl bezpieczeństwa w postaci osłon socjalnych dla zwalnianych pracowników? Dajcie nam takie osłony, które pozwolą nam emocjonalnie udźwignąć ciężar przekwalifikowania i dalszej pracy dla państwa i współobywateli".
    Nikt nie kwestionuje tego, że hutę trzeba przystosować do nowych warunków rynkowych (czytaj: do warunków rynku globalnego). Ale o ileż łatwiej makroskopowe, czyli doktrynalne podejście kolegi Gieca będzie można udoskonalić, jeśli najpierw zastosuje się podejście mikroskopowe.
    Weźmy taki przykład. Otóż biedny i bogaty mieszkają pospołu. Bogaty pozbawił pracy biednego. Biedny jeszcze bardziej zbiedniał. De facto bogaty zaczął biednieć, bo biedny przestał pomnażać jego majątek. Powiedzmy, że biedny nie zaatakował bogatego (choć głód był motorem wielu zmian rewolucyjnych), bo bogatego było stać na zatrudnienie ochroniarza. Ochroniarz stracił pracę, gdy biedny umarł z biedy. Ochroniarz był jednak silniejszy od biednego, który umarł, oraz stał się bogatszy o doświadczenie wywiedzione z historii losu biednego. Ochroniarz, chcąc uniknąć śmierci, poderżnął gardło temu, który pozbawił go środków do życia. Itd., itd. Takie scenariusze życie napisało po wielokroć w historii świata - ich badaniem zajmuje się właśnie politologia.

    Mówienie o pacyfikacji to nietakt

    Nawet jeśli się jest fanem liberalnej gospodarki, na straży której stoi silne państwo z rozwiniętym aparatem przymusu, potrzeba pewnej wiedzy praktycznej, by ferować wyroki czy rzucać hasła typu: stop dla pompowania publicznych pieniędzy w nierentowne przedsiębiorstwa. Natomiast samo używanie słowa "pacyfikacja" w odniesieniu do obywateli, którzy w sposób przemyślany i mądry domagają się swych praw, jest, drogi kolego, wyjątkowym nietaktem.

    Autor jest doktorantem na Wydziale Politologii UMCS w Lublinie i rzecznikiem prasowym prezydenta Stalowej Woli.


    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo