Pożar w Czarnobylu opanowany. Co z promieniowaniem na Podkarpaciu i w Polsce?

Marcin Piecyk
Marcin Piecyk
Головне управління ДСНС України у м.Києві/MilitaryAviation.in.UA/Андрій Ватолін
Udostępnij:
Ukraińscy strażacy kontrolują już sytuację z pożarem zamkniętej strefy w Czarnobylu. Niestety, ogień wyrządził potężne szkody, całkowicie spłonęła m.in wieś Iłownica, a życie straciło wiele zwierząt. Ucierpiała też przyroda, a ogień niemal dotarł do sarkofagu, który znajduje się nad starą elektrownią. Czy powinniśmy obawiać się promieniowania, które wydzieliło się do atmosfery?

- Obecnie nie ma otwartego ognia. W niektórych miejscach tlą się jeszcze ściółki, które są gaszone ze śmigłowców. Tam, gdzie można dojechać samochodem strażackim, z żarem walczą ludzie - powiedział wiceminister spraw wewnętrznych Anton Gerashchenko

- Dużo pracy wykonali nasi ratownicy, którzy przede wszystkim chronili krytyczną infrastrukturę przed pożarem, zapobiegli przemieszczaniu się ognia w kierunku miasta Prypeć, elektrowni jądrowej w Czarnobylu i składowisk odpadów jądrowych. Niestety, a jest to nieuniknione w pożarach lasów, ucierpiała przyroda - rośliny i zwierzęta. Gdyby nie profesjonalne działania ratowników, a zwłaszcza strażaków, straty byłyby dziesięć razy większe - powiedział.

Gerashchenko podkreślił również, że pożar nie stanowił zagrożenia dla obiektów jądrowych w strefie zagrożenia, dodatkowo, nie ucierpiał żaden człowiek.

Kluczowy przy walce z ogniem okazał się deszcz, który spadł na Czarnobyl w nocy z 13 na 14 kwietnia. Okazało się, że opady były obfitsze, niż zapowiadano, jednak to nie wystarczyło. Strażacy jeszcze tego samego dnia odkryli kolejne miejsca, w których się paliło. Udało się jednak zdusić pożar, w tej chwili sytuacja jest niemal opanowana.

Pożar w Czarnobylu opanowany. Co z promieniowaniem na Podkar...

Czy radioaktywna chmura dotarła nad Podkarpacie?

Kilka dni temu w serwisie YouTube pojawił się film, który mógł zaniepokoić wiele osób. Ukazywał radioaktywną chmurę, która rozchodzi się razem z wiatrem nad państwa sąsiadujące z Ukrainą. Bardzo duża część dymu była w pewnym momencie nad Podkarpaciem. Czy powinniśmy brać ten film na poważnie i zachować jakieś środki ostrożności? Tematem zainteresował się facebookowy portal Napromieniowani.pl.

- Tytuł filmu stwierdza jednoznacznie, że mamy do czynienia z zagrożeniem, jednakże w opisie brak jakiegokolwiek objaśnienia. A że kolorowe piksele zmierzające ku granicom Polski wyglądają spektakularnie, to film zaczął szybko zdobywać popularność

- tłumaczy Natalia Karwan z Napromieniowani.pl

W dalszej części wyjaśnia, że widzowie powinni przede wszystkim zwrócić uwagę na liczby, które są podane w prawym górnym rogu, oraz kolory pikseli, które oznaczają poziom promieniowania. Jak się okazuje, są to bardzo niskie wartości, które tak naprawdę pokazują tylko, że nie mamy się czego obawiać.

- Z filmu jasno więc wynika, że zagrożenia nie ma, ale kto z Was zrozumiałby to? Zapewne prawie nikt, za to jego autor stawia jasną tezę już w tytule pisząc, że "radioaktywna chmura doleciała nad Polskę". Ciekawostką jest również fakt, że pod filmem wyłączono opcję komentowania zaraz po jego dodaniu - tak na wszelki wypadek, żeby nikt nie wyjaśnił o co w nim chodzi - tłumaczy Natalia Karwan.

Co o tym sądzi Państwowa Agencja Atomistyki?

- Sytuacja radiacyjna w Polsce jest taka jak na co dzień. Na Podkarpaciu mamy czujniki w Sanoku i Rzeszowie, poziom promieniowania jest taki jak wcześniej. Obserwujemy sytuacje na bieżąco, natomiast nasi specjaliści nie przewidują, żeby zagrażające komukolwiek ilości substancji promieniotwórczych mogły się pojawić nad Polską. Być może wykryjemy jakieś śladowe ilości takich substancji na wysokoczułej aparaturze, która zbiera informacje przez długi czas - opisuje Stanisław Janikowski, rzecznik PAA.

- Gdyby jednak były to substancje, które zagrażają lub mają wpływ na zdrowie Polaków, aparatura, która mierzy na bieżąco, by to wykryła. A takich obserwacji nie mamy i nie przewidujemy, żeby do tego doszło - dodaje.

Jak się okazuje, również pogoda nie sprzyja temu, aby dym dotarł do naszego województwa, czy reszty kraju. W rozmowie z Grzegorzem Walijewskim, rzecznikiem Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Państwowego Instytutu Badawczego dowiedzieliśmy się, że na pewno do czwartku (23 kwietnia) wiatr będzie znosił "chmurę" raczej na południe Europy, omijając tym samym Polskę.

Nie pijmy płynu Lugola!

Zarówno do Napromieniowanych.pl jak i do Państwowej Agencji Atomistyki trafiają zapytania o to, czy aby uchronić się przed skutkami promieniowania powinno się pić płyn Lugola. Jest to środek, którego używano w Polsce w roku 1986, tuż po wybuchu elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Można powiedzieć, że wtedy zdawał egzamin, ponieważ w atmosferze znajdował radioaktywny jod-131. Jednak tego izotopu już dawno nie ma w powietrzu, jego połowiczny rozpad wynosi zaledwie 8 dni, więc po 34 latach od katastrofy nie ma się czego obawiać. Specyfik ten nie jest skuteczny na rodzaj promieniowania uwalnianego przy pożarze, a jego stosowanie może jedynie zaszkodzić.

- Jod nie jest pierwiastkiem obojętnym dla organizmu. Zalecana dzienna dawka dla osoby dorosłej to 150μg, w przypadku dzieci to 90-130μg w zależności od wieku. Większość jodu w naszym ciele znajduje się właśnie w tarczycy. Już nawet jednorazowe przedawkowanie może być niebezpieczne. Niekontrolowana suplementacja, jeżeli nie cierpimy na niedobory jodu, doprowadzić może do nadczynności tarczycy. W przypadku osób cierpiących na zaburzenia pracy tarczycy, zaostrzyć może się choroba Hashimoto lub Gravesa. Mogą pojawić się też podrażnienia błon śluzowych, alergia, wysypki, gorączka, biegunka i inne - pisze Ania Bąkowska z Napromieniowani.pl.

Podobnego zdania są specjaliści z PAA.

- Stosowanie preparatów ze stabilnym jodem zaleca się wyłącznie w przypadku występowania w środowisku wysokich stężeń promieniotwórczego jodu-131. Jest to izotop, który stanowi zagrożenie bezpośrednio po awarii elektrowni jądrowej, jednak jego okres połowicznego rozpadu wynosi ok. 8 dni. Oznacza to, że już miesiąc po katastrofie elektrowni jądrowej w Czarnobylu ilość promieniotwórczego jodu zmniejszyła się trzynastokrotnie, a po roku wynosiła 0,000000000002% pierwotnej ilości. Obecnie, 34 lata po katastrofie w Czarnobylu, nie obserwuje się promieniotwórczego jodu-131 uwolnionego w trakcie katastrofy - informuje dr Łukasz Młynarkiewicz z Państwowej Agencji Atomistyki.

I dodaje, że stosowanie płynu Lugola może być niebezpieczne dla zdrowia.

- W środowisku wokół Czarnobylskiej elektrowni jądrowej znajduje się promieniotwórczy cez-137, który ma stosunkowo długi okres półrozpadu, wynoszący 30 lat. Oznacza to, że połowa cezu-137 uwolnionego w trakcie awarii w Czarnobylu już zniknęła, jednak druga połowa wciąż znajduje się w środowisku. Nie obserwujemy jednak zwiększenia mocy dawki promieniowania, która mogłaby świadczyć o zwiększeniu ilości promieniotwórczego cezu w powietrzu na obszarze Polski. Poziomy skażeń promieniotwórczych powietrza wynikające z pożarów lasów w otoczeniu Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej nie mają obecnie wpływu na sytuację radiacyjną na terenie Polski - kontynuuje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Sytuacja cenowa w branży mięsnej w Polsce

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

g
gość poniedzielny

Pożar na powierzchni ziemi to tylko płomyki.

Pod glebą wrze przelana na Wołyniu i w okolicach polska krew...

Tego pożaru zaś na pewno nie zgaszą ukraińskie gesty ku czci oun i upa.

Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie