Proces za fałszywe zeznania ws. zabójstwa Pawła Adamowicza. Oskarżony b. policjant, Dariusz S.: "Człowiek umierał mi na rękach"

wie
Udostępnij:
Składał fałszywe zeznania w sprawie przebiegu koncertu, na którym doszło do zabójstwa prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza i namawiał do tego samego inną osobę – mówią o Dariuszu S. śledczy. 36-letniemu byłemu policjantowi i dyrektorowi ds. bezpieczeństwa w Agencji Ochrony „Tajfun” grozi do 8 lat więzienia. Jego proces w środę 7 sierpnia 2019 roku rozpoczął się przed gdańskim sądem. Mężczyzna przyznał się i odmówił składania wyjaśnień. - Zadzwoniła do mnie córka i spytała, czy zabiłem prezydenta? To była dla mnie bardzo stresująca sytuacja – zeznał wcześniej w śledztwie. Jednak S. miał pomagać ratować polityka, a jego - rzekomo nieprawdziwe - zeznania nie miały na celu "krycia" zabójcy.

Mimo wniosku adwokata Dawida Szachty, obrońcy Dariusza S. o wyłączenie jawności, sędzia Danuta Blank zdecydowała, by rozprawa toczyła się przy drzwiach otwartych – w obecności dziennikarzy.

- Leczę się na choroby przewlekłe, na serce – stan zagrażający życiu, nadciśnienie, zaburzenia psychiczne – powiedział w środę przed sądem Dariusz S., który jak tłumaczył ma nieletnią córkę, a swoje zarobki przed aresztowaniem oszacował na niewiele ponad 1,5 tys. zł. Ocierał oczy i dodał: - Przyznaję się do wszystkich zarzucanych czynów – zastrzegł. Jednak odmówił składania przed sądem wyjaśnień, bo jak stwierdził, nie sposób wyjaśnić wcześniejszego postępowania.

Dariusz S.: - Przyznaję się do wszystkich zarzucanych czynów. Jednak odmówił składania przed sądem wyjaśnień, bo jak stwierdził, nie sposób wyjaśnić wcześniejszego postępowania.

- Ja tylko wiedziałem, że nas ma być razem 47 pracowników do ochrony – odczytała jego zeznania ze śledztwa sędzia Danuta Blank. - W momencie gdy sprawca zaatakował prezydenta ja stałem przy barierkach daleko – mówił do protokołu i wskazywał, że wówczas odprowadzał pijaka, którego nie chciano na imprezę wpuścić. Następnie miał nieść na noszach do karetki Pawła Adamowicza. - Pamiętam, że miał rękę sztywną, myślałem, że już nie żyje – powiedział do protokołu. - Człowiek mi umierał na rękach - tłumaczył w innym miejscu.

Mężczyzna podtrzymał te twierdzenia, lecz zastrzegł, że w przeciwieństwie do tego co mówił w postępowaniu, dziś przyznaje się do winy.

- Zadzwoniła do mnie córka i spytała, czy zabiłem prezydenta? To była dla mnie bardzo stresująca sytuacja – czytała jego zeznania z innego przesłuchania w prokuraturze, dotyczące tragicznego wieczora z 13 stycznia, sędzia Danuta Blank

.

- Oskarżonemu zarzucono złożenie nieprawdziwych zeznań oraz podżeganie innej osoby do złożenia fałszywych zeznań w postępowaniu karnym dotyczącym zabójstwa Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza – tłumaczyła na początku lipca 2019 roku, gdy akt oskarżenia przeciw Dariuszowi S. skierowano do sądu, prokurator Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Niewiele ponad miesiąc później – 7 sierpnia 2019 sprawa 35-latka po raz pierwszy trafiła na sądową wokandę. Śledczy już w styczniu tłumaczyli, że w trakcie koncertu „Gdańsk dla Orkiestry” będącego elementem, zakończonego zabójstwem prezydenta miasta, Pawła Adamowicza, finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, dopuścił się przestępstwa. Jako jeden z pracowników ochrony w zabezpieczającej imprezę Agencji Ochrony Tajfun, gdzie pełnił stanowisko dyrektora do spraw bezpieczeństwa i BHP, Dariusz S. miał przekazać policjantom identyfikator z napisem „Media” informując, że to nim posłużył się morderca w celu wejścia na scenę.

Do potwierdzenia tej, nieprawdziwej wersji wydarzeń (zabójca wszedł na scenę, mimo że nie dysponował plakietką), miał nakłaniać innego pracownika firmy ochroniarskiej. Miał również posiadać gazową broń palną i amunicję bez zezwolenia. Skrócony akt oskarżenia odczytała w środę przed sądem oskarżyciel, prok. Agnieszka Komarnicka-Drużbycz z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

- Wbrew twierdzeniom prokuratury, mój klient nie był szefem ochrony na gdańskim finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ale szeregowym pracownikiem. Tak wynika choćby z komentarza pełnomocnika firmy „Tajfun” - tłumaczył wcześniej „Dziennikowi Bałtyckiemu” obrońca 35-latka, adwokat Dawid Szachta, który przekazał nam dokumentację licznych wyróżnień przyznanych Dariuszowi S. podczas policyjnej służby od gdańskich komendantów wojewódzkiego i miejskiego, a także Nagród Prezydenta Miasta Gdańska nadanych Dariuszowi S. przez samego Pawła Adamowicza. Więcej na temat przeszłości oskarżonego przeczytasz TUTAJ.

Proces Dariusza S. Zeznania świadków przed sądem

- Zostałem poproszony, żeby powiedzieć wersję, którą mi przedstawił pan Dariusz, czyli to, że identyfikator przekazał mu jeden z policjantów – powiedział przed sądem świadek, zawodowy kierowca, wcześniej niekarany.

- Nie widziałem nic – zeznał na temat feralnego wieczoru z 13 stycznia 2019 r., tłumacząc, że miał dobre relacje z 36-latkiem, którego, jak zastrzegł, już po tragedii „nie poznawał”. - Nie był sobą – dodał, a o wcześniejszej współpracy z oskarżonym mówił: - Był moim szefem, bardzo elokwentną osobą. Uważam, że dobrze wykonywał swój zawód. Wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie.

Świadek o Dariuszu S.: Był moim szefem, bardzo elokwentną osobą. Uważam, że dobrze wykonywał swój zawód.

- Nie wiem jak to się stało, że nikogo od nas tam nie było – tłumaczył ten sam świadek, odnosząc się do miejsca przy scenie, którym wejść miał zabójca prezydenta, Stefan W.,

O zachowaniu 27-letniego mordercy, którego potraktował gazem w twarz (ale nie bił, ani nie widział, by ktoś go bił) tuż po zbrodni powiedział: - On mówił, że ma cukrzycę, żeby go nie bić. Był zakrwawiony, krew leciała mu z nosa.

- Chciałbym cię przeprosić za to, że cię w to wmieszałem – powiedział do świadka, tuż po zakończeniu jego zeznań Dariusz S.

- Jawne prowadzenie rozprawy, wobec zmiany stanowiska prokuratury, godziłoby w ważny interes państwa, a mianowicie dobro postępowania przygotowawczego dotyczącego zabójstwa prezydenta Adamowicza, które jest w toku – powiedziała sędzia Danuta Blank, na wniosek prokuratury decydując, że policjanci, którzy interweniowali po tragedii zeznawać będą za zamkniętymi drzwiami.

Wcześniej głos w rozmowie z mediami na sądowym korytarzu zdecydował się zabrać obrońca Dariusza S., mec. Dawid Szychta. Podkreślił, że - choć jego klient przyznaje się do winy – to „absolutnie” nie twierdzi, że impreza była źle zabezpieczona. - Takie zdanie, takie słowa z ust mojego klienta nie padły. Mój klient przyznał się do postawionych mu zarzutów. Nie był szefem ochrony, był wyłącznie pracownikiem ochrony, co też państwo usłyszeli – tłumaczył dziennikarzom i zaznaczył, że nie może się wypowiadać na temat stanu zdrowia 36-letniego oskarżonego, jednak przyznał, że leczy się on psychiatrycznie.

- Oskarżonemu zarzucono popełnienie przestępstw polegających na składaniu fałszywych zeznań w toku postępowania przygotowawczego prowadzonego w sprawie śmierci prezydenta miasta, pana Adamowicza, jak również nakłaniania świadka do składania fałszywych zeznań w toku tego postępowania oraz przedstawiono zarzut posiadania broni palnej bez zezwolenia – powiedziała dziennikarzom w przerwie posiedzenia prok. Agnieszka Komarnicka-Drużbycz, która zastrzegła, że stosowna opinia biegłych lekarzy potwierdziła, że Dariusz S. może za swoje czyny odpowiadać przed sądem.

Zabójca Pawła Adamowicza niepoczytalny?

Dopiero we wrześniu poznamy opinię biegłych psychiatrów dotyczącą kluczowej kwestii poczytalności zabójcy Pawła Adamowicza. Od tego dokumentu zależy czy 27-letni Stefan W. trafi na ławę oskarżonych, czy czeka go szpitalne leczenie.
Więcej na temat hipotetycznych scenariuszy losów Stefana W. przeczytasz TUTAJ.

Pogrzeb Pawła Adamowicza w Bazylice Mariackiej w Gdańsku 19....

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

k
kołowałamitolata
Ja bym jeszcze zarzuty pomocy morderstwa postawił jakale.W zasadzie to cała imprezka opierala sie zbiórke p[ieniedzy na jego złote melony.Gdyby nie pazernność tego jakatego łotra to człowiekby zył.Ale jakoś w tym procesie nie szkodami nikogo,ani kata ani ofiary.
G
Gosc
Dariusza wszyscy znają bardzo dobrze syn byłego policjanta którego tata wiecznie był wysoko postawiony pierw pracował w narkotykowce potem przenieśli go do samochodowymi na koniec coś nawywijał i poszedł do wydziału skarbowego dlaczego nikt o tym nie napisze ma on sprawę za pobicie w wraz z kolegami i sprawa trwa tak długo to jest śmiech na sali w Gdańsku wszyscy go znają jest to pseudo policjant który chciał być gangsterem
G
Gość
2019-08-07T11:53:21 02:00, Jola:

Polska - raj krętaczy, cwaniaków, tchurzów bez chonoru i sumienia. Obleśne chodzące dziwadła - tak was widzą za granicą. Facet bez jaj i honoru z chorobą na zawołanie, no same kozaki, jakie to obrzydliwe się przyznać do błędu nie. Kara musi być ewdentnie duża i bez skrupółów że rodzina, dzieci czy cokolwiek za krętactwa. Co innego gdyby się przyznał do błędów od razu - jestem winny. I tak proces będzie się ciągnąć latami

Polska kraj osób o niskim IQ. Jola do szkoły bo czytać tego nie można. Tyle błędów nawet mój 9 letni syn nie robi .. Wstyd Jola.

K
Krystyna c
Nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka
R
Radosny
Dariusz nię pękaj sędzina cię puści
G
Gość
Organizator WOSP w Gdansku opowiada za smierc Adamowicza.Jedyne, co mogłoby zapobiec zamachowi, to powrót Polski do cywilizacji – czyli PRZYWRÓCENIE KARY ŚMIERCI!
G
Gość
2019-08-07T11:53:21 02:00, Jola:

Polska - raj krętaczy, cwaniaków, tchurzów bez chonoru i sumienia. Obleśne chodzące dziwadła - tak was widzą za granicą. Facet bez jaj i honoru z chorobą na zawołanie, no same kozaki, jakie to obrzydliwe się przyznać do błędu nie. Kara musi być ewdentnie duża i bez skrupółów że rodzina, dzieci czy cokolwiek za krętactwa. Co innego gdyby się przyznał do błędów od razu - jestem winny. I tak proces będzie się ciągnąć latami

Najwieksi kretacze na najwyzszych stołkach...

J
Jola
Polska - raj krętaczy, cwaniaków, tchurzów bez chonoru i sumienia. Obleśne chodzące dziwadła - tak was widzą za granicą. Facet bez jaj i honoru z chorobą na zawołanie, no same kozaki, jakie to obrzydliwe się przyznać do błędu nie. Kara musi być ewdentnie duża i bez skrupółów że rodzina, dzieci czy cokolwiek za krętactwa. Co innego gdyby się przyznał do błędów od razu - jestem winny. I tak proces będzie się ciągnąć latami
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie