Przejazd dla młodych, ale za flaszkę

Kinga Rymut-Sobala
Żeby dostać od starosty drugą weselną trzeba się mocno postarać. Ludwik Siemnako "na szybko” wypija połówkę pierwszej. Weselnicy są zwykle pod wrażeniem, więc bez oporów wręczają kolejna butelkę.
Żeby dostać od starosty drugą weselną trzeba się mocno postarać. Ludwik Siemnako "na szybko” wypija połówkę pierwszej. Weselnicy są zwykle pod wrażeniem, więc bez oporów wręczają kolejna butelkę. Tadeusz Poźniak
Podobno nie ma szczęścia w małżeństwie bez porządnej bramy, którą stawia się na drodze orszaku w dniu ślubu.

Pewne jednak jest, że żarty kolorowych przebierańców doskonale rozluźniają zestresowanych przyszłych małżonków.

Niektórzy twierdzą, że pierwsze bramy postawili wieśniacy ze swoimi kozami i osiołkami przed weselem w Kanie Galilejskiej. Według ludowych wierzeń, mają one symbolizować przechodzenie młodej pary ze stanu kawalerskiego i panieńskiego do nowego, wspólnego życia.

Ma być barwnie i wesoło

Bramy stawia się przede wszystkim weselnikom na drodze z domu panny młodej do kościoła. - Ma być kolorowo, wesoło, głośno, a nawet kiczowato - wylicza Ludwik Siemanko z Widełki k. Kolbuszowej, zwany we wsi komisarzem Nixonem.

Można mu wierzyć, bo ma niemałe doświadczenie w tym fachu i bramy stawia już od ponad 40 lat. Zgodnie z tradycją, pan młody podjeżdża pod dom wybranki. Po błogosławieństwie orszak weselny, kiedyś wozami lub sańmi a teraz samochodami, rusza pod kaplicę.

Najpierw orkiestra weselna, następnie pan młody z drużbami, za nim panna młoda z drużkami, a dalej pozostali drużbowie, starostowie, rodzice, krewni i znajomi. Zatrzymują ich poprzebierani, barwni strażnicy, domagający się od młodych pieniędzy, darów w naturze albo - najchętniej - wódki.

Starosta rządzi trunkami

Negocjacje "bramiarze" prowadzą ze starostą, śpiewając mu "Oj mamy tu, mamy, starostę pięknego, na żadnym weselu nie było takiego".

- Trzeba się podlizać, w końcu to on rozdziela trunki, a starościna rada nie rada przynosi tyle, ile on pozwoli - śmieje się Nixon.

Dawniej na starostów wybierało się ludzi poważanych we wsi, bogatych i zacnych, dlatego splendor wiążący się tą funkcją trwa do dzisiaj. Gdy już ma zdobycz, zaczyna schlebiać starościnie: "Oj nasza starościna, z bogatego rodu, upiekła nam torta ze samego miodu".

- Wołam też o buziaczka, ale wykupić się z niego może kolejną butelką - dodaje.

Przyśpiewki powtarza dopóki nie stwierdzi, że więcej wódki już nie dostanie. Wtedy nadchodzi czas na wręczanie prezentów młodym.

- Bochenek chleba, żeby im go nigdy w życiu nie zabrakło. Sól, żeby życie zawsze miało dobry smak - wylicza Nixon.

- Do tego słodkie bułeczki, żeby słodko im razem było, zapałki, co by ciepło było i butelkę wina, żeby spragnieni nie byli.

Pół butelki na wdechu

Siemanko daje też przyszłemu panu młodemu żartobliwe rady, np. aby teściową codziennie w rączki i policzki całował. Daje też ostrzeżenia:

- Czy jest świadomy, co go czeka i że ma jeszcze czas, aby się rozmyślić. Jako przykład daję siebie, bo się pośpieszyłem i teraz bramy robić muszę, przestrzegać innych chłopów. Gdy ceremonia się kończy, Siemanko rozpoczyna swój popisowy numer kosztowania wódki weselnej.

- Wdech robię, zakręcam wir w butelce, przystawiam się do gwinta i jak nic pół butelki wciągam bez przystanku - chwali się. - Wtedy goście zdezorientowani pytają - co to, wodę dostał, czy jakie licho? To jego niezawodny sposób, aby wyprosić jeszcze jedną flaszeczkę.

Nie ma ślubu bez Lenina

Bramy weselne to jednak nie tylko wymuszanie "okupu", ale także popis inwencji i talentów aktorskich organizatorów. A pomysłów nie brak, najczęściej czerpie się je z wiejskiej codzienności.

Przy bramach organizowanych przez Nixona i jego znajomych można spotkać dziadów młócących cepami słomę rozesłaną na drodze, rąbiących drwa, strugających na kobylicy.

Nieraz wystawiają kołyskę z dzieckiem i przebierają się za baby albo w masielniczce ubijają mleko na masło. Czasem siadają przy stole na środku drogi i grają w karty. Bywały też prawdziwe zapory na drodze w postaci wozów lub zepsutych maszyn rolnych.

Straż trzymają żandarmi uzbrojeni w drewniany karabin lub szablę. Najczęściej w te role wcielają się dzieciaki ze wsi, które polują na cukierki. Nixon robienie bram traktuje jak kunszt, dlatego na wesela zapraszają go młodzi z całego województwa.

- Żeby dodać trochę nowoczesności do moich bram, wystawiam znaki drogowe i przeróżne flagi przedsiębiorstw, klubów sportowych i krajów - opowiada Nixon. - Jest też i portret Lenina ściągany na zamówienie z Rosji, a ludzie we wsi to już się śmieją, że bez niego to żaden ślub się nie odbędzie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie