Przywódca rolników żyje w nędzy

Krzysztof Potaczała
Antoni Wojnarowicz przed domem, w którym w styczniu wybuchł pożar.
Antoni Wojnarowicz przed domem, w którym w styczniu wybuchł pożar. KRZYSZTOF POTACZAŁA
Antoni Wojnarowicz z Hoszowa, jeden z liderów rolniczego strajku w 1980 r., wegetuje w spalonym domu. Jego dzieci od pół roku uczą się przy świeczkach.

To już trzeci pożar, który dotknął rodzinę Wojnarowiczów w ciągu 16 lat. W 1993 r. doszczętnie spłonął ich piętrowy dom w Hoszowie. Po przeprowadzce do niewielkiego budynku przy stawach rybnych (Wojnarowicz hoduje pstrągi), wybuchł następny pożar, na szczęście szybko ugaszony.

20 stycznia 2007 r. ogień zniszczył część murowanego domku, w tym biuro Wojnarowicza, w którym przechowywał dokumenty. Spłonęły też pianino córki, ubrania, krzesła i inne sprzęty.

Ludzie pomogli

Burmistrz Ustrzyk Dolnych Henryk Sułuja zorganizował pomoc dla pogorzelców. Dostarczono farby i szpachle, robotnicy oddzielili drewnianymi płytami spaloną część domu od uratowanej. Z pieniędzy pomocy społecznej kupiono dzieciom odzież.

- Zaproponowałem rodzinie również mieszkanie zastępcze, ale pan Wojnarowicz uznał, że nie jest konieczne - mówi Henryk Sułuja.

Bez prądu nie ruszę

- Jestem ogromnie wdzięczny za zainteresowanie - podkreśla pan Antoni. - Najgorzej jednak, że nie mogę ruszyć z hodowlą ryb, bo nie mam prądu.

Rejon Energetyczny w Sanoku odciął prąd Wojnarowiczowi w 2006 r.. Powód: właściciel bezprawnie podciągnął instalację elektryczną ze starego domu do budynku przy stawach rybnych (ok. 400 metrów). Stan przewodów zagrażał bezpieczeństwu Wojnarowiczów i sąsiadów.

Od tego czasu pan Antoni wegetuje z dziećmi i żoną w pozbawionym elektryczności domu. Wieczorami siedzą przy świeczkach, słuchają radia na baterie. Na szczęście działa kotłownia, więc nie marzną.

- Za lodówkę służy nieogrzewane pomieszczenie, ubrania pierzemy ręcznie - mówi Wojnarowicz.

O kłopotach rodziny Wojnarowiczów pisaliśmy w grudniu 2006 r. Wówczas Antoni Wojnarowicz wraz z czworgiem dzieci przykuł się łańcuchem do kaloryfera w leskiej prokuraturze na znak protestu przeciw odcięciu mu prądu. Po okupacji budynku strażacy przecięli łańcuchy, Wojnarowicz trafił na badania psychiatryczne, a dzieci odwiezione zostały do domu przez policję.

Prąd będzie, ale…

Przywódca rolniczego strajku z 1980 r. nie chce dostosować się do wymogów energetyków, żeby wreszcie mieć prąd.

- Wielokrotnie próbowaliśmy zachęcić pana Wojnarowicza, by poprawił stan instalacji, co jest warunkiem wykonania przyłącza - wyjaśnia Daniel Krężałek, dyr. ds. ekonomicznych w Rejonie Energetycznym w Sanoku. - Wysłaliśmy mu nawet dokumenty do wypełnienia, ale nie odpowiedział. Gdyby chciał, już dawno miałby w domu elektryczność.

- I będę miał, ale swoje racje wywalczę w sądzie - odpowiada Wojnarowicz.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie