Rafał Antończak z Rzeszowa, mistrz tajskiego boksu zamienił walkę na ringu, na walkę o życie

Grzegorz Anton
Udostępnij:
Prawdziwy wojownik. Człowiek ze stali. Były mistrz świata w tajskim boksie i wielokrotny mistrz Polski, Rafał Antończak uległ wypadkowi na ringu. Od miesiąca rzeszowianin znajduje się w szpitalu, w stanie śpiączki i walczy o życie. Koszty jego rehabilitacji będą ogromne. Dlatego ruszyła pomoc dla mistrza, która przerosła najśmielsze oczekiwania. Zaangażowało się w nią już tysiące ludzi.

Spis treści

ZBIÓRKA DLA RAFAŁA ANTOŃCZAKA PROWADZONA JEST [TUTAJ]

Był 18 września. W Jarocinie trwała gala walk, na której w półfinale walczył, w formule lethwei (boks birmański) Rafał Antończak. Nic nie zapowiadało tragedii. Rafał bardzo dobrze się czuł, rozgrzewka przebiegła bez jakichkolwiek komplikacji. Od początku prowadził w pojedynku, aż w pewnym momencie, w drugiej rundzie ruszył do ataku. Atak dziwnie wyglądał, a zawodnik z Rzeszowa dosłownie przeleciał obok rywala i wpadł na liny, by po chwili upaść. Na ringu rozpoczęła się dramatyczna walka o życie Rafała.

Rafał Antończak - urodzony wojownik

Znany i ceniony w środowisku sportów walki 36-letni Antończak od dziecka zafascynowany był „stylami uderzanymi”. W wieku 10 lat rozpoczął treningi karate i w tej dyscyplinie, w formule full contact został mistrzem Polski. Następnie zamienił karate na tajski boks (Muay Thai), który jest uważany za jeden z najpiękniejszych sportów walki, ale jednocześnie za jeden z najbrutalniejszych. Wszystko przez to, że zawodnicy nie tylko używają w czasie walki kopnięć i uderzeń pięścią, ale zadają ciosy także kolanami i łokciami. Sport ten jest połączony z duchowością. Zawodnicy przed walką tańczą, w ringu specjalny taniec Wai Kru, który ma odpędzać złe duchy. Mekką Muay Thai oczywiście jest Tajlandia i to tam wszyscy liczący się zawodnicy jeżdżą trenować. Rafał chciał być najlepszy i dlatego też na początku swej drogi z tym sportem zawitał do Tajlandii. Wcześniej jednak musiał… sprzedać samochód, aby mieć na wyjazd. Rafał trenował także m.in. w Korei, na Ukrainie i Holandii. W tym ostatnim kraju, pod okiem legendarnego na całym świecie Ernesto Hoosta, czterokrotnego mistrza K1 World Grand Prix.

Ta zaciętość opłaciła się. Antończak walczył w reprezentacji Polski. W sumie, na ringach całego świata, w tym Tajlandii stoczył około 120 walk amatorskich. 26 walk zawodowych. Został pięciokrotnym mistrzem Polski w aż trzech kategoriach wagowych. Zdobył także zawodowy puchar Europy K1. Wywalczył również to najcenniejsze trofeum. Został mistrzem świata w Muay Thai. Tytuł wywalczył 18 października 2015 roku, na ringu w Niemczech. Droga do mistrzostwa nie była łatwa. Antończak kilkanaście miesięcy przed zdobyciem tytułu przeszedł poważną operację. Miesiąc później rozpoczął jednak delikatne treningi. A za pół roku, podczas mistrzostw Polski, które nawiasem mówiąc wygrał, w finałowej walce doznał złamania nogi. Nie poddał się, jak zresztą przez całe życie i osiągnął upragniony cel. W ostatnich latach cały czas walczył, ale już mniej niż jeszcze kilka lat temu. Został przede wszystkim cenionym trenerem.

Dwa razy umarł

Hala zamarła, komentator gali wyraźnie poruszony wołał: „medyk, medyk, medyk…”. Sędzia podbiegł do Rafała i natychmiast wyciągnął mu ochraniacz na zęby. Zawodnik nie reagował na żadne bodźce. Stanęło mu serce. Na ring wbiegli ratownicy. Próbowali go reanimować. Na sali nie było jednak defibrylatora. Wszystko musieli robić ręcznie. Dwoili się i troili, ale nie mogli mu przywrócić czynności życiowych. Na miejsce jechała już karetka, jednak cenne dla mózgu sekundy upływały. Wszystko to na własne oczy oglądała Anna Antończak, żona zawodnika.

– To był okropny widok, chyba najgorszy, jaki widziałam w moim życiu – mówi.

Reanimacja trwała bardzo długo, a Rafał – jak powiedzieli później sami ratownicy dwa razy umarł. Wszystko dlatego, że po przywróceniu akcji serca, to serce ponownie przestawało bić. Zawodnik został zaintubowany. I trafił na miejscowy SOR. Wyglądało na to, że pomimo groźnej sytuacji, wszystko będzie dobrze. Lekarze wykonali mnóstwo badań m.in. tomografię komputerową głowy. Powiedzieli, że nie ma tragedii, a będący na oddziale jeden z ordynatorów oznajmił bliskim, że zostawią jedynie Rafała w szpitalu, na noc, na obserwację. Rano sytuacja zmieniła się jednak diametralnie.

- Następnego dnia powtórzyli mu badanie tomografii głowy i wówczas lekarze powiedzieli, że sytuacja jest fatalna. Stwierdzili obrzęk mózgu z niedotlenienia

– mówi żona zawodnika.

Przez pierwsze dwa tygodnie Rafał był utrzymywany za pomocą leków, w śpiączce. Co tydzień miał robioną tomografię. Lekarze przestali ją jednak robić, bo twierdzą, że jego stan się nie zmieni. Co ciekawe, w organizmie zawodnika pracują wszystkie narządy, od serca, aż po nerki. Obrzęk mózgu spowodował jednak, że nie może się w żaden sposób wybudzić ze śpiączki. Lekarze twierdzą, że prawdopodobnie została uszkodzona u niego kora mózgowa.

Nie było żadnych sygnałów

Kwestia zatrzymania serca Antończaka jest dziwna. Zawodnik trzy tygodnie przed walką, miał w jednym z prywatnych szpitali robione testy wydolnościowe. Badana była m.in. wydolność serca i te testy jak twierdzi żona wyszły bardzo dobrze.

- Świetnie się czuł i nic nie wskazywało, że może dojść do tragedii. Jak to w sportach walki, przygotowania do pojedynku powodują, że każdy zawodnik trochę jest przemęczony, ale nic więcej. Przed swoją walką normalnie rozgrzewał się, nie było żadnych oznak, że coś mu jest

- tłumaczy żona.

ZBIÓRKA DLA RAFAŁA ANTOŃCZAKA PROWADZONA JEST [TUTAJ]

Jak udało nam się ustalić, jeden z lekarzy, który oglądał feralną walkę, dopatrzył się ciosu, który Rafał miał otrzymać w szyję. Badania po walce, wykazały dodatkowo pewne braki w organizmie potasu oraz magnezu. Uznano, że po wspomnianym ciosie doszło prawdopodobnie do migotania komór i zatrzymania krążenia. Dodatkowo jeszcze wspomniany wcześniej niedobór elektrolitów spowodować miał taką tragedię. Ale czy było tak rzeczywiście, nikt oficjalnie nie wie.

Wiadomo za to, że Rafał do tej pory znajduje się w szpitalu, w Jarocinie. Miał być przeniesiony do specjalnej kliniki rehabilitacyjnej. Jego żona zadbała o wszelkie formalności i kwestią czasu miało być, kiedy tam trafi.

– Bardzo się cieszyłam, że się nim profesjonalnie zajmą, ale 18 października dostałam informację, że go tam jednak nie przyjmą – mówi z goryczą w głosie pani Anna.

Wszystko dlatego, że jej mąż nie spełnia odpowiednich kryteriów medycznych. W Polsce są też inne tego typu kliniki, ale od nowa trzeba przejść wszystkie procedury i walczyć o umieszczenie go w takim ośrodku. A liczy się czas. Jak mówi nam żona zawodnika, chciano go umieścić w zakładzie opiekuńczo-leczniczym.

- Nie zgadzam się na to. Mój mąż jest młodym człowiekiem. Trzeba go w jakiś sposób ratować, a nie umieszczać w ośrodku, w którym będą dawać mu tylko jeść i myć go

– mówi wyraźnie poruszona.

Ludzie pomagają i są fantastyczni

Pani Anna, podobnie jak jej mąż, na ringu jest twarda i walczy z całych sił o powrót Rafała do życia i zdrowia. Czasami, to życie jednak jest brutalniejsze niż walka w tajskim boksie. Okazało się, że pobyt w klinice będzie kosztował ogromne pieniądze. To kwoty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Dlatego została zorganizowana zbiórka pieniędzy na portalu siepomaga.pl. Na razie uzbierano kwotę ponad 113 tys. zł (na dzień 21 października). Ale z każdym dniem spływa coraz więcej pieniędzy. Niedawno powstała także grupa publiczna na Facebooku – Pomoc dla Rafała! I to jest prawdziwy fenomen, nawet jak na skalę Polski.

Anna Antończak napisała na grupie: „Licytujemy tutaj wszystko to, co możecie od Siebie dać, aby pomóc Rafałowi. Liczy się nawet najdrobniejszy gest. Bardzo Was proszę o pomoc. Pamiętajcie, że nawet złotówka ma znaczenie!”. Tym samym ruszyła wręcz lawina pomocy, zarówno od osób prywatnych, jak i firm. Ludzie wystawiają m.in. obrazy, fryzjerki vouchery na koloryzację włosów, kosmetyczki na wykonanie paznokci, żołnierze Podhalańczycy specjalne kubki i koszulki. Kwiaciarnia cenną roślinę. Profesjonalni fotografowie sesje zdjęciowe. Trenerzy treningi personalne. Serwis samochodowy wymianę opon. Sklep zoologiczny voucher na zakupy w nim. Restauracje swoje popisowe dania. Kobiety pieką różnego rodzaju ciasta np. serniki lub szarlotki i wystawiają na licytację. To wręcz istne szaleństwo - w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Licytacja to także m.in. cenne sportowe pamiątki. Np. koszulka meczowa z podpisem jednej z najlepszych siatkarek świata, Serbki Jeleny Blagojević, medalistki m.in. mistrzostw Europy, a także ostatnich Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Na aukcję trafiła również koszulka z podpisem Joanny Jędrzejczyk, mistrzyni MMA i jednocześnie legendy najlepszej na świecie organizacji UFC. A także rękawice do MMA z podpisem Jana Błachowicza, mistrza UFC. Najwyższą cenę osiągnął dotychczas, wystawiony przez rodzinę pięściarza, śp. Dawida Kosteckiego pas mistrza świata federacji IBC. Licytacja rozpoczęła się od 500 zł, a skończyła na 11 tys. zł.

- Jestem niesamowicie wdzięczna wszystkim ludziom, którzy nam pomagają. Bardzo im dziękuję – mówi wyraźnie wzruszona żona zawodnika.

Po chwili pauzy dodaje już łamiącym głosem: - Dla mnie najważniejsze jest, żeby Rafał żył. Żeby nas – rodzinę pamiętał, żeby wiedział, że ma syna, który codziennie pyta się – gdzie jest tata? Żeby pamiętał wspólne chwile. Będę walczyła i robiła wszystko, co w mojej mocy, żeby tak się stało.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie