Regionalny Fortuna Puchar Polski. Wiesław Gołda i trudna dola trenera w niższych ligach: To nie praca, to pasja [WIDEO]

Łukasz Pado
Łukasz Pado

Wideo

Zobacz galerię (14 zdjęć)
- Piłka? Żona mi już powiedziała „Daj sobie spokój i znajdź sobie inne zajęcie", a że ja innego zajęcia nie mam, to... - mówi Wiesław Gołda, trener, który od 36 lat pracuje w niższych ligach piłkarskich i nie ma dość.

Trenerem jest od 1984 roku, wcześniej próbował swoich sił jako piłkarz w Resovii i AZS-ie Warszawa, gdzie kontynuował swoją piłkarską przygodę, wyjechał do stolicy na studia.

Jego pierwszą drużyną był nieistniejący już AZS AR Rzech Rzeszów, z którym w latach 1984-1990 grał w 4 i 5 lidze. Drużyna składał się głównie ze studentów rzeszowskiej filii Akademii Rolniczej.

- To był chyba ewenement na skalę kraju. Grali tam studenci amatorzy. Grali za darmo, bo uczelnia nie miała pieniędzy, żeby im płacić. Takie coś jednak nie miało prawa bytu na dłuższą metę i po kilku latach drużyna się rozpadła, a uczelnia wycofała ją z rozgrywek - mówi trener Gołda. - To była moja pierwsza praca jako trenera i z sentymentem wspominam tę drużynę. Z niektórymi zawodnikami mam nadal kontakt. Jeden był już cztery razy posłem, inni mają teraz duże firmy.

Tak zaczęła się tułaczka trenera po zespołach z Podkarpacia. Pracował w Błażowiance Błażowa, Lechii Sędziszów, Głogovii Głogów Młp., Dynovii, Crasnovii, Przybyszówce, Strugu Tyczyn, a także Resovii. To w większości nie były jednorazowe przygody, do Błażowianki, Dynovii, Strugu czy Resovii wracał.

- Jestem wychowankiem Resovii, pracowałem tam dwa razy, a może nawet trzy. Mam ogromny sentyment do tego klubu, ale najmilej wspominam chyba czasy pracy w Dynovii - mówi Gołda. - Miałem tam fajną grupę. Ci zawodnicy mieli ogromne serce do gry, ambicje, bardzo mi się to podobało. Do dziś z wieloma utrzymuję kontakt.

- Gdy tak policzyć, to tych drużyn było całkiem sporo. Cóż człowiek pracuje tam, gdzie go chcą, a ja to nazywam fajną przygodą, choć to tylko niższe ligi. Kariera trenerska? Karierę robią trenerzy w ekstraklasie ci, którzy trenują w wyższych ligach, mają więcej do powiedzenia, większe możliwości. Moim zdaniem w niższych ligach pracuje się trudniej. Podam przykład. Mamy w kadrze 18 zawodników i tak planujemy trening. Okazuje się, że przychodzi na niego dziesięciu i nie ma bramkarza, a trzeba zorganizować normalny trening, bo pozostali też się zniechęcą. Powiedzą: "co to za trener, co treningu nie umie zrobić?". Takie uroki w niższych ligach - uśmiecha się.

- Żona powiedziała mi kiedyś „daj sobie spokój i znajdź sobie inne zajęcie", a że innego zajęcia nie mam, to staram się jeszcze popracować - dodaje.

Wielu rówieśników Gołdy już dawno zrezygnowało z "trenerki". Dziś w modzie są grający trenerzy, którzy nie dość, że pełnią funkcję opiekuna, to jeszcze wspomagają drużynę na boisku.

- Przychodząc do nowego klubu, mówię wprost „Przyszedłem wam pomóc" i dopóki oni będą czuć, że im pomagam, to będę, a jak się coś psuje, to od razu widać. Czy chcą z tobą pracować, czy nie - wyjaśnia. - Dziś czasy się zmieniły, piłka się zmieniła, jest szybsza, a zawodnicy mniej cierpliwi. Zwłaszcza młodzi, którzy chcą grać już, choć nie zawsze są na to gotowi.

Obecnie Wiesław Gołda pracuje w Strumyku Malawa, w 5 lidze.

- Trener Wiesław, to porządny człowiek i pasuje do nas - mówi Rafał Gaweł, prezes i piłkarz Strumyka. - On mawia, że nie sztuka jest zrobić drużynę, jak się ma zawodników, pieniądze. Sztuka zrobić coś z tego, co się ma. A u nas są głównie swoi chłopcy i tego od niego oczekujemy, żeby zrobił drużynę z naszych chłopaków, a nie robił armię zaciężną. Wpasował się w nasz klimat bardzo szybko, zawodnicy go lubią, kibice też są za nim. Wszystko to załapało i jesteśmy razem.

- Cieszy mnie to, co tu mam. Że gra w mojej drużynie dużo wychowanków, że wprowadzam 17-latka, mam w drużynie 18-latków, to jest pozytywne - mówi trener, którego złapaliśmy po meczu Regionalnego Pucharu Polski z rezerwami Resovii. Jego zespół przegrywał do przerwy 0:3, przez większość spotkania grał w dziesiątkę, ale walczył do końca. W końcówce Strumyk zdobył dwa gole, na więcej zabrakło sił i czasu, a mecz zakończył się zwycięstwem rezerw Resovii 5:3.

- Gra z takim przeciwnikiem dużo daje. Grał Mateusz Kantor, który awansował z pierwszą drużyną do 1 ligi, jest Twardowski, Feret - zawodnicy 1-ligowi. Dla takich meczów warto grać o te puchary - mówi. - Coś jednak zmieniłbym w tych rozgrywkach, zwłaszcza na tych najniższych szczeblach. Myślę, że takie mecze powinni być rozgrywane latem, przed sezonem ligowym, np. zamiast sparingów. Dzień jest długi ci, którzy się uczą, mają wakacje. A granie tych meczów w środku tygodnia w październiku czy listopadzie, to dla takich drużyn jak nasza spory problem, bo mecze są wcześnie, nie każdy może się zwolnić z pracy czy szkoły. Ale takie są problemy tych klubów z niższych lig. Czasem człowiek jest bezsilny. Ale Konfucjusz powiedział: "Wybierz sobie zawód, który lubisz, a całe życie nie będziesz musiał pracować" - kończy W. Gołda.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie