Regions Cup. Rewanż - Podkarpackie lepsze od lubelskiego. Teraz z małopolskim

Artur Bżdżoła
Bartłomiej Buczek z Karpat otworzył wynik meczu.
Bartłomiej Buczek z Karpat otworzył wynik meczu. archiwum
W poprzedniej edycji UEFA Regions Cup obie reprezentacje zmierzyły się również w pierwszej rundzie i wówczas górą był Lubelski ZPN. Tym razem jednak lepsza okazała się reprezentacja Podkarpacia, której kolejnym rywalem będą gracze z Małopolski.

Ekipa podkarpackich amatorów prowadzona przez trenerów Roberta Hapa i Jakuba Słomskiego wygrała 3-1 na stadionie Piasta w Tuczempach. W pierwszym meczu przed dwoma tygodniami w Poniatowej było 0-0.

Już pierwsza akcja przyniosła sytuację bramkową. Dobre podanie otrzymał Bartłomiej Buczek, znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem gości, który faulował napastnika Karpat. Rzut karny na bramkę zamienił sam poszkodowany.

W 11. minucie z rzutu rożnego dogrywał Erwin Sobiech, najwyżej w polu karnym wyskoczył Mateusz Majewski i ładnym strzałem wyrównał stan meczu. W 22. minucie było już 2-1 po bardzo ładnej, dwójkowej akcji zawodników JKS-u Jarosław - Bartłomieja Raby i Mateusza Staronia ten pierwszy precyzyjnym lobem umieścił futbolówkę w siatce.

Po zmianie stron mecz się zaostrzył, obie drużyny nie odpuszczały. Dla Podkarpacia bliski podwyższenia wyniku był Buczek i Michał Wolański, lecz ich strzały z trudem obronił Zapał.

W 85. minucie dwukrotnie kapitalnie obronił Wojciech Daniel, najpierw strzał Majewskiego, następnie dobitkę Pawła Komara. Dwie minuty później losy meczu rozstrzygnął Jaromir Skiba wykorzystując błąd obrony.

PODKARPACKI ZPN - LUBELSKI ZPN 3-1 (2-1)

1-0 Buczek (3-karny, po faulu Zapała na Buczku), 1-1 Majewski (22-głową, dośrodkowanie z rożnego Sobiecha), 2-1 Raba (22, lob po dwójkowej akcji ze Staroniem), 3-1 Skiba (87, po błędzie obrony)

PODKARPACKIE: Daniel - Kardyś, Czopko, Skała, Broda - Raba (86. Ząbkiewicz), Wolański (69. Sedlaczek), Skiba, Staroń (69. Munia) - Buczek, Brocki (64. Wanat).

LUBELSKIE: Zapał - Mazurek, Boniaszczuk, Lewkowicz, Komar - Wołoszka, Jarzynka, Botwina (46. Jabłoński), Sobiech - Żurawski, Majewski.

SĘDZIOWALI Tomasz Kita oraz Mariusz Stolarz i Michał Mrzygłód (Brzesko). ŻÓŁTE KARTKI: Raba, Broda, Kardyś, Czopko - Jarzynka, Sobiech. WIDZÓW: 150.

W pierwszym meczu 0-0. Awans: Podkarpacki ZPN, który w makroregionalnym finale UEFA Regions Cup zagra z Małopolskim ZPN (dwa razy po 1-0 ograł Świętokrzyski ZPN). Mecze finałowe odbędą się 5 i 12 czerwca, najpierw w Małopolsce, rewanż na Podkarpaciu.

Czytaj aktualności sportowe również w wydaniu papierowym Nowin

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Manek

Zaczyna się w PZPN olewanie naszego Kazia. nie pozwalamy.

L
LM

Greń nie odróżnia finału LM od finału LE... szkoda, ze w 2015 finał LM robi Berlin, a Warszawa puchar LE, ale dla naszego prezesa te rozgrywki to przecież i tak wszystko jedno...

Liga Mistrzów w Polsce
Finał Ligi Mistrzów w 2015 roku, odbędzie się na Stadionie Narodowym w Warszawie. To wielki sukces organizacyjny PZPN, w którym prezes Zbigniew Boniek odegrał rolę nie do przecenienia. Decyzja UEFA o przyznaniu nam organizacji meczu finałowego z pewnością sprawiła polskim kibicom wiele radosci. W tej sytuacji pozostaje życzyc wszystkim naszym piłkarzom, by mieli szansę zaprezentować się w tym spotkaniu. Najlepiej pod szyldem jednego z krajowych klubów.

g
green

Oto felieton z portalu internetowego Przegladu Sportowego. W roli głównej prezes Podkarpackiego ZPN

Na zarządzie nie było długiej dyskusji o reformie ligi. Tylko pan Kazimierz Greń dodał trochę kolorytu, ale nie szkodzi - rzucił na wczorajszej konferencji prasowej wiceprezes PZPN Bogusław Biszof. Nie wiedział, że Greń w kącie sali stoi i zareaguje w swoim stylu, czyli natychmiast. - Co on gada? Trzech ludzi z zarządu nie poparło reformy i on mówi, że to koloryt?! - mówił niby do siebie, ale podniesionym głosem. Ale to był tylko wstęp, bo gdy tylko zgasły kamery, Greń doskoczył do Biszofa. - Koloryt lokalny? Myślisz, że jak jestem z Rzeszowa, to tu będzie folklor? Zobaczysz, sparzycie się jeszcze na tej reformie - perorował. Biszof zbywał go tylko pobłażliwym uśmiechem. Greń tak się "gotował", że nawet Boniek musiał go protekcjonalnie poklepać po plecach. Przecież PZPN działa według nowych standardów, nikomu wywlekanie brudów nie jest potrzebne. - Co podkusiło tego Biszofa? Niby dyplomata, a tak publicznie dowalił Kazkowi - dziwili się inni działacze w kuluarach.
Tyle że Biszof wcale nie sprawiał wrażenia człowieka, który właśnie strzelił gafę. Przeciwnie - był wyraźnie zadowolony, że właśnie tak to rozegrał. To była jego prywatna zemsta na Greniu. Za blokowanie reformy, za mieszanie w głowie innym działaczom, za przeszkadzanie w realizowaniu planów. O tak, Greń reformatorom napsuł sporo krwi. Niby człowiek Bońka, ale jak coś chlapnie, to aż w pięty idzie. Na wczorajszym zarządzie, gdy wykłócał się za zamkniętymi drzwiami o sens reformy, też brylował. - Ale przecież ta reforma nie jest na wieki wieków. Po prostu spróbujmy, a jak będzie źle, to się wycofamy - tłumaczył jeden z reformatorów. Na co Greń: "Miałem takiego kolegę, który też chciał tylko spróbować, ale potem musiał się żenić". Z takim adwersarzem trudno dyskutować nawet wygadanemu Biszofowi. Dlatego na koniec się odgryzł - przed kamerami.

Sprawa zmiany regulaminu rozgrywek podzieliła piłkarskie środowisko. Rany na pewno szybko się nie zabliźnią. Skoro jednak już została ostatecznie przegłosowana, trzeba jej kibicować. Nie chodzi przecież o to, by za chwilę cieszyć się z tego, że reforma się nie udała. Bo byłaby to spektakularna porażka i PZPN (w mniejszym stopniu), i Ekstraklasy SA. Ucieszyłby się Kazimierz Greń, że z tym przedmałżeńskim próbowaniem wyszło na jego. Zawsze trzeba się zastanowić, czy naprawdę warto.

Antoni Bugajski

Dodaj ogłoszenie