Resovia zatrzęsła Częstochową!

Marek Bluj
WOJCIECH ZATWARNICKI
Rzeszowianie zdobyli jeden punkt na dobry początek rozgrywek najlepszej ligi w Polsce.

- Nie jest źle, jak na początek - uśmiechał się Grzegorz Pilarz, kapitan Resovii. - Ale na inaugurację rozgrywek można było wygrać jeszcze więcej niż jeden punkt.
Na twarzach czestochowskich kibiców i zawodników w czasie i po czwartej partii malował się strach.

- Tak, bałem się, że przegramy mecz - przyznał Krzysztof Gierczyński, kapitan ekipy spod Jasnej Góry, gdzie Resovia inaugurowała nowy sezon.

Rzeszowianom nikt w meczu z częstochowskim AZS-em, który chce zostać mistrzem Polski, nie dawał szans. Tymczasem, ambitni i waleczni resoviacy momentami wodzili za nos faworyta. Gdyby wygrali pierwszego seta, sprawiliby sensację. Mecz był zacięty i emocjonujący.

Częstochowskie skrzydła, rzeszowski środek

Początek był patriotyczny. Grupa fanów rozwiesiła transparent "Na ulicach czołgów stal, uderzyła w ludzi tłum" i odśpiewała zwrotkę hymnu. To z okazji rocznicy stanu wojennego. Potem fani AZS-u na resoviaków już tylko gwizdali.

Ci jednak nic sobie z tego nie robili, choć nie mieli wsparcia w swoich fanach, doskonale przyjmowali i na dynamiczne akcje miejscowych odpowiadali ostrymi kontrami. Po stronie częstochowian pierwsze skrzypce grali Gierczyński i amerykański kowboj Brook Billings, który, jak wytrawny rewolwerowiec celnie punktował. Gospodarze zdobywali punkty ze skrzydeł.

Resovia dominowała na środku, gdzie rej wodzili Łukasz Perłowski i Michał Kaczmarek. Na finiszu więcej fartu miał AZS i wygrał. W drugiej dominowała Resovia. Billings dostał od Perłowskiego i jego kolegów parę czap i wyraźnie się ustatkował. Trudno było opanować Gierczyńskiego.

To po serii jego skutecznych zagrań, akademicy zmniejszyli dystans z pięciu punktów (7:12) do jednego (11:12). W końcówce od emocji kibice obgryzali paznokcie. AZS świetnie się bronił i wyprowadzał kontry. Po atakach Gierczyńskiego i Adriana Patuchy był remis (24:24), ale przytomnie zachował się Perłowski, a potem o potrójny blok z Rzeszowa rozbił się Marcin Wika. W trzecim secie Resovia pozwoliła akademikom się wyszaleć.

W czwartym szaleli goście, ale w końcówce, kiedy przeważali 24:19, dali się zaszachować Gierczyńskiemu, który ostrzeliwał ich serwami. Do czasu. Tomasz Józefacki, który kipiał energią, postawił kropkę nad "i". - Na przebiegu tej partii zaważyła dobra gra Resovii i nasze błędy - oceniał Andrzej Stelmach.

Ten niesamowity Wika

W tie-breaku, już w pierwszej akcji miejscowi kupili los na loterii. Debiutujący w barwach częstochowskiego zespołu Wika, zaserwował tak fortunnie, że piłka po taśmie spadła na rzeszowską stronę.

To był początek końca nadziei rzeszowian na zwycięstwo, bo Wika serwował jeszcze sześć razy z rzędu, a Resovię dopadła jakaś dziwna niemoc. Grał tylko AZS i wygrał, ale wcale nie zachwycił. Obserwujący mecz z trybun kontuzjowany Piotr Gacek, wicemistrz świata z Japonii, kręcił głową, chociaż zastępujący go na libero Amerykanin Riley Salmon, robił, co mógł, aby godnie zastępować mistrza.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie