Resoviacy wspominali stare, dobre czasy. Stara wiara doskonale czuła się w swoim towarzystwie

Tomasz Ryzner
Podczas spotkania po latach panowała świetna atmosfera
Podczas spotkania po latach panowała świetna atmosfera Tomasz Ryzner
Udostępnij:
- To wieczór pod tytułem „spotkanie po latach”, aby powspominać stare, dobre czasy – powiedział Waldemar Kłos, były piłkarz „pasiaków”, z inicjatywy którego w sali tradycji Resovii spotkała się grupa byłych piłkarzy z Wyspiańskiego. Stara wiara znakomicie się czuła w swoim towarzystwie. Żartom, dowcipom, anegdotom nie było końca.

- Grałem tu sześć lat i był to piękny czas, wspaniałe wspomnienia – mówi Hubert Kopeć, wychowanek Orła Rudnik, który występował w Resovii na przełomie lat 80 i 90-tych. Słynął między innymi z fenomenalnie wykonywanych rzutów wolnych, co pomogło mu podpisać umowę z Legią Warszawa.

Jak cudne są wspomnienia


- W Resovii czułem się pewnie, w Legii byłem na początku trochę przytłoczony marką, wielkością klubu, ale pomogło też to, że z Igloopolu Dębica pojawił się tam też Jacek Zieliński. Miałem bratnią duszę. Przez sezon sporo pograłem. Potem pojawił się trener Wójcik, sprowadził zawodników z reprezentacji olimpijskiej i trzeba było szukać innego miejsca. Wylądowałem w Polonii Warszawa, gdzie rządził pan Romanowski, i gdzie zrobiliśmy awans do ekstraklasy.

Po grze w Polsce Hubert Kopeć wylądował w Niemczech, gdzie grał w niższych ligach. - Nie była to Bundesliga, ale żartów nie było. Na treningach walka szła na noże, można było nogi stracić, każdy walczył do upadłego o pierwszy skład. Mecz to była już czysta przyjemność – wspomina nasz rozmówca, który dziś ma do czynienia z naprawdę wielkimi pieniędzmi. - Pracuję w rzeszowskim skarbcu jako operator. Wydajemy, przyjmujemy pieniądze. No trzeba powiedzieć, że są to duże kwoty, jak to w banku – uśmiecha się pan Hubert.

Przysięga na dywaniku

Jednym z wybitniejszych wychowanków Resovii jest Wiesław Cisek. Grał w ekipie z Wyspiańskiego na początku lat 80-tych, następnie trafił do Legii, a potem na długie sezony zakotwiczył w łódzkim Widzewie. - Pochodzę z Albigowej, ale Resovia to całe moje życie. Trafiłem do niej późno, bo w wieku 15 lat. W klubie dostałem pokój w hotelu, nie musiałem dojeżdżać i mogłem się sportowo rozwijać. Czy miałem smykałkę? Wie pan, to był czas, że wracało się ze szkoły, a potem już tylko koledzy, boisko się liczyło. Coś tam musiałem umieć, skoro zostałem przyjęty do sekcji.

Kiedy pan Wiesław osiągnął odpowiedni wiek, upomniało się o niego wojsko. Jak wielu zdolnych wówczas piłkarzy trafił do Legii Warszawa. - Upatrzył mnie sobie pan major Żółtański. Chciał mnie trener Kopa, który stawiał na to, aby nie ściągać piłkarzy na siłę, tylko stwarzać im dobre warunki. I takie miałem. Mieszkałem w kawalerce, czego nie miał żaden inny piłkarz spoza stolicy. A moja służba?. Przysięgę złożyłem w gabinecie na dywaniku u pułkownika i to było całe moje wojsko – wspomina wychowanek „pasiaków”.

Po grze w Legii wychowanek Resovii został wzięty na celownik przez legendarnego prezesa Soboloweskiego i wylądował w Łodzi. - To już była w Widzewie era po Bońku, a przed Ligą Mistrzów i czasem Marka Citki. Ale spotkałem kilku fajnych chłopaków, jak Wiesiu Wraga, Romek Wójcicki, Mirek Myśliński czy Kaziu Przybyś.

Kiedy zakończył okres gry w Widzewie, Wiesław Cisek udał się na „saksy” do Niemiec, konkretnie do VfB Oldenburg, gdzie spędził siedem sezonów. - Mieszka tam wielu Polaków, więc zostałem ciepło przyjęty. Zresztą w drużynie w pewnym momencie było nas pięciu Polaków, więc atmosfera musiała być dobra. Był czas, że grał u nas Janek Urban, kawał piłkarza. Po meczu drużyna zawsze była zapraszana przez jakąś restaurację. Wesoło tam było, mam kapitalne wspomnienia – wspomina pan Wiesław, który w reprezentacji Polski rozegrał 12 meczów.

- Byłoby tych meczów może trochę więcej, ale pojawiło się dwóch dżentelmenów, jak Kubicki, Wdowczyk, którym musiałem ustąpić. Pola. Ale żeby nie było to byli świetni piłkarze.

Żużel na Wyspiańskiego

Na spotkaniu starych resoviaków przeważali piłkarze, ale nie mogło na nim braknąć Stanisława Zaborniaka, chodzącej encyklopedii klubu, który, zanim stał się czołowym lekkoatletą Resovii, także kopał piłkę w pasiastym trykocie. - Różne rzeczy pamiętam. Proszę sobie wyobrazić, że lata temu na tym stadionie odbywały się także wyścigi żużlowe. Jak ktoś nie wierzy,to pokażę mu zdjęcia– uśmiecha się były prezes klubu z Wyspiańskiego, który do Resovii trafił na początku lat 60-tych.

Były szef Resovii, zanim został czołowym biegaczem Resovii, próbował sił w innych dyscyplinach. - Byłem królem strzelców ligi trampkarzy Potem było tak, że w sobotę grałem w meczu,a w niedzielę startowałem w zawodach. Stare dzieje, ale miłe, sympatyczne. Dziś cieszy mnie, że mamy piękną lekkoatletyczną halę, gdzie mogą trenować młodzi sportowcy, Długo na nią czekaliśmy, ale wreszcie jest – zakończył nasz rozmówca.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie