Robert Dadok, piłkarz Górnika Zabrze: W Stali Stalowa Wola wróciła mi radość z gry w piłkę [WYWIAD]

Damian Wiśniewski
Damian Wiśniewski
Urodzony w 1996 roku Robert Dadok był piłkarzem Stali Stalowa Wola w latach 2018-2020, obecnie występuje w ekstraklasowym Górnika Zabrze
Urodzony w 1996 roku Robert Dadok był piłkarzem Stali Stalowa Wola w latach 2018-2020, obecnie występuje w ekstraklasowym Górnika Zabrze Damian Wiśniewski
Udostępnij:
Robert Dadok to były piłkarz Stali Stalowa Wola, obecnie zawodnik ekstraklasowego Górnika Zabrze. W rozmowie z nami opowiedział między innymi o czasach gry w "Stalówce", radzeniu sobie z presją w trudnych sportowo momentach, pracy z wielokrotnym mistrzem Polski w roli piłkarza i trenera, Janem Urbanem, a także o dzieleniu szatni z mistrzem świata z 2014 roku, Lukasem Podolskim.

Zaczęliście z Górnikiem Zabrze przygotowania do drugiej części sezonu. Wypocząłeś po rundzie jesiennej?
Tak. Mieliśmy troszkę czasu na odpoczynek, łącznie bodaj 17 dni. To mi całkowicie wystarcza. Cieszę się, że przerwa w ekstraklasie jest krótka i nie wypada się z rytmu.

Zagrałeś dużo meczów w poprzedniej rundzie, czy przed nową pojawił się na nowo głód piłki?
Na pewno. W pierwszym tygodniu zrobiłem sobie stricte wolny czas, ale potem wróciłem do pracy, by nie stracić tego, co wypracowałem w pierwszej rundzie. Teraz pojawił się głód piłki i przyszedł czas na powrót.

Ostatnie miesiące 2021 roku to był twój najlepszy okres w karierze? Liczbowo miałeś lepszą rundę w Stalowej Woli w drugiej lidze, ale to zupełnie inny poziom niż ekstraklasa.
Dokładnie, ranga jest zupełnie inna. Gdyby miał w ekstraklasie takie liczby jak w Stali (ostatnia runda Dadoka w “Stalówce” to 20 meczów, wszystkie w pierwszym składzie, siedem goli i trzy asysty – przyp. red.), to runda byłaby potężna. Pod względem jakości gry to były moje najlepsze miesiące w karierze.

Zmiana pozycji i przejście na stałe do roli wahadłowego były dla ciebie trudne?
Musiałem poświęcić dużo czasu na poprawę gry defensywnej, to jest podstawa na tej pozycji. Nie można mieć braków w tym aspekcie, bo w trakcie meczu trzeba stoczyć bardzo dużo pojedynków z ofensywnymi zawodnikami rywali. Sama pozycja też jest wymagająca.

Z czego wynikał słabszy początek sezonu? Z nieprzystosowania się jeszcze do nowej pozycji?
Ogólnie bym to określił zmianą otoczenia. Czasami jest tak, że po prostu człowiekowi nie idzie, a do tego doszła jeszcze zmiana klubu. Chciałem się pokazać z jak najlepszej strony, ale efekt był odwrotny od zamierzonego. Tak to wyglądało w pierwszych kolejkach.

Zwracałeś uwagę na internetowe komentarze i krytykę?
Wiem, że niektórzy się śmiali, ale w tym okresie starałem się nie zwracać na to uwagi. Miałem świadomość tego, co się dzieje, ponieważ żona śledziła te tematy. Pytałem ją tylko czy jest grubo, a ona kiwała głową, że tak. I tyle.

Nauczyłem się też tego, by po dobrych meczach się zbytnio nie pompować i nie czytać internetowych komentarzy. Podobnie po słabych spotkaniach. Te komentarze są tak naprawdę bez znaczenia, tylko wybijają z rytmu. Po udanych meczach można niepotrzebnie uwierzyć, że jest się nie wiadomo jak dobrym, a po słabych złapać większego doła. Uznałem więc, że nie jest mi to do niczego potrzebne.

A jak reagowała na to szatnia i trener Jan Urban?
Jeśli chodzi o zawodników, to każdy przeżywał podobne, lub gorsze momenty w karierze. Na pewno pomogło mi zaufanie ze strony trenera, bo niewielu szkoleniowców po takiej grze, jak moja na początku sezonu, dalej by stawiało na zawodnika. Mogliby powiedzieć, że to nie ma sensu, a trener Urban wiedział na co mnie stać i dawał wskazówki mówiące o tym, co muszę poprawić, żeby wskoczyć na wyższy poziom. Miałem z nim dużo rozmów, poświęcał mi też sporo czasu na odprawach, co zaczęło procentować.

Jak wygląda współpraca z tym trenerem?
Ma bardzo dobry kontakt z zawodnikami. Czuje szatnię i każdy może potwierdzić, że dla szkoleniowca jest to duży plus. On porusza się w niej bardzo naturalnie.

Innym plusem jest to, że wie, czego potrzeba i brakuje danemu zawodnikowi. Po sparingach, po meczach ligowych, czy treningach potrafi wskazać niuanse, które pomagają poprawić grę. W moim przypadku były to trzy-cztery detale, które pomogły zmienić się na boisku i sprawić, że jest się zupełnie innym zawodnikiem. Jeśli piłkarz potrafi skorzystać z takich wskazówek, to potem po prostu lepiej gra. To jest różnica w porównaniu z innymi trenerami, z którymi pracowałem.

Po twoim przełamaniu i po udanych meczach satysfakcja musiała być ogromna?
Gra na pewno przynosi mi teraz satysfakcję, ale daje mi ją również miejsce, w jakim znajduje się drużyna. Fajnie się pozbieraliśmy, a ja dzięki presji, jaka się pojawiła, potrafiłem się szybciej rozwinąć. Stawiłem temu czoła i wyciągnąłem z tej sytuacji same pozytywy.

Po tej rundzie możesz o sobie powiedzieć, że jesteś już nominalnym wahadłowym?
Myślę, że tak, dobrze się czuję na tej pozycji. Na pewno zawsze będę bardziej ofensywnym wahadłowym i chciałbym, żeby tak pozostało, ale ogarnąłem już też grę w defensywie i dzięki temu gra mi się lepiej na tej pozycji.

Jaki wpływ na szatnię i na drużynę ma obecność Lukasa Podolskiego?
Lukas na pewno ma bardzo duży wpływ na naszą grę na boisku, bo poza nim nie jest stricte naszym liderem. To nie wygląda tak, że w szatni tylko on przemawia, a wszyscy go słuchają. Tam każdy z nas ma coś do powiedzenia. Nie ma tak, że jest jeden gość, który gada, a każdy mu się podporządkuje.

Na boisku jednak czuć jego wpływ. Tam jest liderem.

Ucięliście sobie pogawędkę po tym, jak zmarnował świetną sytuację po twoim podaniu w meczu z Wisłą Kraków?
Nie miałem pretensji, ale śmiałem się do niego, że lepiej musi wykańczać takie akcje (śmiech). Oczywiście wszystko było w żartobliwym tonie.

A jak komentujecie w szatni jego występy w niemieckim “Mam Talent”?
Czasami go podpytujemy jak tam było i jak to wygląda. Lukas jest jednak na każdym treningu i program nie ma w tym kontekście żadnego znaczenia. Leci po meczu, a potem rano jest na treningu. Dlatego szacunek za to, że mimo wszystko zawsze jest z nami.

Pod wodzą Włodzimierza Gąsiora pod koniec ubiegłego sezonu zacząłeś regularniej grać w pierwszym składzie. Duży wpływ miało na ciebie jego przyjście do Stali Mielec?
Do składu udało mi się wskoczyć jeszcze pod koniec kadencji trenera Ojrzyńskiego i trener Gąsior mnie w nim pozostawił, bo widział, że to dobrze wygląda. To był mój udany okres, oswoiłem się wówczas z ekstraklasą. Fajnie, że trener na mnie postawił i zrobiliśmy wspólnie z drużyną dobry wynik.

W ekstraklasie mogłeś zadebiutować już w wieku 18 lat w GKS Bełchatów. Dlaczego wtedy się nie udało?
Duży wpływ miało na to moje zdrowie, ponieważ wkrótce po transferze złapałem dość poważną kontuzję, przez którą pauzowałem przez osiem miesięcy. Nie wystarczyło mi też czasu, bo początkowo brakowało mi masy mięśniowej i nie zdążyłem tego nadrobić. Byłem prawdziwym juniorem i przy starszych zawodnikach pod względem warunków fizycznym wyglądałem nie za dobrze.

Niedawno jednak spotkałem trenera Kamila Kieresia, który ściągnął mnie do klubu. Powiedział mi teraz, że szkoda że tak się to potoczyło w tamtym okresie, bo mogłem wtedy zadebiutować w ekstraklasie. Teraz obaj jesteśmy w tej lidze (trener Kiereś prowadzi Górnika Łęczna - przyp. red.) i bardzo się z tego powodu cieszę.

Przeszedłeś długą drogę do tej ligi - który moment był najtrudniejszy? Pomyślałeś kiedyś, że może ci się nie udać w niej zagrać?
Na pewno był moment, w którym tak pomyślałem. Po Bełchatowie miałem trzy-cztery trudne lata. Najpierw przez pół roku byłem bez klubu, potem trafiłem do trzeciej ligi, a najtrudniejszy okres miałem w Wigrach Suwałki. Mało wówczas grałem, byłem daleko od domu i często trafiały mi się jakieś kontuzje. Wtedy bardzo mi pomagała moja obecna żona, więc za to jej bardzo dziękuję.

Można więc powiedzieć, że odbudowałeś się w Stalowej Woli? Po Wigrach Suwałki trafiłeś właśnie do Stali.
Tak, w “Stalówce” czułem się bardzo dobrze, w tym klubie wróciła mi radość z gry. Każdy z trenerów, którzy mnie w nim prowadzili mi w tym pomógł. Mieliśmy wówczas też bardzo fajnych graczy i drużynę.

Z którym trenerem Stali współpracowało ci się najlepiej? Świetny okres gry miałeś pod wodzą Szymona Szydełki.
Trener Krzysztof Łętocha mnie do siebie ściągał, ale dość krótko z nim współpracowałem. Bardzo mi jednak zaimponował tym, że skleił dobrą drużynę, podczas gdy warunków w Stalowej Woli nie było praktycznie żadnych, zupełnie inaczej niż jest teraz. Wówczas trenowaliśmy na sztucznym boisku, a mecze graliśmy w Boguchwale. Mimo tego sezon skończyliśmy wysoko (na siódmym miejscu – przyp. red.) i o sile tamtej drużyny świadczy fakt, gdzie teraz grają jej zawodnicy. Michał Trąbka pokazał się w ekstraklasie (w ŁKS Łódź - przyp. red.), gra w niej teraz Andrzej Trubeha (w Jagiellonii Białystok - przyp. red.).

Dużo mi pomógł trener Wtorek, bo pierwszym sezonie miałem odejść ze Stali, ale on mnie przekonał do pozostania mówiąc, że w tym klubie jeszcze się rozwinę. To okazało się być strzałem w dziesiątkę, bo po połowie roku trafiłem do Stali Mielec.

Twoim zdaniem Stal w sezonie 19/20 mogła się utrzymać w drugiej lidze?
Spokojnie mogła to zrobić. Mieliśmy jednak wówczas fatalny początek sezonu i przez to trudno było potem odrabiać straty.

Tobie trener Wtorek pomógł, ale wyniki waszej drużyny były bardzo słabe. Zanotowaliście cztery porażki i bezbramkowy remis na początku sezonu.
Trudno to wytłumaczyć. Trener powiedział mi, że chciałby, bym ja był liderem drużyny. Dla mnie to było super i dobrze się czułem na boisku, ale nie przekładało się to na wyniki drużyny i na moje liczby, które poprawiłem dopiero pod wodzą trenera Szydełki. Nie wiem jednak, co się stało, że później zaczęliśmy lepiej grać i punktować. Czasami tak jest, że jest okres, w którym nie idzie i trzeba go po prostu przetrwać.

Zdarza ci się teraz śledzić poczynania Stali?
Oczywiście, mam cały czas kontakt z ludźmi ze Stalowej Woli i śledzę to, co dzieje się z zespołem. Trzymam za niego kciuki.

Jakie masz plany na kolejne lata? Rozwój na poziomie ekstraklasy, czy może wyjazd za granicę?
Na ten moment skupiam się na najbliższej rundzie i chciałbym poprawić na tyle na ile mogę przez pół roku swoją grę na boisku i nazbierać nieco goli oraz asyst. Chcemy zdobyć z drużyną jak najwyższe miejsce w tabeli. Skupiam się tylko na ekstraklasie, bo to jest najbliższa przyszłość. W Górniku chcę budować swoją wartość.

Na co stać Górnik w tym sezonie? Zaatakujecie europejskie puchary?
Dlaczego nie? Jeżeli punktujemy, lub przegrywamy po dobrych meczach, z najtrudniejszymi rywalami, to dlaczego nie mamy myśleć o pierwszej czwórce? Tabela jest dość wyrównana w pierwszej ósemce i wszystko jest otwarte. Stać nas na to, by nasza gra wyglądała jeszcze lepiej, niż w końcówce 2021 roku.
Rozmawiał Damian Wiśniewski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Robert Dadok, piłkarz Górnika Zabrze: W Stali Stalowa Wola wróciła mi radość z gry w piłkę [WYWIAD] - Echo Dnia Podkarpackie

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie