Robert, jesteś bohaterem!

Ewa Gorczyca
Wcześniej Robert Szczepanik był pewien: nie można się godzić na chuligaństwo. Teraz się zastanawia, co by zrobił, gdyby jeszcze raz znalazł się w podobnej sytuacji.
Wcześniej Robert Szczepanik był pewien: nie można się godzić na chuligaństwo. Teraz się zastanawia, co by zrobił, gdyby jeszcze raz znalazł się w podobnej sytuacji. Fot. Tomasz Jefimow
Sam stanął przeciw pijanym chuliganom. Wybili mu oko, kiedy próbował wezwać policję. Dziś się zastanawia: - Czy powinienem się wtrącać?

Bracia Dariusz i Konrad twierdzą, że niewiele pamiętają, co robili na ul. Kościuszki w Dukli, w nocy 24 lutego. - Byliśmy pijani - tłumaczą. Robert Szczepanik przeciwnie: pamięta tę noc doskonale...

...aż do momentu, gdy drewniany kij, który miał w ręce młody człowiek w naciągniętym na twarz kapturze, wylądował na jego głowie. - Poczułem potworny ból w oku i straciłem przytomność.

Siedem godzin na sali operacyjnej

Policjant, który przyjeżdża na miejsce, notuje: poszkodowany leży na brzuchu na środku jezdni.

Robert akurat się odzyskuje, przytomność, próbuje wstać. Policjant widzi jego twarz, zalaną krwią. Od Cergowskiej pędzi już na sygnale karetka.

Siedem godzin później okuliści w krośnieńskim szpitalu operują Roberta. Oczodół jest połamany, gałka oczna - zmiażdżona. Lekarze muszą ją usunąć. Kiedy pacjent budzi się z narkozy, wie: lewego oka już nie ma.

Ludzie w kapturach wychodzą na ulicę

Sobotni wieczór 19-letni Konrad i 21-letni Darek spędzają w mieszkaniu u kumpla, piętnastolatka. Wino zapijają piwem, oglądają filmy. Jest dobrze po północy, gdy wychodzą w trójkę na ulice. Braciom szumi w głowie alkohol. Zaczynają się kłócić, szarpać, bić.

Robert sobotni wieczór spędza ze znajomymi. Do domu wraca w towarzystwie kuzynki, przyłącza się do nich młody sąsiad: ma pod drodze, mieszka w tym samym bloku.

Na ulicy Kościuszki, przy sklepie komputerowym, o godz. 0.50 krzyżują się drogi Roberta i braci S.

Najpierw Robert słyszy wrzaski, łomotanie. Potem widzi chuliganów. Głowy schowane pod kapturami, w rękach kije. Walą pałkami w witrynę sklepu.

...bo dzwonię na policję!

- Uspokójcie się, albo dzwonię na posterunek! - woła Szczepanik.

Zna właścicieli sklepu. - Mieszkamy na tym samym osiedlu - tłumaczy. - Nie chciałem, żeby moi znajomi padli ofiarą wandali czy kradzieży. Byłem pewien, że muszę jakoś zareagować. Myślałem, przepłoszę awanturników a policja zaraz przyjedzie i się nimi zajmie. Od komisariatu dzieliło nas jakieś pół kilometra - opowiada.

Później na przesłuchaniu bracia zapewnią, że kiedy spotkali się z Robertem Szczepanikiem, mieli puste ręce. Drewniane sztachety wyrwali z ogrodzenia dopiero wtedy, gdy mężczyzna postraszył ich, że wezwie policję.

Dyżurny: Wysyłam patrol

Robert Szczepanik nie wie o tym, że - zgodnie z grafikiem - tej weekendowej nocy miejski komisariat w Dukli jest pusty, a jedyny dwuosobowy patrol dyżuruje akurat w innej gminie.

Godz. 0.54. Dyżurny krośnieńskiej komendy przyjmuje zgłoszenie "o zakłóceniu porządku". Ustala adres, pod który wysłać radiowóz.

Dariusz i Konrad to nie żadne osiłki. Wręcz przeciwnie. Średniego wzrostu, chudzi. Po alkoholu czują się mocni. Kiedy orientują się, że mężczyzna wyciąga komórkę i wzywa policję, wpadają w furię. Dariusz łamie cztery sztachety, z płotku wokół drzewa. "Broń" już jest. Bracia zapominają o niedawnej sprzeczce między sobą. Teraz mają wspólnego wroga. Okładają Roberta po nogach, rękach. Nie reagują, gdy nastoletni kompan próbuje ich odciągnąć i uspokoić.

Godz. 0.55. Dyżurny łączy się z patrolem w Dukli. Ustala: dyżurujący tej nocy funkcjonariusze są w radiowozie pomiędzy Chorkówką a Zręcinem. Opisuje zgłoszenie. Wydaje polecenie: jedźcie do Dukli.

Godz. 0.56. Kolejne połączenie. Policjanci meldują, że w Dukli będą za 15 minut. Na drodze ślisko, wysłużonym polonezem szybciej nie dadzą rady.

Kij trafia w oko

Kuzynka Roberta jest przerażona: dlaczego policji jeszcze nie ma? Teraz ona dzwoni na 997. Młody sąsiad, który szedł z nimi, boi się zbliżyć do rozjuszonych napastników. Szczepanik jeszcze raz ponagla policjantów. Trzyma komórkę przy uchu, kiedy Dariusz S. odwraca się w jego kierunku i bierze silny zamach kijem.
Godz. 1.06. Dyżurny ponownie wzywa patrol. Policjanci raportują, że są przed Zboiskami, dojadą za kilka minut.

Pierwsze uderzenie w głowę wytrąca Robertowi telefon z ręki, komórka roztrzaskuje się na ulicy. Za drugim razem kij trafia go w oko. 32-latek przewraca się na jezdnię. Napastnicy uciekają, porzucając pałki.

Godz. 1.15. Policjanci meldują, jak wygląda sytuacja. Karetka zabiera Roberta do szpitala. Radiowóz odwozi do domu dziewczynę i chłopaka, którzy szli z Robertem. Boją się wracać sami.

Godzinę później na rynku w Dukli policjanci zatrzymują młodzieńca, odpowiadającego rysopisowi, który podali świadkowie. Zgłaszają dyżurnemu, że jadą z zatrzymanym do Krosna.

Godz. 9. Kiedy Dariusz S. trzeźwieje w policyjnym areszcie, lekarze w krośnieńskim szpitalu zaczynają operować Roberta. Lewego oka nie udaje się uratować.

Mamo, daj spokój. Nie mam oka i już…

W tym czasie Janina Szczepanik jedzie do kościoła na niedzielną mszę. Mija miejsce, gdzie pobito jej syna. Na asfalcie jest jeszcze krew. Niedaleko leżą kije.
Kiedy dowiaduje się o dramacie, czuje żal do policjantów. Gdyby od razu przyjechali, to może syn by tak nie ucierpiał? W pierwszym odruchu jedzie na komendę do Krosna. Chce wyrzucić swoje rozgoryczenie. Ale komendanta w niedzielę nie ma, nie ma się komu poskarżyć.

Potem, gdy usiądzie już przy szpitalnym łóżku, Robert łagodzi jej emocje. - Daj spokój mamo, to już nic nie zmieni, stało się. Nie mam oka i już. Ale i on myśli o tym samym: Zabrakło kilku minut. Gdyby policjanci byli bliżej, nie straciłbym oka.

Podkomisarz Zenon Stanisz z dukielskiego komisariatu: - Jest nas tylko osiemnastu na dwie gminy. Potrzeba co najmniej dwudziestu pięciu.

Dariusz do aresztu

W poniedziałek policjanci dowożą na przesłuchanie młodszego z braci, Konrada S. Po przesłuchaniu wraca do domu. Prokurator czyta akta i wieczorem wydaje polecenie zatrzymania chłopaka.

Dariusz S. słyszy zarzut: spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu 32-letniego duklanina (zagrożenie: od roku do 10 lat pozbawienia wolności). Dostaje areszt tymczasowy. To nie pierwszy konflikt tego dwudziestolatka z prawem. Już był karany za włamania. Wyroki: w zawieszeniu. Utrzymują go rodzice. Nie pracuje, ale - jak twierdzi - jest zaocznym słuchaczem jednej z krośnieńskich szkół.

Zarzut (udziału w pobiciu) następnego dnia usłyszy także Konrad. Nastolatek jest uczniem szkoły ponadgimnazjalnej. Sędzia ocenia, że wystarczy mu dozór policyjny.
Prokuratura uznaje, że ich towarzysz, piętnastolatek, nie brał udziału w bójce. Starał się powstrzymać napastników. Jego sprawa może trafić do sądu rodzinnego, bo chłopak w tym wieku nie powinien w środku nocy chodzić po mieście, w towarzystwie pijanych kolegów.

Może pomoże psycholog?

Rodzinie Roberta Szczepanika trudno się otrząsnąć.

- Widzę, że Agata, żona Roberta, strasznie to przeżywa. Bracia, choć dorośli, mieli łzy w oczach, gdy się dowiedzieli - opowiada matka.

Robert w szpitalu budzi się w środku nocy. Nie może zasnąć. Rano rozmawia z matką przez telefon. - Wyczułam, że dopiero teraz, po kilku dniach, dociera do niego, co się stało. Że trudno się mu się z tym pogodzić.

Janina Szczepanik znów dzwoni na krośnieńską policję. Rozmawia z komendantem, który oferuje wsparcie policyjnego psychologa.

- Może po takiej rozmowie Robert poczuje się lepiej? - zastanawia się matka. - Bo… ja nie wiem, jak mu pomóc. Wiem tylko, że nie mogę powiedzieć: po co się wtrącałeś, synu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie