Ruszył proces ws. wypadku, w którym zginęła 16-letnia Karolina

Marcin Radzimowski
Fot. Marcin Radzimowski
- Przyznaję się i bardzo tego żałuję - powiedział 23-letni Tomasz M. z Koprzywnicy (powiat sandomierski), który stanął we wtorek przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku.

Nie chciał składać wyjaśnień, zgodził odpowiadać wyłącznie na pytania swojego obrońcy.

W charakterze oskarżyciela posiłkowego w procesie występować postanowiła mama nieżyjącej 16-letniej Karoliny. Takiego prawa zrzekł się 18-letni Paweł, który także ucierpiał w wypadku. Chłopak przebywa na rencie, nadal jest leczony. W sądzie wspominał wydarzenia z feralnego wieczoru, 11 czerwca ubiegłego roku.

- U kolegi na działce było ognisko, było parę osób. Później już nie pamiętam nic - zeznawał pokrzywdzony. - Kiedy się ocknąłem, byłem w szpitalu, miałem nogę w gipsie. Gdy byłem w śpiączce, śniło mi się, że w skateparku zostałem pobity. Pytałem rodziców, co mi się stało, ale oni nie chcieli mi powiedzieć prawdy, dlatego wmawiali, że miałem wypadek w skate parku.

18-latek dodał, że prawdy dowiedział się od kolegi, którego kilka dni później spotkał w szpitalu. A właściwie wszystko to dotarło do niego dopiero w domu, kiedy rodzice pokazali mu wycinki z gazet i artykuły o wypadku.

Zanim zeznania złożył pokrzywdzony i kilku innych świadków, sędzia Stanisław Zych (skład orzekający jednoosobowy) odczytał wyjaśniania oskarżonego złożone na policji i w prokuraturze. Tomasz M. skorzystał bowiem z prawa odmowy składania wyjaśnień, zgodził się jedynie odpowiadać na pytania swojego obrońcy.

W prokuraturze 23-latek dokładnie opisał wydarzenia z feralnego wieczoru. Kierując seatem ibiza, jechał z Koprzywnicy do Tarnobrzega z trzema kolegami - odwoził jednego z nich. Mówił o padającym deszczu, o śliskiej drodze.

- Od jezdni odbijały się światła latarni. Przechodzące lub przebiegające osoby zobaczyłem w ostatniej chwili, jakieś dwa i pół metra przed samochodem. Zacząłem hamować - mówił podczas przesłuchania w prokuraturze.

Dzisiaj, odpowiadając na pytanie swojego obrońcy - mecenasa Wojciecha Namaczyńskiego, 23-latek dodał: - Od chwili wyjścia z aresztu, leczę się psychiatrycznie, to co się stało, do dziś jest dla mnie szokiem.

Przypomnijmy. Tragiczne zdarzenia rozegrały się 11 czerwca ubiegłego roku na ulicy Sikorskiego w Tarnobrzegu (obok stacji Orlen). W przechodzących (przebiegających) przez jezdnię w miejscu niedozwolonym miejscu dwoje młodych ludzi, uderzył jadący z nadmierną prędkością (105 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h) seat ibiza. 16-latka zmarła kilka dni później w szpitalu.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
parrot

przebiegali czy nie?

~andy~

spowodowal wypadek i od razu sie leczy psychiatrycznie-nie ma jak walic glupa i dostac zawiasy!

G
Gość

a czy ten oskarżony był pod wpływem alkoholu?

Dodaj ogłoszenie