Rybnik: ruszył proces kobiety oskarżonej o przejechanie egzaminatora na prawo jazdy. "Krzyczałem, by się zatrzymała, a ona jechała dalej"

Aleksander Król
Aleksander Król

Wideo

We wtorek, 3 marca 2020 roku, w Sądzie Rejonowym w Rybniku ruszył proces przeciwko Barbarze K., 68-letniej kursantce, która 24 czerwca 2019 r. potrąciła śmiertelnie egzaminatora w WORD w Rybniku. Kobieta jest oskarżona o nieumyślne spowodowanie wypadku na placu manewrowym, w wyniku którego egzaminator poniósł śmierć na miejscu.

Kursantka oskarżona o przejechanie egzaminatora na prawo jazdy

We wtorek, 3 marca 2020 roku, w Sądzie Rejonowym w Rybniku ruszył proces przeciwko Barbarze K. 68-letniej kursantce, która 24 czerwca 2019 roku potrąciła śmiertelnie egzaminatora w WORD w Rybniku. Kobieta jest oskarżona o nieumyślne spowodowanie wypadku na placu manewrowym, w wyniku którego egzaminator poniósł śmierć na miejscu.

Sąd zdecydował o wyłączeniu jawności rozprawy w części dotyczącej wyjaśnień oskarżonej, co jak tłumaczyła sędzia jest zasadne, bo jawność mogłaby naruszyć ważny interes prywatny oskarżonej, której zarzucono popełnienie przestępstwa w warunkach ograniczonej poczytalności.

Egzaminator Andrzej S.: Oskarżona zamiast się zatrzymać, jechała dalej

W charakterze świadka przesłuchano 3 marca 2020 roku Andrzeja S., egzaminatora, który feralnego dnia egzaminował oskarżoną.

- Wylosowałem osobę oskarżonej, której miałem obowiązek przeprowadzić egzamin. Zawołałem ją z poczekalni, udaliśmy się do pojazdu – zeznawał egzaminator.

Andrzej S. tłumaczył, że po sprawdzeniu danych osobowych i przydzieleniu zadania przez komputer, kobieta wykonała zadanie pierwsze prawidłowo, a następnym zadaniem była jazda po łuku.

- Tego zadania pani nie zakończyła. Rozpoczęła jazdę, powolutku jechała do przodu, ja udałem się za samochodem. Na końcu oskarżona zamiast się zatrzymać - nie zrobiła tego, wjechała w pachołek i jechała dalej – mówił egzaminator. - Po chwili zareagowałem, krzyczałem, by się zatrzymała. Jednak pani się nie zatrzymała, a samochód zaczął skręcać, miałem wrażenie, że na przemian przyspiesza, zwalnia, przyspiesza – zeznawał egzaminator S.

Łukasz O. wyłonił się zza samochodu, którym kierowała Barbara K.

Andrzej S widział, jak poszkodowany mężczyzna wyłonił się zza samochodu, w którym za kierownicą siedziała 68-letnia kobieta.

- On (Łukasz O. - przyp. red.) nic nie krzyczał. Tylko ja krzyczałem. Samochód egzaminowanej jechał coraz szybciej - zeznawał mężczyzna. - Potem już szukałem Łukasza. Samochód zatrzymał się na pojeździe, który stał przy garażach. Kazałem dzwonić po karetkę. To był szok. Koledzy pobiegli do Łukasza. Po chwili reanimowali go – mówił egzaminator oskarżonej.

Kursantka śmiertelnie potrąciła egzaminatora. Tragedia w Ryb...

Tłumaczył, że pokrzywdzony egzaminator Łukasz O. dawał kursantce znaki, aby się zatrzymała - wystawił ręce.

- Po jakimś czasie zapytałem oskarżoną, dlaczego to zrobiła. Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. To było 15 minut po tym zdarzeniu - mówił. - Nie widziałem, żeby oskarżona płakała, tylko siedziała w samochodzie, była spokojna.

Tłumaczył, że oskarżona była cały czas w samochodzie. Nie wyszła z auta. - Nie widziałem jej reakcji – mówił.

Na pytanie prokuratora, czy zauważył, by oskarżona była jakoś szczególnie zdenerwowana, stwierdził, że przy egzaminie wszyscy są podenerwowani. - Nie pamiętam by było coś szczególnego – mówił.

- Gdy usiadła za kierownicą nie zachowywała się w sposób szczególny – mówił, dodając, że gdyby było inaczej na pewno nie pozwoliłby jej przystąpić do egzaminu.

Barbara K. nie opanowała techniki jazdy w sposób dostateczny

Egzaminator oskarżonej przyznał, że w przeszłości zdarzały się takie sytuacje, że pojawiły się osoby, które zachowywały się w sposób irracjonalny i odmówił im przeprowadzenia egzaminu. W tym przypadku nic takiego jednak nie miało miejsca.

Prokurator pytała, czy w odczuciu egzaminatora, Barbara K., w sposób dostateczny opanowała technikę jazdy.

- Teraz wiemy, że oskarżona nie opanowała w sposób dostateczny techniki, ale ja tego nie jestem w stanie stwierdzić przed egzaminem – tłumaczył Andrzej S.

Egzaminator przyznał, że w przeszłości był świadkiem zdarzeń na egzaminie, że ktoś miał się zatrzymać na końcu, ale jechał dalej i na przykład uderzał w płot albo krawężnik. Dodał, że nie miał zastrzeżeń, co do pierwszej fazy jazdy po łuku przez oskarżoną.

Czy Łukasz O. mógł zatrzymać samochód?

Obrona pytała, czy gdyby pokrzywdzony Łukasz O. nie wysiadł z samochodu, nie doszłoby do tragedii?

- Gdyby pokrzywdzony nie wysiadł z samochodu albo stał przy drzwiach pasażera, to wydaje mi się, że nie zostałby potrącony – mówił Andrzej S.

Świadka pytano również, czy egzaminator miał jakąś możliwość, by zatrzymać auto.

- Pozostaje tylko krzyk. Raz widziałem, jak egzaminator próbował wsiąść do takiego samochodu, ja bym czegoś takiego nie zrobił – mówił egzaminator oskarżonej. - Ja nie robię tak, by stawać przed maską, w celu zablokowania ruchu, ale widziałem, że niektórzy tak robią. Widziałem już, jak uciekają – dodał.

Świadek Sylwia P.: Byłam po egzaminie, zrobiłam błędy

We wtorek, 3 marca przesłuchano też inne osoby, które tego dnia zdawały egzamin. Jedna z nich wspomniała, że zdziwiły ją buty na koturnie, które miała na sobie oskarżona 68-letnia kobieta.

Następnie w charakterze świadka przesłuchano Sylwię P. 18-letnią uczennicę, która feralnego dnia zdawała egzamin.

- Byłam w "elce", na pasie prawym, skrajnym, pierwszym od drogi. Byłam już po egzaminie, zrobiłam błędy. Mój egzaminator wszedł do samochodu i wtedy usłyszałam wielki huk – zeznawała uczennica.

Tłumaczyła, że widziała jak Barbara K. jechała i strącała pachołki. To była szybka jazda.

- Wtedy mój egzaminator przeklął, przekręcił kierownicą, zaparkował, wybiegliśmy z samochodu. Nie widziałam momentu uderzenia w pokrzywdzonego. Byłam w szoku, sama latałam ze strachu. Widziałem jak pani (oskarżona - red.) wyszła, ale nie zwracałam uwagi na tą panią, ale na pana, który leżał – mówiła uczennica. - Trochę dalej leżały jego okulary i zegarek, które podniosłam - mówiła Sylwia P.

Barbara K. miała na egzaminie buty na koturnie

Sylwia P. zeznała, że zdziwiło ją to, że oskarżona Barbara K. miała wyższe buty, na koturnie, co zauważyła już w poczekalni przed egzaminem. Koturn mógł mieć od 6 do 8 cm.

- Obok siebie w poczekalni siedziałyśmy. Zwracałam uwagę na buty. Jak chodziłam na szkolenie, instruktor mówił, że nie można w takich butach jeździć, mówił, że może się noga zaklinować – dodała uczennica. Nie pamiętała, czy oskarżona miała te buty na egzaminie.

Następnie zeznawała Beata M., czyli kolejna osoba, która zdawała egzamin w WORD w Rybniku, gdy doszło do tragedii. To właśnie jej egzaminatorem był 35-letni Łukasz, który zginął podczas egzaminu.

Beata M.: Siedziałam z panem Łukaszem w aucie, miałam mieć egzamin

- Siedziałam z panem Łukaszem w aucie. Miałam się przygotować do jazdy. Pan Łukasz jeszcze był w aucie, pisał coś. W pewnym momencie widzieliśmy, że coś się dzieje. Na prosto stał egzaminator i strasznie krzyczał, machał rękami, by to auto się zatrzymało - zeznawała Beata M.

Opowiadała, jak czerwona toyota przejechała łuk, wjechała do zatoczki, a tam nie zatrzymała się do końca, tylko zaczęło tym autem szarpać. W pewnym momencie najechało na środkowe słupki i jechało dalej.

- W pewnym momencie auto skręciło w prawą stronę, kierowało się na środkowy pas, na nasz łuk, strącało słupki - mówiła kobieta, dodając, że pojazd kierował się w jej kierunku.

- Auto coraz szybciej jechało w nasza stronę, dodawało gaz. To były ułamki sekund. Powiedziałam: "Co się dzieje, że to auto na nas jedzie" - zeznawała Beata M. - Mój egzaminator wyskoczył z auta i machał rękami. Nie słyszałam aby coś krzyczał. Wyskoczył z mojego auta, by zatrzymać jadący na nas pojazd. Auto odbiło w jego stronę tak by nas nie uderzyć – wspominała Beata M.

Auto oskarżonej przejechało przez chodnik i uderzyło w mercedesa

Gdy wyszła z auta, zobaczyła, że auto oskarżonej przejechało przez chodnik, choinki i uderzyło w mercedesa.

- Pan Łukasz leżał pod autem – opisywała M. - Nie widziałam reakcji oskarżonej, gdy była jeszcze w samochodzie. Potem widziałam, jak stała z boku, miała telefon przyłożony do ucha, ale nic nie mówiła – opowiadała Beata M.

Dodała, że oskarżona była jakby obojętna. Podano jej wodę. Pytana przez mecenasów Beata M. przyznała, że widziała, jak auto nagle skręciło, kiedy pokrzywdzony wysiadł z samochodu.

- Mnie się wydaje, że oskarżona próbowała manewrować kierownicą. Zmieniła tor jazdy, zanim jeszcze z auta wyskoczył pan Łukasz.

Potem jako świadków powołano kolejnych egzaminatorów, którzy 24 czerwca 2019 roku, gdy doszło do dramatu, egzaminowali inne osoby.

Michał Z.: Wyglądało na początku, że wjedzie w ogrodzenie, ale zmieniła kierunek jazdy

Michał Z. wypisywał arkusze przebiegu jednego z egzaminów, gdy usłyszał coś w stylu: "Stój, zatrzymaj się".

- Spojrzałem w lusterko wsteczne. Zobaczyłem pojazd, który przejeżdża przez łuk, nie zatrzymuje się. Wyglądało to na początku, że wjedzie w ogrodzenie, ale jeszcze przed samym krawężnikiem nastąpiła zmiana kierunku jazdy - w tym momencie pojazd jechał w stronę budynku i zaparkowanych pojazdów – mówił Michał Z.

Widział, jak Łukasz O. próbuje uciec. - Próbował się bronić. Widziałem ruch obronny. Widziałem, jak auto uderzyło w niego. Zniknął mi z pola widzenia. Na początku wydawało się, że gaz (przez oskarżoną - red.) był dodawany i puszczany – mówił Michał Z., dodając, że potem musiał być gaz wciśnięty maksymalnie.

- Zauważyłem pierwsze uderzenie w pokrzywdzonego. Nie przeleciał nad autem, tylko domyśliłem się, że musi być pod samochodem. I ciągnięty pod samochodem - mówił jeden z egzaminatorów.

Tłumaczył, że w większości przypadków jak się woła "stój", "zatrzymaj się", to jest reakcja obronna. I kierujący się zatrzymuje. Takie sytuacje się zdarzały. W tym przypadku zabrakło jednak pewnych mechanizmów obronnych.

Wojciech S.: Reanimowałem pokrzywdzonego Łukasza O.

Kolejny świadek – Wojciech S., który egzaminował tego dnia motocyklistów, opowiadał, jak reanimował pokrzywdzonego.

- Prowadziłem reanimację, nie skupiałem się na osobie oskarżonej. Ale potem widziałem, jak patrzyła tępym wzrokiem, siedziała w samochodzie - mówił.

Pytany przez panią prokurator Wojciech S. stwierdził, że w jego odczuciu Barbara K. nigdy powinna się podchodzić do egzaminu.

- Dla mnie to jest niezrozumiałe, jak ktoś nieodpowiedzialny mógł taką osobę dopuścić. Nie powinna ukończyć kursu. Na końcu powinien odbyć się egzamin wewnętrzny, gdzie osoba powinna zaliczyć wszystkie zadania - mówił.

- Jeśli osoba nie ma podstawowych reakcji, zdolności, to nie może być dopuszczona. Taki egzamin wewnętrzny albo był zlekceważony, albo zaliczony niezgodnie z przepisami. Ale to są moje przypuszczenia – mówił Wojciech S.

Sławomir D. był instruktorem oskarżonej Barbary K.

Na koniec dzisiejszej rozprawy zeznawał Sławomir D., czyli instruktor szkoły jazdy z Tychów, który prowadził kurs oskarżonej Barbary K.

- Była moja kursantką. Rozpoczęła kurs 13 kwietnia 2018 roku, który skończył się 4 sierpnia 2018. Wyjeździła 30 godzin regulaminowych, od 12 maja 2018 roku. Miała też dodatkowe jazdy, ale nie pamiętam, ile ich było – mówił Sławomir D. - W dniu 4 sierpnia 2018 roku całkowicie zakończyliśmy kurs z dodatkowymi jazdami. W dniu 4 sierpnia zdawała egzamin wewnętrzny. Skończyliśmy zajęcia teoretyczne z wynikiem pozytywnym i przystąpiliśmy do egzaminu wewnętrznego praktycznego – mówił instruktor jazdy.

Sławomir D. przyznał, że Barbra K. nie przystąpiła od razu po zakończonym kursie do egzaminu wewnętrznego. 29 czerwca 2018 roku nie była jeszcze całkiem gotowa. Dlatego zaproponował jej dodatkowe lekcje. Potem już była gotowa. 4 sierpnia zdała egzamin wewnętrzny.

- Śmiem twierdzić, że Barbara K. była przygotowana do egzaminu państwowego. Wszystkie zadania egzaminacyjne podczas egzaminu wewnętrznego wykonała z wynikiem pozytywnym, tak że nie miałem żadnych przeciwwskazań do wystawienia jej zaświadczenia - mówił instruktor.

Na kursie nauki jazdy kobieta zachowywała się normalnie

Prokurator pytał Sławomira D., jak zachowywała się kursantka podczas nauki jazdy, a ten przekonywał, że normalnie.

- Każdy się boi egzaminu, każdy przechodzi stres przed egzaminem. Ale to było typowe. Zachowywała się jak każdy jeden kursant - mówił instruktor.

Tłumaczył, że jako osobie starszej musiał poświęcić więcej czasu niż młodszym, ale była pilną uczennicą.

- Wysłałem kursantkę na egzamin państwowy, powiedziałem, żeby najpierw zapisała się na teoretyczny – mówił D., tłumacząc, że nie chciał, by miała tak duży stres w jeden dzień.

Barbara K. egzamin zdawała po kilku miesiącach od zakończenia kursu

Wiadomo, że oskarżona przystąpiła do egzaminu dopiero po kilku miesiącach, a nie od razu po zakończonym kursie.

Instruktor nie miał w tym czasie z nią kontaktu. Nie wiedział, dlaczego przystąpiła do egzaminu państwowego w Rybniku, a nie w Tychach. Nie wiedział też, czy przed egzaminem państwowym wzięła jeszcze kilka dodatkowych jazd u kogoś innego.

Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 3 kwietnia 2020 roku.

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

Materiał oryginalny: Rybnik: ruszył proces kobiety oskarżonej o przejechanie egzaminatora na prawo jazdy. "Krzyczałem, by się zatrzymała, a ona jechała dalej" - Dziennik Zachodni

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Bo cała ta jazda po łuk to wielka ściema. Do niczego się to w życiu nie przyda. Chodzi tylko o kasę bo na tym bardzo dużo ludzi oblewa szczególnie na WORDzie w Rzeszowie gdzie plac jest pofalowany jak karpatka.

d
dramat

masakra, a teraz wyobrazmy sobie te babe na ulicach miast !

G
Gość
3 marca, 12:37, Gość:

A ja chce wiedzieć, czy Pani zdała egzamin? BTW, buty na koturnie - nie powinni jej w tym wpuścić za kierownicę.

3 marca, 14:52, ekolożka z PO:

Ta pani już nie podejdzie do kolejnego egzaminu, ponieważ egzaminator nie żyje. Kumasz?

Ale są inni przecież którzy mogą te Damę przeegzaminować! Niech teraz boso zdaje może Jej się uda. Czyli jednak wtedy nie zdała? Pytanie, czy kiedykolwiek podchodziła za przeproszeniem.

G
Gość

To chyba nie jest normalne że tyle manewrowała i ujechała nie wciskając hamulca??? Mega ciekawe jest zachowanie tej kobiety również po wypadku. Dzwoniła do kogoś zamiast zainteresować się rannym?

G
Gość
3 marca, 16:40, Gość:

Poprostu kobieta spanikowała jak ja zdawałem egzaminy ,egzaminator siedział zemną w aucie i jak to by było zachowane tutaj nie było by tragedi tych panów zgubiła rutyna a po drugie dla czego ta pani została dopuszczona do egzaminów w takich butach gdy prawo zabrania prowadzenie samochodu w złym obuwiu.

Jak jedziesz na placu po łuku to instruktor jest poza autem.

G
Gość

Poprostu kobieta spanikowała jak ja zdawałem egzaminy ,egzaminator siedział zemną w aucie i jak to by było zachowane tutaj nie było by tragedi tych panów zgubiła rutyna a po drugie dla czego ta pani została dopuszczona do egzaminów w takich butach gdy prawo zabrania prowadzenie samochodu w złym obuwiu.

e
ekolożka z PO
3 marca, 12:37, Gość:

A ja chce wiedzieć, czy Pani zdała egzamin? BTW, buty na koturnie - nie powinni jej w tym wpuścić za kierownicę.

Ta pani już nie podejdzie do kolejnego egzaminu, ponieważ egzaminator nie żyje. Kumasz?

G
Gość

A ja chce wiedzieć, czy Pani zdała egzamin? BTW, buty na koturnie - nie powinni jej w tym wpuścić za kierownicę.

Dodaj ogłoszenie