Sam wziąłem się za robotę

Dorota Mękarska
Janusz Najdecki, właściciel firmy budowlanej pracuje na budowach na równi ze swoimi ludźmi, bo w jego firmie potrzebne są wszystkie ręce do pracy.
Janusz Najdecki, właściciel firmy budowlanej pracuje na budowach na równi ze swoimi ludźmi, bo w jego firmie potrzebne są wszystkie ręce do pracy.
Właściciele małych i średnich firm budowlanych z menadżerów przeistoczyli się w robotników. Na Podkarpaciu dramatycznie zaczyna brakować fachowców.

Tę niekorzystną tendencję odczuwają również inwestorzy prywatni, a zwłaszcza spółdzielnie mieszkaniowe, które lato wykorzystują do przeprowadzania remontów.

- Mamy olbrzymie kłopoty ze znalezieniem firm budowlanych. Wiem, że firmy budowlane mają kłopoty ze znalezieniem pracowników. Tak koło się zamyka - mówi Zygmunt Bury, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Nasz Dom" w Sanoku.

Sam wziąłem się za robotę

Ile można zarobić

W prywatnych firmach stawki wynosza ok3-3,5 zł za godzinę. Pracując 180 godzin w miesiącu budowlaniec zarobi 630-700 zł. W Anglii stawka 2 funty za godzinę (czyli ok.9 zł) uznawana jest za głodową. Trudno się dziwić, że nasi rodacy wyjeżdżają na Wyspy świadomi ryzyka pracy za granica.

Janusz Najdecki jest współwłaścicielem firmy budowlanej "Mastyl" z Sanoka funkcjonującej od 1998 roku. Dzisiaj jego firma działa wyłącznie na rynku krajowym, choć kilka lat wcześniej budowała w całej Europie, a nawet za Uralem.

Kiedyś zatrudniał 20 - 25 osób. Dzisiaj zaledwie kilku pracowników. - Kto cokolwiek potrafi wyjeżdża za granicę, bo w firmie budowlanej w Polsce nie zarabiają kokosów. W kraju trzeba przez 3-4 miesiące pracować, co w miesiąc zarabia się za granicą - zaznacza Najdecki

Aby zatrzymać tych najlepszych właściciele musieli podnieść stawki dla pracowników.

- Są to niewielkie podwyżki. Gdybym podniósł więcej miałbym kłopoty z inwestorami - zaznacza wykonawca. - Staram się pracownikom dawać premie, ale dzieje się to kosztem mojego dochodu.

Najdecki, który kiedyś zajmował się głównie prowadzeniem firmy, dzisiaj pracuje na budowach razem ze swoimi pracownikami.

Zamówienia na 1,5 roku do przodu

- Mógłbym wziąć drugi raz tyle robót, ale nie biorę, bo nie mam ludzi do pracy. Codziennie dostaję kilka telefonów od zdesperowanych inwestorów. Błagają wręcz, by zapisać ich w terminarzu. Nie jest sztuką wziąć robotę, a potem się z niej nie wywiązać. Nie mogę nawet podesłać tych ludzi innym firmom, bo wszystkie, z którymi współpracowałem siedzą za granicą - zaznacza wykonawca.

- U mnie jest taka sama sytuacja - dodaje właściciel małej firmy budowlanej spod Sanoka. - Pracę mam zagwarantowaną już na 1,5 roku. Odsyłam, więc inwestorów do innych firm, ale koledzy też już nie dają rady. I tak odbijamy sobie ludzi jak piłeczki.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie