Dyrektor Ośrodka Kształcenia Lotniczego Politechniki Rzeszowskiej wyłączył z użycia 5 samolotów Liberty XL2. Jego zdaniem nie nadają się one do szkoleń niedoświadczonych jeszcze studentów pilotażu. - Są dla nich niebezpieczne - mówi Mieczysław Górak.

- Najtrudniejszą rzeczą do nauczenia pilota jest lądowanie - mówi dyrektor OKL PRz. - Samoloty Liberty XL2 posiadają tzw. usterzenie górne. Przy niezbyt wprawnej ręce, lekkie ruchy sterem wysokości nad ziemią powodują tzw. zafalowanie tłumaczy.

A to oznacza ryzyko uderzenia w ziemię. Dyrektor mówi, że w internecie można wyszukać informacje, że szkoły lotnicze szkolące w Stanach Zjednoczonych miały poważne uwagi co do tych samolotów, ponieważ dla podstawowej nauki są za trudne. - Po tych zastrzeżeniach piloci doświadczalni wydali opinie, że wprawdzie maszyny nadają się do szkolenia, ale wymagają pewnego doświadczenia. Przecież przy nauce nie można jeszcze mówić o doświadczeniu.

Zwraca też uwagę na innowacyjne, zastosowane rozwiązanie konstrukcyjne dotyczące sterowania silnikiem, gdzie jest zapłon bateryjny, co jest w lotnictwie jest rzadkością. - Druga rzecz. Według moich informacji, tych samolotów wyprodukowano tylko 146 sztuk i zaprzestano. Politechnika kupiła od numeru 141 do 145. Przez firmę spod Warszawy. Przy tak krótkiej serii produkcyjnej , kupowanie samolotu jest błędem - uważa dodając, że nie można tu winić poprzedników. - W tym kraju obowiązuje prawo zamówień publicznych. Nie mogli napisać jaki to ma być konkretny typ, czy producent.

Dodaje, że nieprawdą jest, że te samoloty nie miały wypadków.

- W 2012 r. był wypadek śmiertelny pod Warszawą. Leciał wówczas pilot z instruktorem. U nas w 2017 r. instruktor rozbił ten samolot na pasie startowym w Jasionce. Naprawa kosztowała prawie 76 tys. zł. Przyczyną okazało się pęknięcie przy przednim podwoziu. Poleciłem sprawdzić ten element we wszystkich pozostałych samolotach tego typu. W czterech pozostałych było już widoczne pęknięcie, które z biegiem czasu by się powiększyło.

Wylicza kolejne minusy. - Producent przewidział, że co 100 godzin trzeba zdejmować obydwa skrzydła i kontrolować otwory w okuciach głównego dźwigara skrzydła. W jednym te otwory dość mocno się rozbiły. Założyliśmy specjalne tulejki, przy czym ja się nie odważę, żeby ten samolot puszczać w powietrze ze studentami - mówi. - Kolejna sprawa to elektronika, która ciągle sprawiała problemy, co było zmorą dla mechaników i pilotów. Nie ma co patrzeć tylko na to, że samolot mało pali. Należy patrzeć na utrzymywanie, ubezpieczenie, zakup biuletynów i części, co jest problemem przy tak małej serii. Trzeba szukać w USA, płacić duże podatki, cła. Najlepiej jest, jeśli w firmie są konkretne 2 - 3 typy samolotów. Ryanair np. ma boeingi 737, WizzAir - airbusy. Tak jest prościej i taniej w obsłudze.

Maszyny, które kosztowały ok. 5 mln zł stoją w hangarach nieużywane od 2017 r.

- Dopóki jestem odpowiedzialny za bezpieczeństwo, nikt mnie nie zmusi, żebym je wypuszczał w powietrze i ryzykował życiem studentów i instruktorów. Poza tym są mi zbyteczne. Te, które mam, gwarantują wykonanie wszystkiego

- przekonuje.

Używa 12: 7 Tampico, 3 Piper Seneka V i 2 Pipery PA-28. - Rok 2018 był rekordowy w historii pilotażu politechniki. 114 studentów spędziło w powietrzu 6156 godzin, co jest wyjątkowym wynikiem. Wykonanych zostało 11107 operacji startów i lądowań - wylicza.

Dyrektor Górak chce sprzedać Liberty. Rozpoczęcie szkolenia lotniczego w tym roku planowane jest na 15 marca.

POPULARNE NA NOWINY24:

ZOBACZ TEŻ: Awaryjne lądowanie samolotu na Wiśle w Toruniu. "Pilot i pasażer sami wydostali się z maszyny"