Sędziowie Sądu Okręgowego w Rzeszowie pozwali... sąd. Uważają, że są mobbingowani przez prezesa

Anna Janik
Anna Janik
Sześciu sędziów orzekających w wydziale karnym Sądu Okręgowego w Rzeszowie podpisało się pod pozwem przeciwko swojemu pracodawcy. Formalnie jest nim sąd, reprezentowany przez prezesa.

W rzeszowskim sądzie okręgowym iskry na linii nowy prezes - sędziowie z „II karnego” zaczęły lecieć już w ubiegłym roku, od kiedy w lutym 2018 r. na czele sądu z nadania Zbigniewa Ziobry stanął Rafał Puchalski, wcześniej sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu, delegowany później do ministerstwa sprawiedliwości. Stamtąd do Jarosławia już nie wrócił, bo podobnie jak inni „funkcjonariusze dobrej zmiany” szybko awansował.

- Zaraz po objęciu funkcji prezes zapowiedział, że nasz wydział czekają zmiany, że są koniecznie - opowiada sędzia Marcin Świerk, sędzia Sądu Okręgowego w Rzeszowie i wiceprezes rzeszowskiego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

- Nie bardzo wiedzieliśmy, co te zmiany mają przynieść, skoro jako wydział mieliśmy bardzo dobre wyniki. Prezes je znał, bo sam przygotowywał informację roczną o działalności sądu

- dodaje.

Zmiany personalne i organizacyjne

A zaczęło się od zmian personalnych: prezes odwołał ze stanowiska sędzię, która pełniła funkcję rzecznika prasowego, odwołał dwóch sędziów wizytatorów, którzy nadzorowali sprawy karne, podczas gdy podobnych zmian w innych wydziałach nie było. Do tego prezes zaproponował, żeby dwóch sędziów pracowało na pół etatu w wydziale karnym i na pół etatu w gospodarczym.

Ale jak podkreśla sędzia Świerk, o ile część z tych decyzji nie dezorganizowała pracy wydziału, o tyle zrobiły to konsekwencje odwołania jego samego z funkcji przewodniczącego wydziału. Ponieważ sędzia, która dostałą propozycję przejęcia jego obowiązków odmówiła, prezes wprowadził inne, kontrowersyjne rozwiązanie.

- Funkcję przewodniczącego co kwartał miał obejmować ktoś z wydziału. To wprowadza chaos i utrudnia pracę, bo przewodniczący z zasady powinien dostawać mniej spraw i w innych wydziałach tak jest. U nas nie, dlatego czujemy się traktowani inaczej niż wszyscy pozostali - mówi. - Jak jest powód? My nie znamy innych przyczyn niż te, że głośno występowaliśmy w obronie niezależności polskich sądów. Co prawda od prezesa tego nigdy nie usłyszeliśmy, ale jedna z osób będących blisko niego powiedziała, że to są skutki tego, co robimy - dodaje sędzia Świerk.

Nie jesteśmy przeciwko prezesowi

Dodajmy, że sędziowie z II wydziału karnego byli inicjatorami uchwał w obronie niezależności sądów i konstytucji. To oni organizowali przed sądem pikiety w obronie atakowanych przez obóz „dobrej zmiany” kolegów z innych sądów w kraju, to na ich pokojach i tabliczkach z nazwiskami na sali sądowej pojawił się napis „Konstytucja”.

- Nigdy nie byliśmy przeciwko prezesowi, zawsze występowaliśmy w obronie wartości, które wyznajemy, a teraz bronimy po prostu sami siebie

- zaznacza sędzia Marcin Świerk.

Pozew sędziów trafił już do wydziału pracy Sądu Rejonowego w Rzeszowie. Wiele wskazuje jednak na to, że decyzja w tej sprawie zapadnie w innym sądzie. Sędziowie mają bowiem podstawy formalne, by wyłączyć się z orzekania.

Jak podkreśla sędzia Marcin Świerk, załoga II wydziału karnego próbowała porozumieć się z prezesem. Odbyły się nawet dwa spotkania z udziałem prezesa Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Nie przyniosły jednak rezultatu.

- My uważamy, że część działań prezesa jest bezprawna, prezes uważa, że miał do nich prawo. Orzeknie sąd - mówi wiceprzewodniczący rzeszowskiego oddziału „Iustitii”.

Dodajmy, że jedną z decyzji prezesa, mocno krytykowanych przez sędziów z „II karnego” było podzielenie wydziału na dwa mniejsze. W ten sposób powstał III karny odwoławczy, w którym z założenia miały być rozpatrywane apelacje. Sędziowie zaprotestowali, argumentując, że to zwiększy ich obłożenie pracą. Podnosili, że mają za mało pracowników i za mało asystentów.

Dodatkowo prezes zarządził, żeby terminy spraw, również tych dotyczących najpoważniejszych przestępstw wyznaczać trzy razy w tygodniu, a pierwszą rozprawę w ciągu sześciu tygodni od momentu wpłynięcia akt. Tyle, że te najpoważniejsze liczą setki, a ostatnio zdarzyło się, że nawet ponad 1000 tomów. Takie terminy sprawiają, że sędziom trudno się nawet z aktami zapoznać, a co dopiero wydać w terminie postanowienie.

Prezesa Puchalskiego na razie w sądzie nie ma

Chcieliśmy zapytać prezesa Rafała Puchalskiego o to, czemu służyć mają wprowadzone zmiany i dlaczego dotyczą głównie jednego wydziału, ale w sekretariacie usłyszeliśmy, że prezes będzie w sądzie dopiero 9 października. Aktualnie pracuje w Krajowej Radzie Sądownictwa.

W odpowiedzi, jakiej udzielił portalowi OKO.press czytamy, że „jego działania były podyktowane jedynie troską o właściwe funkcjonowanie jednostki oraz dobro wymiaru sprawiedliwości”.

Sędziowie w swoim pozwie domagają się zaprzestania działań naruszających zasady równego traktowania oraz uchylenia trzech zarządzeń prezesa Puchalskiego, które w ich ocenie pogorszyły im warunki pracy i nakładają na nich dodatkowe obowiązki. Domagają się też odszkodowania, ale symbolicznego: po 2250 zł na osobę orz 6 tys. zł na cel społeczny za naruszenie ich dóbr osobistych.

Większość sędziów, którzy podpisali się pod pozwem ma ponad 20-letnie doświadczenie. Nigdy wcześniej nie było zastrzeżeń do ich pracy. Nie byli karani dyscyplinarnie, nie mieli skarg za jakość wydawanych orzeczeń przewlekłość prowadzonych spraw.

Flesz - Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Materiał oryginalny: Sędziowie Sądu Okręgowego w Rzeszowie pozwali... sąd. Uważają, że są mobbingowani przez prezesa - Plus Nowiny

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 15

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
1 października, 7:32, DOKTOR NAUK:

Irena Kamińska, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis, określiła sędziów jako "nadzwyczajną kastę ludzi". Zapomniała dodać, że kasta ta jest też "opieszała". Mimo, że Polska jest w czołówce UE pod względem liczby sędziów, a nakłady na sądownictwo są jednymi z najwyższych w całej Europie, to na rozstrzygnięcie przed sądem sporu dotyczącego spraw majątkowych potrzebujemy średnio aż 685 dni. To sporo, jeśli porównać szybkość działania sądów w innych państwach.

W naszym kraju, jeśli porównywać się z innymi państwami Europy, wymiar sprawiedliwości jest stosunkowo rozbudowany. Na 100 tys. obywateli przypada około 26 sędziów. Dla porównania - we Włoszech na 100 tys. obywateli przypada 10 sędziów, we Francji - 9 sędziów, a na Wyspach Brytyjskich na 100 tys. obywateli przypada zaledwie 3,5 sędziego. Duża ilość sędziów w polskich sądach powoduje, że publiczne nakłady na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości są u nas znacznie większe niż w innych krajach Europy. Według danych za 2012 rok Polska przeznaczyła na sądownictwo 6,8 mld zł, co stanowiło 0,40 proc. PKB, podczas gdy średnia europejska była niemal o połowę mniejsza i wynosiła zaledwie 0,24 proc. PKB.

Niestety, wysokie koszty funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości nie przekładają się specjalnie na szybkość działania polskich sądów. Zgodnie z raportem "Doing Business" Banku Światowego - dochodzenie należności za pośrednictwem organów państwowych (sąd) trwa u nas przeciętnie aż 685 dni. Dla porównania - we wspominanej już powyżej Wlk. Brytanii rozstrzygnięcie sporu majątkowego przed sądem zajmuje przeciętnie 437 dni, a na rządzonych przez Orbana Węgrzech jedynie 395 dni.

To zestawienie danych najdobitniej pokazuje, że polski wymiar sprawiedliwości potrzebuje głębokiej reformy.

PRECZ Z KOMUNĄ, NIECH ŻYJE WOLNA POLSKA!

Chyba niegdy nie była wolna i nie będzie co najgorsze!

G
Gość
1 października, 7:35, mafia w togach:

Prawnicza patologia: Adwokat zatrzymany przez CBA. Za 30 tys. zł łapówki dla sędziego obiecywał załatwienie korzystnego wyroku. Ile takich układów funkcjonuje w skali kraju?

Adwokat z Ostródy obiecał swojemu klientowi załatwienie korzystnego wyroku, gdyż ma "chody" u sędziego Sądu Okręgowego w Elblągu. Przychylność sędziego miała kosztować 30 tys. zł przekazanych w kopercie. Nim jednak skorumpowany adwokat zdążył załatwić korzystny wyrok, został zatrzymany przez CBA. Teraz grozi mu do 8 lat więzienia. Powstaje pytanie - ile jeszcze takich patologicznych układów wśród "zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi" funkcjonuje w skali kraju?

Śledczy ustalili, że 66-letni adwokat przekonywał swojego klienta, iż za 30 tys. zł jest w stanie załatwić korzystne rozstrzygnięcie w jego sprawie cywilnej. Wspomniane pieniądze miały być przeznaczone dla sędziego i ławników sądu. Niestety (dla adwokata), na drodze do załatwienia korzystnego deal'u stanęli agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Skorumpowany prawnik został aresztowany. Grozi mu do 8 lat więzienia. Co ciekawe - wydając postanowienie o tymczasowym aresztowaniu sąd zastrzegł, iż adwokat zostanie zwolniony po wpłaceniu 100 tys. zł kaucji.

Powstaje pytanie - ile jeszcze w skali kraju funkcjonuje takich patologicznych układów? Ilu prawników, adwokatów czy sędziów bierze udział we wspólnym ustawianiu wyroków za kasę z łapówek? Czy rzeczywiście środowiska prawnicze to "zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi", jak jeszcze nie dawno sugerowała sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego Irena Kamińska?

Wiń adwokata a nie sędziów. Nie złapali sędziego ludzie pis bo adwokat powoływał się na wpływy których nie miał

G
Gość
1 października, 9:04, igor:

Ostatnio byłą dziwna sprawa faceta który łupał słonecznik a zobaczył to policjant ukarał go za ten czyn mandatem.Ten mandatu nie przyjął bo uznał że ,,łupki słonecznika,, są bio-degradowane.Skończyło się w sądzie I instancji gdzie osoba ,,łupiący słonecznik,,został przez sad I instancji skazany.Odwołał się do II instancji ale i tam wyrok I instancji został przez sąd II instancji podtrzymany.Cały aparat uruchomiony do sprawy która mogli by załatwić mediatorzy.Ale za to inne sprawy karne wleką się latami chyba po to żeby się sprawa przedawniła choć gatunek sprawy jest poważny bo chodzi o miliony.I co ciekawe wymiar kary materialny nie jest waloryzowany wiec działanie takie jest bardzo korzystne dla oszustów i złodziei.Bo skazany naprawia szkodę ale wyliczoną niekiedy 15 lat temu a to nie są takie same pieniądze.

Dostał naganę i 100 zł kosztów. Łagodnie. Trwało bo się odwoływał. Dlaczego winisz sąd?

f
fan Lubnauer

A kto im tam każe pracować.Jak mawiał klasyk Bronisław Bul-Komorowski - niech wezmą kredyt i się przebranżowią. Dlatego : 13 października wrzuć PO-KO do śmietnika !

G
Gość

Chyba się rozpłaczę nad losem sędziów, tak jak oni płaczą nad losem podsądnych latami dochodzących swoich praw. Może tak przestać im płacić z budżetu (jak prywaciarze szarym pracownikom) i po 3 miesiącach zobaczymy "niezależność i praworządność".

t
tedi

Władze miasta wchodzą w dziwne układy w ministerstwem sprawiedliwości.To podatnicy Rzeszowa maja dokładać do budowy nowego Sądu Okręgowego w zamian za co że przekazany zostanie obiekt zamkowy.Dlaczego to podatnicy maja dopłacać do tej inwestycji Ministerstwa Sprawiedliwości jakby Ministertwo było biedne.Chyba że jest jakaś ,,cichą umowa,, że może za jest to za ,,coś,, czego mieszkańcy nie wiemy. Podatnicy Rzeszowa już dołożyło do budowy nowej Prokuratury Okręgowej a teraz decydenci miasta nie tylko chce przekazać działkę ale dodatkowo nie 10 ale nawet 20 mln zł. W zamian za to władze oficjalnie publicznie popierają kandydata z ministerstwa. Jaki to dziwny ,,podkarpacki układ polityczny,,o czym już mówi cała Polska.

i
igor

Ostatnio byłą dziwna sprawa faceta który łupał słonecznik a zobaczył to policjant ukarał go za ten czyn mandatem.Ten mandatu nie przyjął bo uznał że ,,łupki słonecznika,, są bio-degradowane.Skończyło się w sądzie I instancji gdzie osoba ,,łupiący słonecznik,,został przez sad I instancji skazany.Odwołał się do II instancji ale i tam wyrok I instancji został przez sąd II instancji podtrzymany.Cały aparat uruchomiony do sprawy która mogli by załatwić mediatorzy.Ale za to inne sprawy karne wleką się latami chyba po to żeby się sprawa przedawniła choć gatunek sprawy jest poważny bo chodzi o miliony.I co ciekawe wymiar kary materialny nie jest waloryzowany wiec działanie takie jest bardzo korzystne dla oszustów i złodziei.Bo skazany naprawia szkodę ale wyliczoną niekiedy 15 lat temu a to nie są takie same pieniądze.

j
jola

Przewlekłość postępowania to chyba największa zmora nie tylko sądów ale i przedstawicieli prokuratury.Bo zanim sprawa trafi do sądu to znajomi prokuratorzy mogą zrobić wszystko z zebranym materiałem dowodowym i ostatecznie po latach sprwę umorżyć.Za takie działanie powinny byc kary dyscyplinarne dla prokuratorów a nie awanse zawodowe chyba że robią to na zlecenie przełożonych.Ale taki prokurator musi mieć ochronę jak to ujawni publicznie.

T
Temida bez opaski

Z tego wynika,że reforma sądów powszechnych jest niezbędna w Polsce.Bo podziały są szerokie nie tylko wsród ludzi ale i w szeroko pojmowanym wymiarze prawa.Bo już dochodzi do takich działań że skazani przestępcy będa sobie ustalać z przedstawicielami ministerstwa wyroki i proponować spotkani nie na sali sadowej ale w dogodnym miejscu i czasie.

m
mafia w togach

Prawnicza patologia: Adwokat zatrzymany przez CBA. Za 30 tys. zł łapówki dla sędziego obiecywał załatwienie korzystnego wyroku. Ile takich układów funkcjonuje w skali kraju?

Adwokat z Ostródy obiecał swojemu klientowi załatwienie korzystnego wyroku, gdyż ma "chody" u sędziego Sądu Okręgowego w Elblągu. Przychylność sędziego miała kosztować 30 tys. zł przekazanych w kopercie. Nim jednak skorumpowany adwokat zdążył załatwić korzystny wyrok, został zatrzymany przez CBA. Teraz grozi mu do 8 lat więzienia. Powstaje pytanie - ile jeszcze takich patologicznych układów wśród "zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi" funkcjonuje w skali kraju?

Śledczy ustalili, że 66-letni adwokat przekonywał swojego klienta, iż za 30 tys. zł jest w stanie załatwić korzystne rozstrzygnięcie w jego sprawie cywilnej. Wspomniane pieniądze miały być przeznaczone dla sędziego i ławników sądu. Niestety (dla adwokata), na drodze do załatwienia korzystnego deal'u stanęli agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Skorumpowany prawnik został aresztowany. Grozi mu do 8 lat więzienia. Co ciekawe - wydając postanowienie o tymczasowym aresztowaniu sąd zastrzegł, iż adwokat zostanie zwolniony po wpłaceniu 100 tys. zł kaucji.

Powstaje pytanie - ile jeszcze w skali kraju funkcjonuje takich patologicznych układów? Ilu prawników, adwokatów czy sędziów bierze udział we wspólnym ustawianiu wyroków za kasę z łapówek? Czy rzeczywiście środowiska prawnicze to "zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi", jak jeszcze nie dawno sugerowała sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego Irena Kamińska?

n
nieZALEŻNE KASTY PRECZ

Sąd uznał, że można mówić, iż PiS tworzy "państwo mafijne". Ale za nazwanie PSL "zorganizowaną grupą przestępczą" nakazał przeprosić. Widać niekonsekwencję...

Wygląda na to, że "nadzwyczajna kasta ludzi" (to słowa sędzi Naczelnego Sądu Administracyjnego) jest dość niekonsekwentna w swoich orzeczeniach. Z jednej strony nakazuje Pawłowi Kukizowi przeprosić PSL na antenie TVN24, TVN Info i na łamach Super Expressu za nazwanie tej partii "zorganizowaną grupą przestępczą". Z drugiej strony uznaje, że mówienie o PiS, iż tworzy "państwo mafijne" jest w granicach "dozwolonej krytyki".

Przypomnijmy - Paweł Kukiz w listopadzie 2015 roku powiedział na antenie TVN24, że cieszy się z zatrzymania przez CBA członka Krajowej Rady Sądownictwa, a jednocześnie byłego posła i szefa klubu PSL Jana Burego w związku z zarzutami korupcyjnymi. Lider Kukiz'15 dodał przy tym, że sam wie o działaniach lokalnych działaczy PSL, które wskazują, że "to zorganizowana grupa przestępcza".

PSL skierował w tej sprawie pozew do sądu, a sąd uznał, że Kukiz przesadził i nakazał przeproszenie PSL na antenie TVN24, TVN Info oraz na łamach Super Expressu.

A teraz druga sprawa - dziennikarz "Gazety Wyborczej" pisze tekst, w którym stwierdza, że PiS tworzy "państwo mafijne". Partia Kaczyńskiego kieruje w tej sprawie pozew do sądu o ochronę dóbr osobistych. Co robi sąd? Orzeka, że stwierdzenie wobec PiS, że działa tak jak "państwo mafijne" nie jest naruszeniem dóbr osobistych, bowiem mieści się w granicach dozwolonej krytyki.

W orzeczeniach "nadzwyczajnej kasty ludzi" widzę zatem pewną niekonsekwencję. Obiektywnie bowiem oceniając, tak jak przesadzona jest opinia, że PSL do "zorganizowana grupa przestępcza", tak samo przesadzone jest sformułowanie o tym, że PiS tworzy "państwo mafijne". Sądy uznały inaczej. Widać miały ku temu jakieś prywatne powody.

:D

A
Ania Wyszkoni

Rzecznik prasowy poznańskiego sądu rejonowego, który przedwczoraj wypuścił podejrzanego o korupcję Józefa Piniora, stwierdził, że "nawet gdyby w przyszłości doszło do skazania podejrzanych, to w realiach tej sprawy, biorąc pod uwagę, jakich osób to dotyczy, nie byłaby to kara surowa" (sic!). Przecież to jawne potwierdzenie niepisanej zasady, że w III RP są równi i równiejsi, że "nadzwyczajna kasta" beneficjentów ułożonego przy okrągłym stole państwa ma więcej praw niż zwykli jego obywatele!

Jak to jest z tym poczuciem sprawiedliwości w III RP? Znany reżyser mógł zgwałcić, bo jest jest "znanym reżyserem". Znany redaktor naczelny mógł obrażać innych, bo jest "znanym redaktorem naczelnym". Znana polityk mogła brać łapówki, bo była "znaną polityk, którą uwiódł agent CBA". Generał-zbrodniarz z okresu PRL mógł pozostać bezkarny, bo był "znanym generałem, który współtworzył III RP". Można tak bez końca...

Momentem założycielskim swego rodzaju system kastowego ludzi uprzywilejowanych (znanych, wybitnych, nadzwyczajnych itp.) w III RP był oczywiście okrągły stół. To wówczas ugruntowano podział na beneficjentów "nowego państwa" oraz tych, którzy do tej grupy mogą dołączyć pod warunkiem, że będą odpowiednio lojalni wobec "autorytetów". Wszelka próba podważenia układu stworzonego w 1989 roku kończyła się dla podważającego publicznym ostracyzmem i oskarżeniami o prawicowe oszołomstwo.

System kastowego podziału społeczeństwa doprowadził do sytuacji, w której otwartym tekstem mówi się, że są równi i równiejsi, że niektórzy podlegają prawu na zupełnie innych warunkach niż reszta. Przykładem nich tu będzie wspominany rzecznik prasowy poznańskiego sądu rejonowego, który wypuścił podejrzanego o korupcję Józefa Piniora. Pytany przez dziennikarzy o wypuszczenie przez sąd byłego senatora PO, stwierdził, że: "nawet gdyby w przyszłości doszło do skazania podejrzanych [Józefa Piniora oraz dwóch innych podejrzanych], to w realiach tej sprawy, biorąc pod uwagę, jakich osób to dotyczy, nie byłaby to kara surowa" (!!!).

Nie wiem czy rzecznik sądu powiedział to w pełni świadomie, czy też mu się najzwyczajniej w świecie wymsknęło, ale faktem jest, iż potwierdził on niepisaną zasadę, że w III RP są równi i równiejsi, że - nawiązując do słów sędzi NSA - "nadzwyczajna kasta" beneficjentów ułożonego przy okrągłym stole państwa ma więcej praw niż zwykli jego obywatele!

W tym kontekście powstaje pytanie - co musi się zdarzyć, ile czasu musi jeszcze upłynąć, aby system kastowy w Polsce ostatecznie legł w gruzach?

D
DOKTOR NAUK

Irena Kamińska, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis, określiła sędziów jako "nadzwyczajną kastę ludzi". Zapomniała dodać, że kasta ta jest też "opieszała". Mimo, że Polska jest w czołówce UE pod względem liczby sędziów, a nakłady na sądownictwo są jednymi z najwyższych w całej Europie, to na rozstrzygnięcie przed sądem sporu dotyczącego spraw majątkowych potrzebujemy średnio aż 685 dni. To sporo, jeśli porównać szybkość działania sądów w innych państwach.

W naszym kraju, jeśli porównywać się z innymi państwami Europy, wymiar sprawiedliwości jest stosunkowo rozbudowany. Na 100 tys. obywateli przypada około 26 sędziów. Dla porównania - we Włoszech na 100 tys. obywateli przypada 10 sędziów, we Francji - 9 sędziów, a na Wyspach Brytyjskich na 100 tys. obywateli przypada zaledwie 3,5 sędziego. Duża ilość sędziów w polskich sądach powoduje, że publiczne nakłady na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości są u nas znacznie większe niż w innych krajach Europy. Według danych za 2012 rok Polska przeznaczyła na sądownictwo 6,8 mld zł, co stanowiło 0,40 proc. PKB, podczas gdy średnia europejska była niemal o połowę mniejsza i wynosiła zaledwie 0,24 proc. PKB.

Niestety, wysokie koszty funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości nie przekładają się specjalnie na szybkość działania polskich sądów. Zgodnie z raportem "Doing Business" Banku Światowego - dochodzenie należności za pośrednictwem organów państwowych (sąd) trwa u nas przeciętnie aż 685 dni. Dla porównania - we wspominanej już powyżej Wlk. Brytanii rozstrzygnięcie sporu majątkowego przed sądem zajmuje przeciętnie 437 dni, a na rządzonych przez Orbana Węgrzech jedynie 395 dni.

To zestawienie danych najdobitniej pokazuje, że polski wymiar sprawiedliwości potrzebuje głębokiej reformy.

PRECZ Z KOMUNĄ, NIECH ŻYJE WOLNA POLSKA!

p
precz z kastą
1 października, 7:04, wyborca:

niestety (nie) dobra zmiana trafiła również do Sądu Okręgowego w Rzeszowie !!!! SMUTNE O JEST BARDZO, bo za niedługo wyroki będą wydawane "na zlecenie" !!!!

Gdzie ty żyłeś ostatnie 30 lat? Może w kraju sprawiedliwych sądów?!

w
wyborca

niestety (nie) dobra zmiana trafiła również do Sądu Okręgowego w Rzeszowie !!!! SMUTNE O JEST BARDZO, bo za niedługo wyroki będą wydawane "na zlecenie" !!!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3