Sensacyjne odkrycie w Trepczy (zdjęcia)

    Sensacyjne odkrycie w Trepczy (zdjęcia)

    gkrol

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Jerzy Ginalski uważa, że góry chowają jeszcze niejeden sekret.

    Jerzy Ginalski uważa, że góry chowają jeszcze niejeden sekret. ©Fot. Dorota Mękarska

    Sensacyjne odkrycie w Trepczy. W średniowieczu był tu gród ważniejszy od Sanoka!
    Jerzy Ginalski uważa, że góry chowają jeszcze niejeden sekret.

    Jerzy Ginalski uważa, że góry chowają jeszcze niejeden sekret. ©Fot. Dorota Mękarska


    Nie wiadomo, kim byli pierwotni mieszkańcy tych wzgórz i w jakim języku mówili. O ich następcach możemy powiedzieć znacznie więcej. Wiemy jak żyli, jak umierali i jakie mieli upodobania.

    Horodna i Horodyszcze, dwie góry w Trenczy k. Sanoka, strzegące tzw. Wrót Węgierskich w Kotlinie Sanockiej są prawie jak siostry. Wyższa Horodyszcze - góruje nad swoją krewniaczką. Horodna, stroma, szeroka ciągnąca się szczytem bez mała na kilkaset metrów, robi wrażenie służebnicy. A może tak było w istocie?

    Oppidum przed horodem?

    Rąbka tajemnic strzeżonych przez dwa wzgórza odsłonił archeolog Jerzy Ginalski, który 10 lat temu rozpoczął tam prace wykopaliskowe. Ich efekt zaskoczył wszystkich, a Ginalski nazywa Horodyszcze "stanowiskiem życia".

    Czy jednak góra odsłoniła już wszystkie swoje tajemnice? Archeolog jest zdania, że chowa jeszcze niejeden sekret. Jednym z nich jest, być może… celtyckie oppidum.

    Celtowie przywędrowali na teren dzisiejszej Polski w epoce żelaza. To właśnie w Trepczy znaleziono najstarszą odkrytą na ziemiach polskich monetę celtycką - złotego statera, pochodzącą z przełomu III i II wieku p.n.e.

    Badając Horodyszcze Ginalskiemu udało się potwierdzić, że Celtowie nie byli tu tylko "przechodniami". Odkrył, że wzgórze było przez nich zamieszkałe. Ślady ich bytności sięgają 250 roku p.n.e. Ginalski uważa, że do przesiedlenia się na te tereny skusiły Celtów złoża solankowe występujące w Górach Słonnych, stanowiące w owych czasach cenny surowiec.

    W najbliższych latach archeolog zamierza kontynuować na wzgórzu prace wykopaliskowe. Gdyby udało się mu potwierdzić, że znajdowało się tam oppidum, czyli celtycka osada obronna, byłaby to sensacja na europejską skalę, gdyż w Polsce jeszcze nie natrafiono na celtycki gród.

    Słowianie, Lędzianie, Lachy

    Od IV wieku do połowy V wieku teren doliny Sanu stał się bezludny. Góry nie na długo pozostały jednak puste. Już na przełomie V i VI wieku napłynęła tu z dorzecza Prypeci ludność słowiańska. Słowianie znad Sanu należeli do plemienia Lędzian, od których wzięła się nazwa Lachy, czyli Polacy.

    Pierwsza pisemna wzmianka o Lachach, pochodząca z kroniki Nestora z 981 roku, mówi tak: "Poszedł Włodzimierz ku Lachom i zajął grody ich, Przemyśl, Czerwień i inne grody, które są i do dziś dnia pod Rusią". Można przypuszczać, że wyprawa Włodzimierza skierowana była właśnie przeciw Lędzianom, którzy w tym czasie zadomowili się już na terenie dzisiejszej Trepczy.

    Ziarno prawdy w legendzie

    [obrazek3] Ten enkolpion czyli relikwiarz jest absolutnie wyjątkowy - zawiera fragment meteorytu żelazistego.
    (fot. Fot. Dorota Mękarska)Przeszłość wzgórza Horodyszcze zawarta jest nie tylko w nazwie, odnoszącej się do ruskiego słowa "horod", czyli gród. Zawiera się ona również w miejscowej legendzie.

    - Legenda o zapadniętej cerkwi w trepczańskich lasach jeszcze dzisiaj odżywa w opowiadaniach starszych mieszkańców wsi - mówi Ginalski. - Łączone z nią zapadlisko usytuowane na szczycie góry, które służyło ponoć niegdysiejszym mieszkańcom za schronienie przed Tatarami, okazało się być zagłębieniem po średniowiecznej studni lub cysternie.

    W 1996 roku archeolog, by ratować Horodyszcze przed poszukiwaczami skarbów, rozpoczął tam ratunkowe prace wykopaliskowe. Nie spodziewał się, że odkryje bogactwa.

    Tymczasem już pierwszy sezon wykopaliskowy przyniósł rewelacje. Potem było wręcz sensacyjnie. Odsłonięto kamienne fundamenty drewnianej, XII-wiecznej cerkwi, a potem kolejnej świątyni, budynki gospodarcze i mieszkalne.

    - Wokół cerkwi znajdowało się cmentarzysko o typowo przykościelnym charakterze. Do tej pory udokumentowano 105 grobów, ale cmentarzysko liczyło z pewnością kilkaset pochówków - uważa Ginalski

    Olbrzymie grodzisko było bardzo mocno ufortyfikowane. Posiadało pięć wałów ochronnych. Pierwszy był wał ziemny o konstrukcji skrzyniowej, a następne - wały zaporowe, pierścieniami opasujące całe wzgórze.

    Artefakty wschodniego pochodzenia

    Nie dziwota, że gród był tak mocno chroniony. Jego bogactwo nawet dzisiaj budzi zachwyt. Świadczą o nim znaleziska - przedmioty ze złota, srebra i brązu.

    Jednym z najcenniejszych skarbów jest para srebrnych kołtów, czyli ozdobnych nakryć głowy ruskich arystokratek. Ten jedyny w Polsce zabytek posiada dzisiaj Muzeum Historyczne w Sanoku.

    Zachwyt budzi pozłacany pierścień zdobiony motywami krzyża w technice niello, fragment książęcego diademu, kolczyki, sprzączki, klamerki, wisiorki, zawieszki brązowe, bogato ornamentowane pierścionki, srebrny pierścionek ze szklanym oczkiem i niebieska, szklana bransoleta, stanowiąca do pierścionka komplet. Posiadaczami tych przedmiotów nie byli ludzie prymitywni. Nieobce im było wyrafinowanie poczucie piękna, co przy surowości życia codziennego musi budzić zdziwienie.

    - Niektóre z tych ozdób były prawdziwymi arcydziełami wczesnośredniowiecznej sztuki złotniczej książęcych warsztatów na Rusi lub wytwórni na terenie Bizancjum - zachwyca się Ginalski.

    Wielkim skarbem są zachowane plomby ołowiane i dwie pieczęcie księcia nowogrodzko-kijowskiego Ruryka Rościsławowicza z drugiej połowy XII wieku. Świadczą o tym, że gród trepczański był ważnym ośrodkiem politycznym. Podkreślają to też odkryte fundamenty, prawdopodobnie rezydencji.
    Jednymi z najciekawszych znalezisk są tzw. enkolpiony. Są to bardzo rzadkie w Polsce relikwiarze, a w Trepczy znaleziono ich już 7 sztuk!

    Jeden z nich, w typie enkolpionu palestyńskiego, zawierał niezidentyfikowany przedmiot. Trójkątny klin wyglądał jak fragment skamieniałego drewna. Sądzono, więc, że jest to fragment relikwii Krzyża Świętego. Wątpliwości budził jednak duży ciężar przedmiotu, jak również metaliczny połysk. Relikwię podano, więc badaniom laboratoryjnym w AGH w Krakowie i krakowskim Instytucie Metalurgii PAN. Wyniki analiz nie pozostawiły wątpliwości - relikwia jest niezwykle rzadką, bo pozbawioną niklu, odmianą meteorytu żelazistego.

    Jak by tego jeszcze było mało, ustalono badając kroniki, że w 1091 roku na Rusi obserwowano upadek meteorytu. Aż kusi by połączyć te dwa fakty.

    - Jest mało prawdopodobne, aby cząstka tego spadającego wtedy meteorytu, który notabene mocno przeraził uczestników nocnego polowania z samym księciem Wsiewołodem na czele, była zamknięta w naszym krzyżyku, ale możliwości takiej do końca wykluczyć nie można - studzi wyobraźnię Ginalski.

    Sanok był w Trepczy

    Gród trepczański datowany jest na okres od VIII do XIII wieku. Jego odnalezienie rozwiązało łamigłówkę, nad którą głowili się naukowcy. Badacze zadziwieni byli bowiem ubogimi śladami materialnymi znalezionymi na wzgórzu zamkowym w Sanoku, gdzie szukano grodu wzmiankowanego w 1150 w Latopisie Hipackim. Wydawało się, że mizerota tych znalezisk nie może odpowiadać tak znacznemu grodowi. Te obiekcje okazały się zasadne.

    Dzisiaj naukowcy sadzą, że zapis odnosił się do grodu usytuowanego na trepczańskiej górze. Dopiero po zniszczeniu go przez Tatarów na arenę dziejów wkroczył nieznany, ale istniejący prawie w tym samym czasie gród. Przybrał on nazwę swego wielkiego poprzednika.

    Na rozwiązanie czeka jednak wciąż tajemnica Horodnej. Jej szczyt, ciągnący się płasko na 450 m, otaczają trzy wały zaporowe. Czego tak chroniono? Czy był tam drugi gród, czy tylko strażnica, broniąca grodu? Na odpowiedzi trzeba będzie, niestety, poczekać.

    Ginalski: - Wybudowanie grodu w ówczesnym czasie było przedsięwzięciem wymagającym zaangażowania ogromnych sił ludzkich i środków materialnych. Toteż średnie odległości między nimi, przynajmniej na terenie Podkarpacia, wynosiły z reguły po kilkanaście kilometrów. Tymczasem grodziska "Horodyszcze" i "Horodna" sąsiadują niemalże ze sobą, gdyż odległość między nimi wynosi zaledwie kilkaset metrów.

    Tysiącletnie ziemianki

    Między wzgórzami istniała osada podgrodowa. Marcin Glinianowicz, pracujący w Dziale Archeologii Karpat Muzeum Budownictwa Ludowego, kierowanego obecnie przez Jerzego Ginalskiego, odkrył ją w tym sezonie archeologicznym na terasie pomiędzy Horodną a Horodyszczem.

    Osada pochodzi z okresu wczesnego średniowiecza, czyli z IX-X wieku. Na jej terenie natrafiono na dwie półziemianki oraz na liczne metalowe przedmioty, w tym na tak ciekawe jak pełniące funkcję płacidła grzywny grotopodobne, które w Polsce są rzadkością. W osadzie znaleziono ich 5 sztuk.

    Osada nosi ślady pożaru. Choć Jerzy Ginalski jest daleki od takich hipotez, można puścić wodze fantazji, że dokonali tego wojowie Włodzimierza. - Archeologia jest nauką, w której hipotezy stawia się łatwo - studzi emocje Ginalski. - Ale jeszcze łatwiej się je obala.



    Widok na Horodyszcze
    Wzgórze Horodna jeszcze nie odkryło swoich tajemnic

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (5)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (5) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo