Sierżant w bamboszach

    Sierżant w bamboszach

    MIECZYSŁAW NYCZEK

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Przed Kosowem Kwiatkowscy jeździli sieną. Po Kosowie 5-letnie auto wymienili na nówkę. Citroen C3, błękit morza, metalik. Marianowi Kwiatkowskiemu trzeba było 13 miesięcy służby w Kontyngencie Wojskowym KFOR i rozłąki z rodziną. Tyle go kosztował nowy C3. Żona uważa, że drogo.
    Marian Kwiatkowski nareszcie zamienił wojskowe buty na włóczkowe bambosze. To powitalna niespodzianka od teściowej.

    Marian Kwiatkowski nareszcie zamienił wojskowe buty na włóczkowe bambosze. To powitalna niespodzianka od teściowej. ©DARIUSZ DELMANOWICZ

    Starszy sierżant sztabowy, rocznik 1958, wojskowy "dziadek" (20 lat służby), od 1998 w Polsko-Ukraińskim Batalionie Sił Pokojowych, uchodzi za twardziela.
    - ...Ale przy powitaniu zaszkliło ci się w oczach, zaszkliło - weryfikuje żona Zofia. - W takich sytuacjach nie ma twardych.
    Przy powitaniu wracającego z misji męża i taty nie padło ani jedno słowo. - Tylko płacz, rzucanie się na szyję, uściski - streszcza sierżant.
    Ucieszył się także Popek, 8-letni Yorkshire terier.
    - Od razu mnie poznał. Jak wszedłem do przedpokoju, zaczął podskakiwać, na metr, albo i wyżej.

    Pierwsze wrażenia

    W zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego KFOR (VIII 2002 - IX 2003) służyło 504 żołnierzy polskich, 328 ukraińskich i 30 litewskich. Strefa odpowiedzialności batalionu znajduje się w południowej części Serbii i Czarnogóry w prowincji Kosowo. Jego zadaniem jest m.in. nadzorowanie procesu wprowadzania ładu i porządku prawnego, ochrona obiektów i szlaków komunikacyjnych, wspieranie pomocy humanitarnej, rozminowywanie, usuwanie niewybuchów... POLUKRBAT współpracował z żołnierzami amerykańskimi, greckimi, niemieckimi oraz policjantami polskimi i ukraińskimi.



    - Przytył - Kwiatkowska zlustrowała męża. - Zna pan takie przysłowie: "Kochanego ciała nigdy za dużo"?...
    Drugie spostrzeżenie. - Bardzo krótko obcięty, nigdy tak nie było. Mnie się podoba. W takich krótkich włosach jest młodszy, ładniejszy, elegancki.
    - Ostrzygłem się tak ze względu na upały - Kwiatkowski gładzi głowę. - Tam w dzień temperatura dochodzi do 40 stopni. W taki skwar normalnie wykonywało się zadania służbowe.
    W domu czekały włóczkowe bambosze - niespodzianka do teściowej. Na stole - powitalny tort.
    - Nikt takiego nie robi - wychwala Kwiatkowska. - Receptury nie zdradzę! 20 jajek, pół szklanki wódki...
    Na kolację podała mu jego ulubioną sałatkę z brokułów, plus wędlina, pieczywo. Do tego koniaczek. Zasiedli we czwórkę do stołu: Marian, Zofia, dzieci - Marta (13 lat, I gimnazjalna, w szkole muzycznej uczy się gry na gitarze) i Radek (19, klasa maturalna technikum, ukończona klasa saksofonu).
    - Córka przez ten rok podrosła, wyrównała prawie do mnie - spostrzegł tata. - Syn, metr osiemdziesiąt siedem, na razie w miejscu.

    4 tysiące SMS-ów

    Wreszcie mogli swobodnie, dowoli pogadać. W czasie misji, między polskim campem "Biały Orzeł" w Kaczaniku a mieszkaniem w wojskowym bloku przy Słowackiego w Przemyślu dzień w dzień krzyżowały się SMS-y.
    - Pytał: co słychać? Jak się czujesz? Jak dzieci? Ja wysyłałam przeciętnie 10 SMS-ów, a bywało, że i 15 na dobę - przyznaje się pani Zofia. - Całujemy. Kocham. Tęsknię. W domu w porządku. Dzieci zdrowe. Nie pytałam, czy tęskni. Bo wiadomo, że tęsknił. SMS-ów z komórki wysłałam do niego ponad 4 tysiące. Trzy, cztery razy w miesiącu pozwalałam sobie zadzwonić ze stacjonarnego. Zwykle rozmowa trwała 10 minut. I tak człowiek wszystkiego nie dał rady powiedzieć.
    Telefonowała do centrum łączności w sztabie batalionu, gdy mąż miał nocny dyżur. Najlepiej rozmawiało się o drugiej, trzeciej. Noc, cisza, spokój. Gorzej drogą radiową: słyszalność gorsza, trzaski, hałasy, nagle utnie w pół słowa. Nerwowa rozmowa.
    Podczas misji męża Kwiatkowska płaciła wysokie rachunki telefoniczne. - Raz 400, raz 600...

    Na srebrne wesele

    [obrazek4] Za 2 lata będą obchodzić 25-lecie małżeństwa.
    (fot. DARIUSZ DELMANOWICZ )Słówkiem mu nie pisnęła o remoncie mieszkania. To miała być niespodzianka. Malowanie, wymiana okien. - Można powiedzieć, że sama ten remont przeprowadziłam - podkreśla Kwiatkowska. - Mały pokoik dziecięcy malowałam sama, szpalety przy oknach sama robiłam, nową podłogę w przedpokoju położył kolega, ale deski sama wylakierowałam, cała wykończeniówka, listwy przycinałam, gniazdka wymieniłam, sama wiertarką...
    Sierżant milczy, ale widać, że dumny z tak zaradnej żony. Z Kosowa przywiózł jej i sobie parę obrączek na 25-lecie ślubu (za 2 lata). Synowi płytę i perfumy, a córce złoty łańcuszek na nogę.
    - On sam był prezentem największym - pani Zofia czule spogląda mężowi w oczy.

    Z plecakiem do Kielc

    Po powrocie do domu Kwiatkowski zauważył, że w mieszkaniu przybyły nowe lokatorki. W dziecięcym pokoju uwijają się w klatce Pati i Spajki - koszetniczki, gryzonie (ni to chomiki, ni wiewiórki). To urodzinowy prezent dla Darka od jego dziewczyny.
    Miękka sofa. Pan sierżant w półleżącej pozycji. Na nogach bambosze od teściowej. Pełny luz. Ale już za godzinę koniec relaksu. Służbowy wyjazd do bazy sił pokojowych w Kielcach. Trzeba rozliczyć się z sort mundurowych. W plecaku wszystko, co armia dała na misję: beret, mundur polowy, mundur tropik, koszulo - bluza polowa, dresy, trzewiki, ręczniki, pochewki z odznakami stopni, zasobnik piechoty górskiej, śpiwór dla oddziałów specjalnych, karimata z pokrowcem...
    - Wróci raz dwa - pociesza się Kwiatkowska.
    Jak każdego "misjonarza" po powrocie z zagranicy w Kielcach sierżanta Kwiatkowskiego wezmą teraz w obroty wojskowi lekarze. Wyniki badań za tydzień. Razem z wynikami odbierze skierowanie na miesięczny urlop zdrowotny. Chciałby z żoną pojechać do sanatorium. Dzieci na pewno dadzą sobie radę. A rodziców zastąpi im ciocia Ania.
    Prócz zdrowotnego, do wykorzystania ma zaległe urlopy wypoczynkowe z 2 lat i dodatkowe 10 dni "dziadkowego". Razem: 110. - Przypuszczam, że w styczniu wrócę do batalionu - liczy sierżant. - Chyba, że w międzyczasie mnie ściągną.
    O ewentualnym wyjeździe męża na drugą misję za granicą pani Zofia nawet nie chce słyszeć.
    - Nie! - ucina wątek. - On młodo wygląda, ale młody nie jest. Ja nie chcę już więcej takich rozstań.

    OPINIA DOWÓDCY


    Świetny facet

    Ppłk dypl. WOJCIECH MARCHWICA - dowódca Polsko-Ukraińskiego Batalionu Sił Pokojowych o st. sierż. sztab. MARIANIE KWIATKOWSKIM: - Świetny facet. Wszechstronny. Człowiek, którego nie sposób odwieść od celu, jaki sobie zamierzył. Na misji sprawdził się pod każdym względem. Zaliczam go do grona moich sprawdzonych żołnierzy. Gdybym jeszcze kiedyś jechał na misję, chętnie zabrałbym go ze sobą.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo