Socjolog Krzysztof Prendecki o Tadeuszu Ferencu: wizjoner, fenomen i "asfaltowy Tadek"

Bartosz Gubernat
Bartosz Gubernat
Krzysztof Prendecki: prezydent Ferenc zawsze podkreślał, że jego partia nazywa się Rzeszów.
Krzysztof Prendecki: prezydent Ferenc zawsze podkreślał, że jego partia nazywa się Rzeszów. Bartosz Frydrych
O prezydenturze Tadeusza Ferenca rozmawiamy z dr. hab. Krzysztofem Prendeckim, socjologiem z Politechniki Rzeszowskiej.

- Zaskoczyła pana informacja o rezygnacji Tadeusza Ferenca ze stanowiska prezydenta Rzeszowa?

- Tak, pewnie jak wielu mieszkańców. Choć tak naprawdę, powinniśmy się byli przyzwyczaić do myśli o abdykacji. Chyba nikt nie sądził, że prezydent Rzeszowa w sprawowaniu władzy chce pójść w ślady Elżbiety II. Już przecież ze dwa razy zdawało się, że nas opuści, kiedy kandydował bez powodzenia do Senatu. Możliwe, że wielu zwolenników nie zagłosowało na niego tylko dlatego, żeby pozostał na miejscu.

NAJNOWSZE: Tadeusz Ferenc zrezygnował z funkcji prezydenta Rzeszowa i poparł Marcina Warchoła. Konferencja w rzeszowskim ratuszu [RELACJA]

- W czym tkwi fenomen Ferenca? Co takiego ma w sobie, że potrafił tak mocno zaskarbić sobie sympatię i zaufanie mieszkańców Rzeszowa, pozostając jednocześnie na czele miasta przez kolejnych 18 lat?

- Swoisty fenomen. Przypomnijmy, że Tadeusz Ferenc swoją władzę zaczął w czasach kiedy nie byliśmy jeszcze w Unii Europejskiej, prezydentem USA był George Bush, a piłkarze próbowali grać w piłkę na MŚ w Korei Płd. i Japonii. To jest ta samorządowa Liga Mistrzów, w której grał prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz przez szesnaście lat i Wojciech Szczurek w Gdyni, wciąż przecież na urzędzie.

Świadomość mieszkańców, że gonił swoich podwładnych do roboty, sprawdzał, doglądał, trzymał bat nad nimi. Taki autorytaryzm w lokalnym wydaniu i osobisty wkład w walce z biurokracją i klasą urzędników.

Na pewno też wizjoner. Z koncepcją kolejki nadziemnej można się nie zgadzać, ale nikt nie odbierze Prezydentowi bycia dalekosiężnym, patrzeniem do przodu. I choć plan nadal pozostaje w sferze marzeń, to kolejny włodarz, będzie musiał się do tej koncepcji transportowej odnieść.

- Czy pańskim zdaniem Rzeszów jest gotowy na zmianę prezydenta? Z jednej strony w ostatnim czasie szybko narastało niezadowolenie społeczne, chociażby z polityki urbanistycznej. Ale jednocześnie magia Tadeusza Ferenca nie gasła, a on w swoim stylu potrafił wyciągnąć dla Rzeszowa pieniądze od rządu PiS, czy nawiązać współpracę z politykami Solidarnej Polski, która zaowocowała pozyskaniem na rzecz miasta Zamku Lubomirskich. Czy jego następca będzie w stanie udźwignąć ciężar zarządzania miastem w tak efektowny sposób? Zdaniem naszych czytelników poprzeczka wisi niezwykle wysoko.

- Tak, pojawiły się strony w mediach społecznościowych czy ruchy typu „Razem dla Rzeszowa”, które mocno poddały krytyce brak planów zagospodarowania, „Dziki Developerski Zachód” w zabudowie zielonych Olszynek czy okolic Żwirowni. Koncepcja „,ma się budować” ponad wszystko. Recenzenci cały czas ukazują miasta przyszłości, związane z bardzo modnymi strategiami zrównoważonego rozwoju. Czyli m.in. oddanie miast pieszym i rowerzystom, postawienie na transport publiczny i nakłonienie do rezygnacji z samochodu. Ale to jeszcze świetlana przyszłość nie tylko w Rzeszowie, ale i w wielu innych miast w Polsce.

Co do zjednywania sobie sympatii po obu stronach barykady. Niewątpliwie, bycie używając tego modnego słowa koncyliacyjnym, z pewnością denerwowało kolegów z SLD. Widok człowieka, którego na bilbordach lansował Leszek Miller, a potem będącego w dobrej komitywie z biskupami i klerem, czy z osobami z obecnej krajowej władzy, mogło budzić irytację. Ale prezydent zawsze podkreślał, że jego partia nazywa się Rzeszów. I w tej mierze okazał się nie tylko wybieralny w bastionie PiS-u, ale i niezwykle pragmatyczny. Rzeczywiście, niezależnie kto zostanie prezydentem, ten pułap balansowania pomiędzy partiami, będzie nie do przeskoczenia.

- Jak podsumuje pan rządy Tadeusza Ferenca w Rzeszowie? Za co zasłużył na uznanie, a czego w jego działaniach zabrakło?

- Zamiast subiektywnej opinii, wolałbym przywołać to co „gadają na mieście i w kraju”. Prezydent Rzeszowa stał się marką samą w sobie. W powszechnej opinii, Rzeszów jest znany z tego, że z niczego nie jest znany. A jeśli już to w ostatnich kilkunastu latach z drużyny Asseco Resovia i z Tadeusza Ferenca właśnie.

Prezydent stał się ikoną miasta. Przyczyn jest bardzo wiele. Jedna z pierwszych, która nasuwa się od razu, to że jakość dróg się znacznie poprawiła, poszerzono główne arterie, Cieplińskiego i Dąbrowskiego. Stąd też przydomek, który się pojawił - „asfaltowy Tadek”. Miasto wypiękniało, kolorowe, pastelowe elewacje, sprawiły, że nabrało kolorytu. Z dużym naciskiem na czystość. Z dziurawych jezdni i szarzyzny przeistoczyło się w pięknego łabędzia. Przestało być brzydkim kaczątkiem.

Jeśli chodzi o minusy, tematy, takie jak kultura i promocja, lepiej przemilczeć. Brak profesjonalnego działania na miarę stolicy województwa, a raczej miasta powiatowego, delikatnie mówiąc. Miłośnicy basenów też nie doczekali się aquaparku z prawdziwego zdarzenia, tylko liftingu, kameralnego kompleksu z zimną wodą przy Pułaskiego. A kibice z Hetmańskiej narzekają, że tylko jedna trybuna wybudowana, a ci z Wyspiańskiego, że w ogóle budowy stadionu lekkoatletycznego tyle lat nie ma. Teraz tylko pytanie rodem z „Misia”, czy te minusy nie przesłaniają nam plusów?

Nie dla szczepionki AstraZeneca

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie