Stal sama sobie winna

m.b.
Marta Łukaszewska (atakuje), podobnie, jak jej koleżanki ze Stali, oprócz dobrych ataków, miała nieudane akcje.
Marta Łukaszewska (atakuje), podobnie, jak jej koleżanki ze Stali, oprócz dobrych ataków, miała nieudane akcje. TADEUSZ POŹNIAK
Mielczanki z beniaminkiem z Białegostoku przegrały na własne życzenie.

LIGA SIATKÓWKI KOBIET - Zamieniłabym trzy punkty wywalczone z Bielskiem, na trzy z Białymstokiem - żałowała Magdalena Kobiela, kapitan Stali Mielec. Mielczanki, same sobie winne, że przegrały z beniaminkiem 1:3.

Z BKS-em Bielsko to była niespodzianka. BKS poradzi sobie i wygra w lidze, co ma wygrać. A my z AZS-em powinnyśmy zwyciężyć, gdyż rywalizować z nim będziemy w tabeli - dodała Kobiela.

Nie do przyjęcia

To był mecz z gatunku za sześć punktów. AZS mający budżet i skład na pierwszą czwórkę, gra słabo i zwyczajnie bał się Stali. Gdyby mielczanki choć w połowie zaprezentowały te walory, które pokazały w meczu z bielszczankami, cała pula zostałaby w Mielcu. Niestety, dopadła ich dziwna niemoc. Słabo serwowały i jeszcze gorzej przyjmowały zagrywkę rywalek, które choć przewyższały je o głowę i mają głośne nazwiska, niczym więcej nie mogły zaimponować.

Mecz był dziwny i słaby. Na długo przed pierwszą akcją wiadomo było, że wygra ten, kto będzie lepiej zagrywał. W pierwszym secie dzieliły i rządziły białostoczanki.

Dlaczego? Bo mielczanki nie mogły sobie poradzić z ich serwami. Piłka zagrywana zwłaszcza przez Sylwię Pycię i Elenę Hendzel uciekała z rąk każdej z mielczanek.

Stal zaczęła grać w siatkówkę dopiero od stanu 9:21. Po zbiciu Marty Wrzesińskiej zaświtała nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone, bo AZS stracił głowę (18:22). Niestety, dystans był zbyt duży, aby go odrobić.

Tylko przebłysk

W drugim secie grała już tylko Stal. Szachowała zagrywką, ostro atakowała, skakała do bloku. Cały czas miała inicjatywę. Kibice bili brawa, a firmowa ekipa Pronaru najchętniej ze wstydu uciekłaby do szatni. Kiedy wydawało się, że beniaminek przegra całe spotkanie, coś się w mieleckiej drużynie poplątało.

Zginęło przyjęcie zagrywki, pewność siebie. AZS brylował. W czwartej partii nadzieje na tie-breaka i choć jeden punkt zniknęły po wyrównanym początku (5:6) i ucieczce podopiecznych trenera Mariana Kardasa (5:12 po serii zagrywek po Hendzel), by pojawić się na samym finiszu (18:22). Zgasły po akcji eksmielczanki Elżbiety Skowrońskiej znanej pod panieńskim nazwiskiem Nykiel (20:24).

- W tym meczu pewnie zdobyłam więcej punktów dla Stali, niż AZS-u - uśmiechała się siatkarka, która podobnie, jak jej koleżanki skakały ze szczęścia niemal pod sam sufit mieleckiej hali. Wygrały przecież pierwszy mecz!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie