Studniówka. Jeśli nie pójdziesz, możesz żałować…

    Studniówka. Jeśli nie pójdziesz, możesz żałować…

    (maga)

    Nowiny

    Nowiny

    Studniówka to wyjątkowa impreza. Jeśli z niej zrezygnujesz możesz później żałować...

    Studniówka to wyjątkowa impreza. Jeśli z niej zrezygnujesz możesz później żałować... ©archiwum

    Wyobrażacie sobie by nie iść na własną studniówkę? Niektórzy właśnie taką decyzję podjęli. Czy będą żałować?
    Studniówka to wyjątkowa impreza. Jeśli z niej zrezygnujesz możesz później żałować...

    Studniówka to wyjątkowa impreza. Jeśli z niej zrezygnujesz możesz później żałować... ©archiwum

    - Rachunek był prosty - za te pieniądze mogę spędzić kilka dni w górach. Długo się nie zastanawiałam. Czy żałuję, że nie byłam na własnej studniówce? Ani trochę - wyznaje Kasia.

    - Nie, to nie był bojkot balu, tylko czysta kalkulacja - wyjaśnia Kasia, która maturę zdawała kilka lat temu. I wylicza:

    - Buty, sukienka i dodatki, nawet skromne i kupione na wyprzedaży kosztowałyby minimum 300 zł. Do tego koszt samego balu, taksówka - i kolejne dwie setki uciekają z portfela.

    Kasę podarowaną w święta przez rodzinę postanowiła wykorzystać inaczej. Trojga najbliższych znajomych - w tym dwójki maturzystów, nie trzeba było przekonywać.

    - W czasie, gdy koleżanki z klasy przeżywały, kto, jak wyglądał i zachowywał się na balu, my siedzieliśmy w pociągu do Zakopanego - wspomina dziewczyna. - Potem było sześć dni szusowania i spijania grzanego wina. To był niezapomniany wyjazd.

    Adam też nie poszedł na bal. Powód? Brak partnerki.

    - Stresowało mnie, że musiałbym siedzieć sam. Wszyscy koledzy wybierali się ze swoimi dziewczynami, a ja nie chciałem szukać towarzystwa na siłę - wyjaśnia. Czy żal mu straconego balu?

    - Żałowałem na moment przed studniówką, ale jak potem słuchałem opowieści kolegów, odniosłem wrażenie, że była to impreza jak każda inna, tyle, że bardziej napuszona - twierdzi Adam.

    - Na własnej studniówce nie byłam i żałuję strasznie - mówi z kolei Ewelina. Kilka dni przed zabawą dziewczynę dopadła solidna infekcja.

    - Czułam się fatalnie, bolały mnie wszystkie mięśnie, ciągle leciało mi z nosa i z ledwością oddychałam. Nie było mowy o wyjściu z domu. W czasie, gdy moja klasa się bawiła, ja spałam z rozpalonym czołem i żalem w sercu - wyznaje Ewelina.

    Dodaje, że straconej studniówki pożałowała jeszcze bardziej po roku, gdy wybrała się na bal z kolegą z osiedla.

    - Świetnie się bawiłam, ale skrycie zazdrościłam Michałowi i jego kolegom, bo było widać, że w towarzystwie ludzi, których zna się tyle lat, zabawa jest bez porównania lepsza. Mnie to, niestety, ominęło.
    A studniówkowi rekordziści? Paweł był na studniówce trzy razy jako uczeń i już dwa razy jako opiekun.

    - Pierwszy raz poszedłem jako partner koleżanki z bloku. Po roku byłem na własnym balu. A potem jeszcze raz z moją ówczesną dziewczyną - wylicza mężczyzna.

    - Oczywiście najlepiej wypadła własna studniówka, choć teraz już nie pamiętam szczegółów, bo było to prawie dwadzieścia lat temu.

    W przyszłym roku w studniówkowy garnitur wbije się po raz szósty. Jako wychowawca klasy III B.

    - Teraz jest to dla mnie przede wszystkim praca, ale bardzo przyjemna. I jestem pewny, że gdybym opuścił własny bal, żałowałbym. Bo to ważny element dojrzewania i tego okołomaturalnego rytuału.

    A Wy? Moglibyście nie iść na własną studniówkę? Czekamy na komentarze.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (10)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (10) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo