NOWINY24
    TO CZYTAJĄ INNI

    Popularne na portalu

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Popularne na portalu

    • Przestępcy seksualni z Podkarpacia. Zdjęcia gwałcicieli i pedofilów z rejestru MS
    • Wypadek na moście w Przemyślu. Samochód prawie spadł do rzeki Wiar
    • W Rzeszowie trwa przedświąteczna spowiedź [DATY, GODZINY]

    Stuposiany - bieszczadzka Syberia. Jak się żyje na biegunie...

    Stuposiany - bieszczadzka Syberia. Jak się żyje na biegunie zimna?

    Krzysztof Potaczała

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Mieszkańcy Stuposian nie tyle mrozu się obawiają, co potężnych opadów śniegu, które mogłyby odciąć wioskę od świata.

    Mieszkańcy Stuposian nie tyle mrozu się obawiają, co potężnych opadów śniegu, które mogłyby odciąć wioskę od świata. ©Krzysztof Łokaj

    - W mediach straszą, że w Stuposianach mroźny kataklizm, a trzydzieści na minusie to u nas jest w każdą zimę czasem przez tydzień. I wszystko gra - mówią mieszkańcy z podkarpackiego bieguna zimna.
    Mieszkańcy Stuposian nie tyle mrozu się obawiają, co potężnych opadów śniegu, które mogłyby odciąć wioskę od świata.

    Mieszkańcy Stuposian nie tyle mrozu się obawiają, co potężnych opadów śniegu, które mogłyby odciąć wioskę od świata. ©Krzysztof Łokaj

    Najniższe temperatury zanotowane w punkcie meteorologicznym w Stuposianach:
    28 grudnia 1996 r. - 37 stopni
    24 stycznia 2006 r. - 35 stopni
    Najniższa temperatura wg informacji nieoficjalnej, uzyskanej od dawnego mieszkańca Stuposian:
    Styczeń 1964 r. - 41 stopni
    Temperatur sięgających 30 stopni poniżej zera i lekko niższych odnotowano w latach 1964 do 2012 kilkadziesiąt.



    Pewnie, gdyby temperatura spadła do 37 stopni, jak w 1996, to już byłoby małe zmartwienie. Bo przy takiej syberiadzie trudno pracować na powietrzu, a przecież większość tubylców to leśnicy i pilarze.

    Od kilku lat także strażnicy graniczni, którzy pod Wilczą Górą mają swoją bazę i patrolują kilometry bezdroży wzdłuż granicy z Ukrainą. Na wyposażeniu mają ciepłe kurtki, rękawice i czapki, ale silny mróz nawet przez nie przenika.

    - Wtedy lepiej szybko maszerować, nie zatrzymywać się na dłużej, żeby buty nie przymarzły do podłoża - niby to żartuje młody strażnik, ale wcale mu nie do śmiechu, bo na ten weekend synoptycy prognozują w Bieszczadach najniższe temperatury, a jemu akurat wypada służba.

    Termometr w białej budce

    Komendant Placówki Straży Granicznej w Stuposianach, kpt. Bogusław Kochanowicz, potwierdza, że łatwo w taką "lodowicę" nie jest, dlatego podlegli mu funkcjonariusze częściej zmieniają się podczas patroli.

    - Trzeba dbać o zdrowie ludzi. Ale mamy granicę pod kontrolą przez całą dobę, nigdy nie można wykluczyć, że nawet w tak niesprzyjającą aurę jakiś nielegalny imigrant nie zechce zaryzykować i przekroczyć zieloną granicę, choć to czyste szaleństwo. W granicznym pasie spacerują też nierzadko turyści. W razie zabłądzenia czy wychłodzenia, strażnicy mogą uratować życie.

    Janina Świergocka, sołtys Stuposian, mieszka dokładnie naprzeciwko punktu odczytu temperatur. Codziennie świtem przechodzi przez szosę do białej budki, patrzy na termometr i wysyła dane do stacji meteorologicznej w Lesku.

    Dlatego rano cała Polska już wie, jak zimno było w dolinie potoku Wołosatego. Podobne punkty są także w kilku innych bieszczadzkich wsiach; stamtąd też codziennie spływają informacje o odczytach.

    - Kiedy spisywałam minus 35 albo minus 37, to rzeczywiście robiło wrażenie. Zaraz wiedziałam, że będą do mnie telefony z różnych gazet i rozgłośni, a może, jak się parę razy zdarzało, przyjedzie telewizja. Tylko że oni wszyscy myśleli, że pokażą jakiś dramat, sparaliżowaną wieś, zamkniętą szkołę i tak dalej, a tego nie było. Poza tym, za dnia słupek rtęci się podnosił i dopiero nocą znowu skuwało wioskę lodem.

    Mróz mrozem, a robota czeka

    W tegoroczne styczniowo-lutowe mrozy dzieci z trzyklasowej podstawówki w Stuposianach akurat mają ferie, ale nawet gdyby ferii nie było, normalnie chodziłyby na lekcje.

    I dojeżdżały - z Pszczelin, Wołosatego, Tarnawy Niżnej, Procisnego. Elżbieta Bąk, kierowniczka szkoły, co roku bombardowana jest telefonami z mediów, także tych centralnych, czy szkoła funkcjonuje. Jakby nie było w niej ogrzewania, a maluchy musiały siedzieć w kurtkach i czapkach.

    - Tu ludzie sobie dobrze radzą nawet w największe chłody - zapewnia Jan Mazur, nadleśniczy ze Stuposian. - Moi pracownicy też nie siedzą w cieple z obawy przed mrozem, tylko chodzą po lesie, bo przecież trwa normalna praca. I zwierzętom trzeba dokładać karmę, jak najbardziej różnorodną, bogatą w składniki mineralne. Ona wprawdzie jest przystosowana do niskich temperatur, ale jednak trzeba jej pomóc.

    Kiedyś to były zimy...

    W stuposiańskich domach na razie, odpukać, jest woda, gaz w butli, grzeją kaloryfery. Żadna rura w ziemi nie pękła, komunikacja funkcjonuje, działa sklep.

    - Gorzej by było, gdyby przyszły potężne opady śniegu i odcięły nas od świata - mówi sołtys Świergocka. - Ale to już nie są zimy z lat sześćdziesiątych czy ta z 1978, kiedy zasypało "po uszy" całe Bieszczady i zamknięto szkoły. Później już tak obfitych opadów nie pamiętam, raz tylko lekko zawiało drogę, ale do południa pługi ją przetarły.

    - Eeee, co to za mrozy, co to za śniegi - zamyśla się Witold Augustyn, który w 1963 ugrzązł w baraku pod Stuposianami wraz z robotnikami. - Dopiero po tygodniu mogliśmy się ewakuować do Lutowisk, maszerując za dwoma stalińcami, które z trudem przedzierały się przez półtorametrowe zaspy. Pokonanie niespełna dziesięciu kilometrów z nieustającej zamieci zajęło nam osiem godzin!

    Albo Ludwik Pińczuk, legenda Bieszczadów. Niemal całą zimę z 1963 na 1964 samotnie spędził w piwnicy niewykończonej gajówki w Brzegach Górnych.

    Kiedy skończyły mu się zapasy żywności, przeczołgał się do najbliższych zarośli, wyciął gałęzie, zagotował je w kotle nad ogniskiem i zrobił z nich rakiety śnieżne, na których przeszedł przez Nasiczne do Smolnika i dalej do Lutowisk. Na nogach nie miałby szans - utopiłby się w tej śnieżnej powodzi.

    Więc to były zimy, a nie teraz, nawet jeśli przyjąć, że 25-30 stopni mrozu może uprzykrzyć życie.

    To nie wygwizdów

    Dolina potoku Wołosatego ma to do siebie, że co kilka kilometrów jest inna temperatura. Gdy w Stuposianach kreska na termometrze pokazuje minus 30, w pobliskich Pszczelinach jest o 3-4 stopnie cieplej. Skąd te różnice?

    - Nigdy nie próbowałam dociekać - mówi Janina Świergocka - po prostu tak jest i nikt z mieszkańców nie próbuje doszukiwać się jakiegoś szczególnego mikroklimatu panującego w naszej wsi. Ale fakt, to u nas notuje się zazwyczaj najniższe temperatury w Bieszczadach.

    Mimo to sołtys jest przekonana, że gdyby w pobliżu był wyciąg narciarski, turyści chętnie by przyjeżdżali. W okolicy ładnie jest nie tylko latem, a możliwość sprawdzenia swoich sił w surowych warunkach przynajmniej dla części mieszczuchów mogłaby być ciekawym przeżyciem.

    Jeszcze nie ekstremalnym, choć już z pogranicza. Niebawem będzie w Stuposianach unowocześnione schronisko, powstają dobrze urządzone prywatne kwatery i tylko jeszcze o wyciągu cicho. Jednak w przyszłości - kto wie?

    - Wtedy wioska przestałaby się kojarzyć w Polsce jedynie jako biegun zimna, jakiś totalny wygwizdów - przekonują mieszkańcy.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (14)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (14) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo