Świadkowie historii wpuszczają nas tylnymi drzwiami

    Świadkowie historii wpuszczają nas tylnymi drzwiami

    Rozmawiał Michał Okrzeszowski

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Świadkowie historii wpuszczają nas tylnymi drzwiami

    ©Archiwum prywatne

    Rozmowa z ANNĄ DĄBROWSKĄ ze stowarzyszenia Homo Faber
    Świadkowie historii wpuszczają nas tylnymi drzwiami

    ©Archiwum prywatne

    Anna Dąbrowska - filolożka, absolwentka Szkoły Praw Człowieka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Insytutu Nauk Prawnych PAN. Redaktorka książek o projektach dotyczących Solidarności i stanu wojennego: "wagon.lublin.pl - Dziennik Pokładowy" i "13.12 - rówieśnicy".



    - Przemierzacie polsko-ukraińskie pogranicze, tropiąc historię relacji między ludźmi należącymi do różnych narodowości i wyznań. Czego dokładnie szukacie?
    - Zbierając relacje dotyczące miasteczek opisywanych przez polskiego noblistę Izaaka Baszewisa Singera, byliśmy w Krzeszowie.
    Nawiązaliśmy wtedy współpracę ze szkołą podstawową w Ulanowie. Wspólnie z uczniami nakręciliśmy film "Lemel i Cypa". Był on pretekstem do rozmowy na temat trudnej historii polsko-żydowskiej. Podczas podróży wzdłuż granicy z Ukrainą w 2011 udaliśmy się na południe: od Dołhobyczowa po Birczę. Szukaliśmy tam śladów nieistniejących już miejscowości. Nagrywaliśmy historie i pieśni, tworzyliśmy dokumentację fotograficzną. Obszar ten był areną brutalnej wojny domowej w latach 40. Wysiedlenia do ZSRR i w ramach "Akcji Wisła" na zawsze zmieniły skład etniczny tych terenów. Przyglądamy się tym miejscom ponad 60 lat po ostatnich wysiedleniach - na ile ostatnie, widoczne ślady po ukraińskich sąsiadach są naszym własnym dziedzictwem? Nie chcemy rozstrzygać, która strona była bardziej winna, a która więcej ucierpiała. Nie uzurpujemy sobie też prawa do stworzenia pełnego obrazu tamtej wojny i jej skutków. Interesują nas losy jednostkowe, pojedyncze historie.

    - Czy na Podkarpaciu natrafialiście też na historie mordów dokonanych przez Polaków na ludności żydowskiej?
    - Nie przypominam sobie, co nie znaczy, że ich nie było. Wydaje się, że dużo silniejsza w tym regionie jest pamięć o krwawych walkach polsko-ukraińskich.

    Homo Faber to lubelska organizacja pozarządowa działająca w obszarze praw człowieka. W ramach programu "Wielokulturowość" stowarzyszenie zajmuje się m.in. zbieraniem historii dotyczących relacji między grupami narodowościowymi i religijnymi na polsko-ukraińskim pograniczu etnicznym w latach 30. i 40.



    - Teraz pytanie o drugą stronę. Czy spotykaliście się ze "Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata" również z naszego regionu?
    Owszem. Są jednak dwie ważne kwestie. Często temat Sprawiedliwych pojawia się głównie po to, by nas rozgrzeszać. Wycieramy sobie nimi sumienia, zupełnie nie słuchając tych ludzi. I to jest ta druga sprawa - polscy Sprawiedliwi żyją w strachu, który im nie minął od czasu wojny. Nieraz nie przyznają się nawet rodzinie i znajomym, że otrzymali medal z Instytutu Yad Vashem. Dlaczego? Bo w Polsce uratowanie Żyda nie jest niczym chwalebnym. Poza tym, na wsiach i w małych miasteczkach to często nie Niemcy byli źródłem zagrożenia, ale właśnie sąsiedzi oraz "chłopcy z lasu", o których wyczynach Sprawiedliwi mówią z trwogą. Pokutuje też przekonanie, że gdy ktoś ukrywał Żydów, nieźle się musiał na nich wzbogacić - co przeczy idei medalu i tytułu. Mit "żydowskiego złota", które rzekomo otrzymali za swoje działania Sprawiedliwi, różnie działał na ludzi, popychając ich nawet do zbrodni. Sprawiedliwi są też wyrzutem sumienia - ich działania pokazują, że można było aktywnie przeciwstawić się temu, co robili okupanci, a także ludność polska - mam tu na myśli nie tyle mordowanie, ale zwłaszcza ogromną bierność w czasie Zagłady. Jest jeszcze coś - to Sprawiedliwi opowiadają nam o winach Polaków. Często podczas zbierania relacji padają imiona i nazwiska osób, które dokonały morderstw na ludności żydowskiej.

    - Działalność stowarzyszenia Homo Faber niektórym może wydawać się kontrowersyjna. Czy spotykały was szykany? Czy świadkowie historii bali się z wami rozmawiać?
    - Szykany? Co masz na myśli? W wielu miejscowościach świadkowie wpuszczali nas tylnymi drzwiami, by sąsiedzi nie widzieli, że coś nam opowiadają. Gdy się pyta o konkretnych ludzi, w tym o Sprawiedliwych, trzeba to robić tak, by im nie zaszkodzić. To samo dotyczy pytania o konflikt polsko-ukraiński.
    - Każdy kto zajmuje się ciemną stroną historii, jest atakowany. Jednak i tak radzimy sobie z nią o wiele lepiej niż niektóre inne narody.
    - Od czasu debat toczonych wokół "Sąsiadów", "Nas z Jedwabnego", "Strachu" i "Złotych żniw" sporo się zmieniło w polskiej dyskusji publicznej. Na przykład u naszych wschodnich sąsiadów, również na Litwie czy Łotwie, faktycznie mało się mówi o współuczestnictwie i współodpowiedzialności. U nas jest jednak jeszcze sporo do zrobienia.

    - Jak oceniasz film "Pokłosie", w którym...?
    - Film jest bardzo dobry. Cieszę się, że powstał. Uważam próbę zdyskredytowania go ze względu na fakty historyczne za bezzasadną. To nie jest film dokumentalny ani historyczny.

    - Opowiedz o spotkaniu z najsłynniejszym "polakożercą" Janem Tomaszem Grossem.
    - Zacznijmy od tego, że Gross nie jest "polakożercą". Jest socjologiem, profesorem Wydziału Historii Uniwersytetu Princeton, Polakiem żydowskiego pochodzenia. Spotkałam się z nim kilkakrotnie. Nie jestem historyczką, więc trudno oceniać mi metodologię prac profesora. Ale cenię go za wkład, jaki jego publikacje poczyniły w debacie publicznej na temat historii polsko-żydowskiej.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (7)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (7) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo