Sylwek Cebula miał dziewczynę i dziecko. Kibicował Polsce. Tragedia piłkarza z Tarnobrzega

Łukasz Pado
Łukasz Pado
Sylwek Cebula (na biało-niebiesko) zmarł 12 czerwca w wieku 30 lat Koniczynka Ocice
- Nie wiemy dokładnie, co się stało. Czy to serce? A może coś innego? Nie możemy się otrząsnąć po tym, co się stało - mówi Mariusz Łukawski, trener Koniczynki Ocice. Jego podopieczny Sylwester Cebula zmarł w nocy z soboty na niedzielę, kilka godzin po meczu, w którym zagrał.

- To był bardzo fajny chłopak, w naszym klubie grał od kilku lat. Wszyscy jesteśmy w szoku - Marcin Ordon, prezes Koniczynki Ocice.

Sylwek miał 30 lat, dziewczynę, z którą planował wspólną przyszłość i roczne dziecko. Jeszcze w sobotę wystąpił w meczu swojej drużyny Koniczynki Ocice. Wieczorem wraz z kolegami z drużyny posiedział jeszcze na wspólnym poczęstunku. Nic nie wskazywało, że może stać się coś złego. Tymczasem około godziny po powrocie do domu nagle zasłabł. Wezwano karetkę, ale mimo reanimacji Sylwek zmarł.

- Nie wiemy dokładnie, co się stało. Czy to serce? A może coś innego? Nie możemy się otrząsnąć po tym, co się stało. Chciałem coś chłopakom z zespołu napisać, bo mamy taką wspólną grupę na facebooku, ale nie wiedziałem co - mówi Mariusz Łukawski, trener Koniczynki Ocice.

Piłkarską przygodę Sylwek zaczynał w Iskrze Sobów. Już wtedy spotkał się z obecnym trenerem Koniczynki Mariuszem Łukawskim. Potem grał m.in. we Wspólnocie Serbinów, a następnie w Koniczynce. Międzyczasie jeden sezon występował też w Mokrzyszowie. W Ocicach grał na boku pomocy. Z Koniczynką awansował z klasy B do A, dwa tygodnie temu strzelił gola w meczu z Krzątką. W sobotę wyszedł też w podstawowym składzie na mecz z Sanną Zaklików. Jego zespół, który walczy o utrzymanie, uległ 2:5. Po meczu wraz z kolegami z zespołu i trenerem udał się na mały poczęstunek.

- Dużo mówiliśmy o tym co się stało w meczu Danii z Finlandią. Sylwek bardzo przejął się sprawą Eriksena (piłkarz reprezentacji Danii podczas meczu miał zawał serca - przyp. red. więcej o tym na stronie 4). Śledził wszystko, co pojawiało się o tej sprawie w internecie, co chwilę przekazywał nam jakieś nowe wieści, praktycznie nie rozstawał się z telefonem - mówi trener Łukawski. - Nasz mecz wtedy zszedł na drugi plan, bo rozmawialiśmy o przypadkach, kiedy piłkarze mieli problemy zdrowotne i byli zabierani karetką z boiska. Nawet nie myśleliśmy, że komuś z nas może się coś podobnego stać. Potem kierownik porozwoził nas do domów i do tego momentu było wszystko dobrze. Godzinę później odebrałem telefon, że z Sylwkiem jest kiepsko. Chłopaki pojechali do niego pod blok. Modlili się o niego.

Sylwka uratować się nie udało.

- To był fajny pogodny chłopak. Niedawno, dzięki staraniom naszego prezesa byliśmy na meczu Polska - Rosja, był z nami, kibicował. Było wesoło, mieliśmy fajne miejsce, bo za jedną z bramek i często pokazywali nas w telewizji - dodaje Łukawski. - Współczuję z całego serca jego bliskim. To straszna tragedia.

Tokio Flesz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie