reklama

Szarika i Cywila tresował nasz krajan z Woli Rafałowskiej

Cezary KassakZaktualizowano 
Franciszek Szydełko (z prawej) w towarzystwie czterech pancernych, Lidki, no i - rzecz jasna - psa.
Franciszek Szydełko (z prawej) w towarzystwie czterech pancernych, Lidki, no i - rzecz jasna - psa. archiwum Franciszka Szydełki
Franciszek Szydełko szkolił zwierzęta na potrzeby 153 filmów, nie tylko polskich. Nam opowiada m.in. o tym, jak tresował bohatera serialu "Czterej pancerni i pies" i o związkach z naszym regionem.

Jego najsławniejszy podopieczny to Szarik z serialu "Czterej pancerni i pies". - Psa do tej roli znalazłem po długich poszukiwaniach, służył w komendzie milicji na Żoliborzu i miał za sobą kurs tresury w centrum szkolenia w Sułkowicach pod Warszawą - opowiada Franciszek Szydełko, wieloletni wykładowca wspomnianej szkoły tresury psów służbowych w Sułkowicach.

Szarik, czyli Trymer

Szarik naprawdę wabił się Trymer i był owczarkiem niemieckim. Miał łagodne usposobienie, niskie wskaźniki agresji. Każdy mógł go pogłaskać. Trymer dużo szczekał i nader często się łasił.

- Niektórzy żartowali, że on w zamian za kawałek kiełbasy albo za jakieś słodycze zrobi wszystko, i tak faktycznie było - uśmiecha się Franciszek Szydełko. - Na psa służbowego Trymer się nie nadawał, za to jako pies filmowy był wspaniały, lepszego ze świecą szukać. Gdy przyjeżdżałem na plan, z miejsca wskakiwał na czołg i czekał na zadania aktorskie. Reżyser czasem musiał jego zapał temperować: "Trymer, teraz nie grasz, później tu przyjdź". Praca z tym czworonogiem była samą przyjemnością.

Dublerem Trymera był Atak, z tym że zagrał tylko w jednej scenie - skoczył z piętra palącego się domu. Franciszek Szydełko, który przy serialu o przygodach załogi czołgu "Rudy" 102 pracował dwa i pół roku (pierwszym treserem Trymera-Szarika był sierżant Leonard Sosnowicz), zapamiętał także ujęcie kręcone na Wiśle, za Toruniem. Po obu brzegach rzeki, bardzo w tym miejscu szerokiej, wystawały konary powalonych drzew.

- Reżyser poprosił, aby - w momencie, gdy Trymer będzie przepływał przez Wisłę - pirotechnicy podłożyli materiały wybuchowe, że niby Niemcy bombardują - wspomina Szydełko. - Kiedy trwały te wybuchy, pies nagle zniknął. Na planie panika, wrzaski: "rany boskie, nie ma Trymera!". Zdawało się, że już po nim. Po chwili Tadeusz, mój asystent, stojący po drugiej stronie rzeki, krzyczy: Jest! Jest! Okazało się, że pies zaczepił o gałęzie tych zwalonych drzew. Tadeusz z trudem, ale go wyciągnął. Trymer ciężko oddychał; reżyser Nałęcki przerwał kręcenie do popołudnia, żeby psisko doszło do siebie.

Szarik, który dzisiaj stoi wypchany w sali szkoły w Sułkowicach, w rzeczywistości wcale aż tak wielkich względów swemu filmowemu panu, a więc Jankowi granemu przez Janusza Gajosa, nie okazywał.

- Jeżeli jednak pan Gajos przykazał mu, aby wszedł do włazu czy zaszczekał, pies honorował jego tonację głosu i wykonywał wszystkie polecenia - mówi Szydełko. - Natomiast, jak tylko na chwilę straciłem Trymera z oczu, wiedziałem, że jest gdzieś przy Wiesławie Gołasie. Pies go uwielbiał, czekał, aż ten aktor pojawi się na planie. Pan Wiesław chętnie się z nim bawił, to mu rzucił aport, to go czymś poczęstował.

Z psami od najmłodszych lat

Franciszek Szydełko, rocznik 1925, pochodzi z Woli Rafałowskiej - wsi w powiecie rzeszowskim. W domu było ich pięcioro rodzeństwa: siostra i 4 braci.

- Mama zajmowała się prowadzeniem domu, tata był gajowym u hrabiego Potockiego - wyjaśnia. - Kiedy Potocki i jego świta polowali w lasach, towarzyszyła im zawsze sfora psów. Człowiek patrzył na te psy i nie mógł się nadziwić, że to takie mądre…

Na Woli skończył "powszechniaka", a w Rzeszowie uczęszczał do gimnazjum ślusarsko-mechanicznego. Któregoś dnia, a było to w roku 1944, Niemcy w Rzeszowie zorganizowali łapankę.

Późniejszy "treser psich gwiazd" znalazł się w gronie około 120 schwytanych, przeważnie młodych mężczyzn, których najpierw skoszarowano w jednostce wojskowej przy ul. Lwowskiej, by później wywieźć do obozu pracy w Chyrowie.

Pilnowani przez żołnierzy i gestapo pracowali przy kopaniu umocnień. Tak minęło prawie pół roku. Rankiem zawsze należało zdać meldunek z pobytu, ale pewnego razu nikt z nadzorców nie przyszedł. Okazało się, że Niemców już nie ma - uciekli przed Armią Czerwoną.

- Zorganizowaliśmy się w grupy 5-6-osobowe i ruszyliśmy na piechotę w drogę powrotną. Była to szalenie ryzykowna wyprawa, ukraińskie bandy tylko czyhały na Polaków - opowiada pan Franciszek. - A jak UPA gdzieś wkroczyła, to nawet psów nie oszczędzała. Najwyżej kot mógł uciec, dlatego że nie był przywiązany…

Dziennie pokonywali 10-15 km, wreszcie udało im się dotrzeć do Jarosławia. Tam natrafili na polskie wojsko i punkt mobilizacyjny. Zamierzali wracać do domów, ale chcąc nie chcąc, zostali żołnierzami.

- Mnie wcielono do batalionu obrony przeciwlotniczej - nadmienia Szydełko. - Parę tygodni później nad nasze punkty nadleciały niemieckie samoloty i zrzuciły bomby. Odłamki trafiły mnie tak, że miałem siedem dziur, jelita wyszły mi na wierzch… Przeszedłem gehennę.

Trzy miesiące przebywał w rzeszowskim szpitalu. Rany nie chciały się goić, tym bardziej że brakowało lekarstw. Gdy co nieco wydobrzał, poznał w Rzeszowie st. sierżanta milicji Sarnę, który przed wojną był przewodnikiem psów w szkole w Mostach Wielkich. Sarna miał ślicznego, białego owczarka podhalańskiego.

- Zapytałem sierżanta, czy mógłbym być jego pomocnikiem i opiekować się tym psem. Dostałem przydział do I Batalionu Operacyjnego Milicji Obywatelskiej w Rzeszowie - wspomina. - To karmiłem tego owczarka, to go wymyłem. Po 2-3 tygodniach Sarna woła mnie i mówi: "Słuchaj, skoro jesteś taki chętny do pracy z psami i lubisz zwierzęta, to możemy cię delegować do Słupska na kurs w otwieranej tam szkole przewodników psów". Nie posiadałem się z radości, miałem ochotę sierżanta wycałować.

Dobroduszne podejście do zwierząt

Dostał skierowanie i udał się na dworzec. Sęk w tym, że wtedy kursowały przede wszystkim pociągi wojskowe i towarowe. Przesiadając się kilka razy, korzystając z życzliwości kolejarzy, momentami zasypiając ze zmęczenia na stojąco, po 28 godzinach jazdy dobił do Słupska. W kursie uczestniczyło 80 słuchaczy. Komendantem był chor. Marian Grabski, wywodzący się z Rzeszowa lub z bliskich okolic.

- Chodząca dobroć, tata, a nie oficer, dużo mu zawdzięczam - zaznacza pan Franciszek.

Kurs trwał pięć miesięcy, nasz rozmówca przebył go z psem Tarzanem. Na egzaminie otrzymał ocenę celującą, a że kadry brakowało, komisja zaoferowała mu posadę instruktora.

Początkowo wcale mu się to nie uśmiechało, planował wracać w rodzinne strony. Ale w szkole też wszyscy stanowili jedną wielką rodzinę, przed zwierzchnikami nie zawsze trzeba było stać na baczność. Został więc i pełnił potem funkcje wykładowcy, dowódcy plutonu, szefa kompanii.

W Słupsku poznał swoją późniejszą żonę, tam również urodził się jego syn. Dostał mieszkanie, i to jakie! 180 metrów kwadratowych, 9 pokoi, na drugim piętrze pięknego budynku w centrum Słupska. Do dziś mu się to mieszkanie śni…

Bo w Słupsku się nie zagnieździł. Po paru latach przeniesiono go do Sułkowic, gdzie utworzono Zakład Tresury Psów Służbowych KBW i MO. Franciszek Szydełko objął odpowiedzialne stanowisko inspektora służby psów na całą Polskę. Później był zastępcą dowódcy ośrodka w Sułkowicach, w międzyczasie kończąc też Wyższą Szkołę Piechoty w Rembertowie.

Na kursach prowadził wykłady z techniki tresury i psychologii psów.

- Najważniejsze przymioty, jakie powinny charakteryzować przewodnika, to cierpliwość i wiedza - podkreśla. - Jeśli właściwie podejdzie się do psa, odpowiednio poda ślad, to pies zrobi to, czego człowiek oczekuje, namierzy przestępcę. Ja miałem zawsze jak najbardziej łagodne nastawienie do zwierząt. Nie było mowy o tym, żebym miał je bić. Łagodność, spokój, dobro - tym wszystko można od zwierzęcia uzyskać.

Szkoleniem psów policyjnych i wojskowych parał się do drugiej połowy lat 60. Coraz częściej otrzymywał propozycje przygotowywania zwierząt, nie tylko zresztą psiaków, do scen filmowych i temu zajęciu się oddał. Z czasem stał się bodaj najsłynniejszym polskim treserem.
***
Ciąg dalszy nastąpi.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3