Szczęściarz

    Szczęściarz

    Alina Bosak  

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Józef Sobejko

    Józef Sobejko ©Krystyna Baranowska

    To był przypadek. Spotkał znajomego lekarza w banku. - Kiepsko wyglądasz - usłyszał i dostał skierowanie na badania. W szpitalu wyszukali mały guz i wyleczyli go z raka. - Rzeczywiście, sprzyjało mi szczęście, bo gdyby nie ten lekarz... - kręci głową Józef Sobejko.
    Józef Sobejko

    Józef Sobejko ©Krystyna Baranowska

    On, wojenny weteran, bez tragicznej nuty potrafi wspominać, jak miał zginąć z innymi oficerami w Starobielsku. Podczas kolejnych opowieści często pada z jego ust: "Nie wiem jak to się stało, ale miałem takie szczęście, że..."
    - A więc jest pan po prostu szczęściarzem - wykrzykuje słuchacz.
    - Tak? - dziwi się odkryciu pan Sobejko, ale po chwili kiwa głową. - Gdyby nie sprzyjało mi szczęście, albo bym dziś nie żył, albo klepał biedę na ukraińskiej wsi.

    Krowa za naukę

    Wzór na szczęście opracowany przez brytyjskich uczonych:
    Szczęście = P + (5xE) + (3xH),
    gdzie:
    P (Cechy osobiste) - umiejętność adaptacji, pozytywne podejście do życia oraz elastyczność
    E (Egzystencja) - zdrowie, stabilność finansowa i przyjaźń
    H (Potrzeby wyższego rzędu) - poczucie własnej wartości, oczekiwania, ambicje i poczucie humoru
    Liczby 3 i 5 oznaczają, że potrzeby wyższego rzędu mają 3 razy większy, a czynniki związane z egzystencją 5 razy większy wpływ na szczęście, niż cechy osobiste.



    Urodził się w 1920 roku, we wsi Bruchnal. 40 km od Lwowa. Rodzice byli chłopami.
    - Gospodarstwo nie dawało nic, oprócz ziemniaków i chleba - opowiada. - Żeby się kształcić, potrzeba była gotówka. Co miesiąc 20 zł na czesne i 30 na utrzymanie. Stać na to było tylko urzędnika i bardzo bogatego chłopa. Nauczycielka ze szkoły powszechnej w mojej wsi pchała mnie do gimnazjum w Jaworowie wbrew rodzicom.
    Ona zawiozła go na egzamin. Zdał. Na pierwsze opłaty miał jedno cielę, którym dwór Szeptyckich nagradzał najlepszego ucznia we wsi. Ojciec dał się przekonać. - Nie ma rady, będę sprzedawał pole - powiedział.
    Sobejko skończył VII klasę powszechną. Na tym jego kształcenie mogło się skończyć, ale... miał szczęście. Jako że mocno udzielał się w Związku Strzeleckim, wypatrzył go pewien plutonowy, który doradził, żeby 17-letni Józef napisał podanie do szkoły podoficerskiej dla małoletnich w Śremie. Tam naukę finansowało już państwo. Podań było 6 tys., miejsc - 360.
    - Dostałem bilet wojskowy i pojechałem w świat z walizką pełną gotowanych jaj, masła i sera - śmieje się Sobejko. - Zdałem.
    W przeddzień wybuchu II wojny światowej rocznik Sobejki dostał stopnie kaprala i wkrótce poszedł na wojnę. Kompanię naszego szczęściarza wysłano do Złoczowa. 18 września Sowieci wzięli go do niewoli.

    Uciekłem, zanim mnie zabili

    - Powiedzieli, że zawiozą nas do Lwowa, a potem wypuszczą - wspomina Sobejko. - Pociąg pełen oficerów i podoficerów skręcił jednak nie do Lwowa, ale na wschód. Do Sowietów. To już koniec - pomyśleliśmy.
    Sobejko miał 19 lat, gorącą krew i dwóch kumpli ze szkoły przy boku.
    - Coś mi mówiło, że trzeba uciekać - opowiada Sobejko. - Starsi i młodsi oficerowie siedzieli jak barany. Jeszcze i nam odradzali. Nie śniło się wtedy nikomu, co się stanie w Starobielsku, Kozielsku i Charkowie. Usnąłem.
    Obudził go świt. Pociąg stał we mgle. Zobaczył, że są już przed granicą sowiecką. Żołnierze pozwolili im nabrać wody z pompy dworcowej. Wychodzili wagon za wagonem. Na straży 4 bojców.
    - Przyszła pora na nasz wagon, który jakoś tak szczęśliwie stał na wprost pompy - wspomina Sobejko. - Kiedy braliśmy wodę, padły strzały na końcu składu. Chyba ktoś próbował ucieczki. - Do wagonu! - krzyknęli na nas strażnicy. Zrobiło się zamieszanie. Ja patrzę, a trzy metry ode mnie jest parkan, za nim ogródek i dziura w parkanie. Akurat strażnik był odwrócony plecami, więc ja buch do tej dziury. I wpadłem do ogródka. Dwaj moi koledzy za mną. Zdążyli.
    Nikt nie zauważył ucieczki. Pociąg ruszył do Starobielska.

    Jak na mnie polowali

    NKWD polowało na niego dwa razy. Kiedy wrócił z wojny, koledzy wciągnęli go do podziemnej organizacji. Młody Józef rozprowadzał tajne gazetki. Ktoś na niego doniósł.
    - Miałem szczęście, że coś wiedzieli, ale niedokładnie - mówi Sobejko. - Wymigałem się, choć chłopak, którego przede mną wzięli, nigdy z przesłuchania nie wrócił.
    Drugim razem było gorzej. W 40 roku otarł się o Sybir. Znów ktoś na niego doniósł, że polską propagandę robi, że o Sikorskim opowiada. Ale miał szczęście. Enkawudysta, który miał go aresztować, był kochankiem Żydówki, a ta akurat prowadziła pocztę w tym samym domu, w którym mieszkał Sobejko.
    - Gadałem nieraz z tym człowiekiem - opowiada pan Józef. - Pewnego razu go spotykam. On do mnie: "Ja tobie powiem sekret." Wyciągnął czarny notes i pyta: "Kto to jest Sobejko Josef?" Chciał, żebym go do tego Sobejki zaprowadził, bo miał dyspozycje. Wtedy mu powiedziałem, że to ja jestem Sobejko. Miałem szczęście. Gdybym go okłamał, różnie mogło być. A tak po moim oświadczeniu zgłupiał.
    Głupio od razu aresztować starego znajomego, który odważnie mówi, kim jest. I enkawudysta nie aresztował Józefa. Co więcej, za pośrednictwem Żydówki doradził, jak się ukrywać.

    Szczęście?

    Szczęście - próba definicji
    * Obiektywnie oznacza wyjątkowo sprzyjające wydarzenia, jest równoznaczne z pomyślnością i powodzeniem.
    * W znaczeniu subiektywnym i psychologicznym odnosi się do pozytywnych przeżyć.
    * W znaczeniu filozoficznym stanowi najwyższą sumę dóbr możliwą do osiągnięcia przez człowieka.
    * Współcześnie filozofowie przyjmują definicję Władysława Tatarkiewicza, że szczęście to ?pełne i trwałe zadowolenie z całości życia?



    Historyjki Sobejki o szczęśliwym losie się nie kończą. Opowiada, jak zapodziała mu się kurtka w chacie atakowanej przez banderowców i tylko dzięki temu przeżył. O nauczycielach z Jarosławia, którzy po wojnie przygarnęli zupełnie obcego chłopaka, pchnęli do zrobienia matury i do Krakowa na studia. Pierwszy pracodawca, zupełnie obcy człowiek, chciał, żeby Sobejko miał za co studiować, więc płacił Józefowi przez cały czas pensję. Tylko za to, że ten raz na miesiąc przyjeżdżał do Jarosławia z Krakowa podbić kartę pracownika. I nikt nie dowiedział się, że Sobejko to były AK-owiec.
    Jako pracownik NIK, a nawet przez kilka lat wicedyrektor tej instytucji, wielkiego majątku się nie dorobił. Ale daleki jest od narzekań.
    Dwa lata temu szczęśliwy los znów dał znać o sobie i pomógł mu wygrać z rakiem. Gdyby nie podejrzliwość znajomego lekarza, który dał skierowanie na komplet badań, rak mógł się rozrosnąć do nieuleczalnej postaci. A tak w szpitalu znaleźli maleńkie zgrubienie pod pachą pana Sobejko. Zdążyli wyleczyć.
    - Kiedy tak myślę o szczęśliwych trafach w swoim życiu, dochodzę do wniosku, że wiele zawdzięczam zupełnie obcym ludziom, których spotykałem - mówi po chwili zastanowienia pan Józef. - Udawało mi się podejmować słuszne choć ryzykowne decyzje. Tak jak wtedy, kiedy uciekałem z pociągu. Miałem moment na podjęcie decyzji: Skoczyć, czy wracać do pociągu. Nie wiem, dlaczego skoczyłem...

    Czy mieszkańcy Rzeszowa czują się szczęśliwi?


    Leopold Salach, emeryt:

    - Jestem zdrowy, mam siłę. Czuję się szczęśliwy. Myślę, że za mało ludzi się uśmiecha. Przydałoby się nam więcej życzliwości na codzień.

    Anna i Krzysztof Polak:

    - Oczywiście, że czujemy się szczęśliwi. Jesteśmy zdrowi, nic nam nie dolega. Anna przechodziła dwie operację, więc wiemy, jakie zdrowie ma znaczenie. Czasami brakuje nam pieniędzy, jak wielu innym ludziom, ale trzeba być optymistą. No i bardzo się kochamy.

    Beata Krawczyk, menedżerka:

    -Dla mnie największym szczęściem jest mój syn Michał, kiedy patrzę jak rośnie i się rozwija. Szczęście daje mi rodzina i przyjaciele, do których zawsze mogę zadzwonić. Myślę, że każdy czerpie radość i szczęście na swój sposób, z tego, co jest dla niego najważniejsze. Świat staje się wtedy lepszy, bo ludzie szczęśliwi emanują niesamowitą siłą i energią.

    Cytaty o szczęściu

    * Większość ludzi ma tyle szczęścia, na ile sobie pozwoli (Abraham Lincoln)
    * Szczęście nie jest stacją, do której przyjeżdżasz, ale sposobem podróżowania (M. Runbek)
    * Ze wszystkich dróg prowadzących do osiągnięcia szczęścia w życiu żadna nie jest tak skuteczna, tak owocna i tak słodka, jak przyjaźń (Epikur)
    * Na szczęście nigdy nie jest za późno (Jane Fonda)

    Najszczęśliwsi młodzi i starsi


    Elżbieta Gruca-Bielenda, psycholog:

    - Potrafimy być szczęśliwi. Każdy ma jednak swoją ideę szczęścia i to, co dla jednych jest wyjątkowym szczęściem, dla drugich wcale nie musi nim być. Aby być szczęśliwym, trzeba mieć w życiu coś dużego, co pozwoli cieszyć sią małymi rzeczami. To coś, to jakaś idea, wewnętrzna wartość. Najwięcej szczęśliwych jest wśród ludzi młodych i starszych. Młodzi im mniej mają perspektyw na dobrą pracę, tym bardziej starają się być szczęśliwi wbrew przeciwnościom. Starsi ludzie, jeśli tylko są zdrowi, cieszą się życiem patrząc na nie z perspektywy. Najwięcej problemów z codziennością mają średniacy i im najtrudniej jest czuć się szczęśliwymi. Ja sama jestem wieczną optymistką, nie zdarzyło mi się obudzić bez poczucia, że tego dnia spotka mnie coś miłego. I chociaż zdarzają się chwile zmęczenia, zniechęcenia, czuję się szczęśliwa.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo