Szczęściu trzeba pomóc

Wojciech Malicki, Beata Terczyńska, Małgorzata Froń
Renata Kalita z Rzeszowa ani przez moment nie zwątpiła, że jej synek Mateusz wyjdzie zwycięsko z pojedynku ze śmiertelną chorobą. - Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jakie to szczęście mieć zdrowe dziecko - mówi pani Renata.
Renata Kalita z Rzeszowa ani przez moment nie zwątpiła, że jej synek Mateusz wyjdzie zwycięsko z pojedynku ze śmiertelną chorobą. - Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jakie to szczęście mieć zdrowe dziecko - mówi pani Renata. KRYSTYNA BARANOWSKA
Udostępnij:
Dla Marcelinki Wójciak, Renaty Kality i Michała Giercuszkiewicza był to dobry, szczęśliwy rok. Choć dla każdego z nich szczęście znaczyło coś innego.

Dla rodziny Piotra i Renaty Kality z Rzeszowa rok 2006 zaczął się fatalnie. Na początku lutego 8-letni synek Mateusz zaczął mrużyć i pocierać oczy. Kalitowie pomyśleli, że to "zwykłe" zapalenie spojówek. Zaprowadzili synka do lekarza. Okulistka zbadała dno oka, a następnie zleciła badanie neurologiczne. Diagnoza brzmiała: guz mózgu.

- To był szok - mówi Renata Kalita - Szok i niedowierzanie. Jak to? Czemu akurat mój syn?

Potem sprawy potoczyły się błyskawicznie. Wyjazd do Centrum Zdrowia dziecka w Warszawie i operacja. Trwała sześć godzin.

- Na szczęście, guza udało się usunąć w całości - mówi Piotr Kalita - Był z najmniej złośliwej grupy, więc nie trzeba było stosować leczenia onkologicznego.

Mateusz po przebytej operacji musi być rehabilitowany. I to przez wiele lat. Pierwszy etap rehabilitacji przeszedł na oddziale w Centrum.

- Byłem długo w tym szpitalu - opowiada chłopiec. - Dostawałem listy od moich kolegów z klasy. Codziennie była mama i tato. Odwiedzała mnie też babcia i wujek.

Wujek zaprosił do szpitala Piksela (maskotkę z TVP - przyp. aut. ). On jest z telewizji, a mój wujek go zna. Przyszedł do mnie, ale potem bawił się z wszystkimi dziećmi. I obiecał, że będzie często przychodził do chorych dzieci.

Podczas pobytu w szpitalu, Fundacja TVN "Nie jesteś sam" zwróciła się Kalitów z prośbą, aby Mateusz wystąpił w ich programie przygotowywanym z okazji finału akcji "Odnawiajmy nadzieję". Mateusz chciał, więc się zgodzili.

- Poznałem tam wielu znanych ludzi: Kayah, Marcina Mellera, Tomasza Zubilewicza, Kingę Rusin i Szymona Majewskiego - mówi uradowany chłopiec.

W kwietniu Mateusz wrócił do domu.

- Najpierw rozebrał choinkę, która czekała na niego przez te wszystkie miesiące. Pod koniec listopada zaczął chodzić do szkoły. Na razie spędza w niej tylko 1-2 godziny dziennie.

- Chciałbym już być całkiem zdrowy - mówi Mateusz, a jego mama dodaje: - Człowiek sobie nie zdaje sprawy z tego, jakie to szczęście mieć zdrowe dziecko. Dzisiaj najważniejsze jest to, że Mateusz żyje, że jest szansa na to, że będzie całkiem zdrowy. Mnie nic więcej do szczęścia nie trzeba.

Marcelinka dostała laptopa i internet

Marcelinka Wójciak, 14-latka z Błażowej cierpi na mukowiscydozę. To genetyczna choroba - ciężka i nieuleczalna. Dzielna dziewczynka nieśmiało opowiedziała nam o swoich marzeniach. Największym był przenośny komputer.

Problem w tym, że jej rodziców, którzy sami płacą po ok. 1000 zł za leczenie córki, nie stać było na taki zakup. Na szczęście, któremu trochę pomogliśmy, o jej marzeniu dowiedział się Bogdan Pawłowski, właściciel rzeszowskiej firmy Conres.

- Wzruszyła mnie historia Marceliny. Dziewczynka zmaga się z ciężką chorobą, o której wielu z nas nawet nie słyszało - stwierdził przedsiębiorca i... spełnił marzenie dziewczynki. Kiedy Marcelinka odpakowywała nowiutkiego laptopa, uśmiech nie znikał z jej buzi.

Nie mogła się doczekać, kiedy ze szkoły wróci starszy brat i uruchomi komputer.
Poszliśmy za ciosem i zadzwoniliśmy do Stanisława Kruczka, prezesa Okręgowej Spółdzielni Telefonicznej w Tyczynie.

Zapytaliśmy wprost: - Czy zafunduje nastolatce bezpłatny dostęp do internetu.

- Jeszcze w tym tygodniu Marcelina będzie miała w domu internet. Za darmo - obiecał prezes OST.

Skazany na bluesa

Michał Giercuszkiewicz "Gier" to 52-letni bluesman, ongiś perkusista legendarnej grupy Dżem i najlepszy kumpel Ryśka Riedla, nieżyjącego już wokalisty tej kapeli. Siedem lat temu "Gier" wyprowadził się z wygodnego, przestronnego mieszkania w Katowicach i zamieszkał w Teleśnicy Oszwarowej, w Bieszczadach - w... maleńkiej drewnianej tratwie zacumowanej na Zalewie Solińskim.

- To nie tak, że przed czymś, albo przed kimś uciekałem w tę głuszę. Po prostu w Katowicach nigdy nie miałem na nic czasu. Ciągle ktoś dzwonił, żeby mnie gdzieś wyciągnąć, ciągle się spieszyłem, ciągle byłem niewyspany. A tu cisza i spokój. Mam czas na wszystko - opowiada muzyk.

Na tratwie żyje bez wygód, prądu, centralnego ogrzewania, telewizora... i narkotykowego nałogu, z którym zmagał się przez 25 lat.

Od przeszło dziesięciu lat "Gier" jest czysty, nie bierze i nadrabia stracony czas - niemal co tydzień "gdzieś" w Polsce koncertuje z kolegami - bluesmanami. Zawsze jednak, nawet w 30-stopniowe, mrozy wraca na "Tratwę Blues", jak nazwał swój domek na wodzie. Bo to jego miejsce na ziemi. Tam znalazł spokój, tam jest szczęśliwy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie