Tak się bawią prawdziwi mężczyźni

Jerzy Mielniczuk
Pilot ciężko pracuje, a to kierowca zawsze zbiera większe laury.
Pilot ciężko pracuje, a to kierowca zawsze zbiera większe laury. Fot. Dariusz Delmanowicz
Im więcej dobrych dróg, tym więcej chętnych do jeżdżenia po bezdrożach. Polscy offroaderzy zaczynają sezon w Bojanowie k. Stalowej Woli.
Terenówki w BojanowieKarkolomną trase musieli przemierzyc uczestnicy piątkowo-sobotniego Pucharu Polski "OFF ROAD 2007" w Bojanowie kolo Stalowej Woli.

Terenówki w Bojanowie

Nocą nie widać, gdzie płytkie błoto, a gdzie zdradliwe bagno. Pilot musi wejść wszędzie. Zdecydować, do którego drzewa przypiąć linę wyciągarki. By wyciągnąć z bagna samochód, a nie obalić na niego ciężkie drzewo.

Jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie oglądał się za terenowym UAZem (chyba, że uciekał przed patrolem milicji). Dziś taki postradziecki "gazik", choć pali jak smok, ale "trzyma cenę", bo wjedzie wszędzie. No, prawie wszędzie. A przynajmniej tam, gdzie potrzebuje dotrzeć leśniczy czy myśliwy.

Pasjonaci bezdroży nie mają o nim najlepszego zdania: - Taki sobie radziecki złom, od którego dobre części zarażają się korozją. Na spacer można nim wyjechać, ale na trasę już nie. Chyba że po to, by ją zatarasować.

Zabawki prawdziwych mężczyzn

Off-road - to u nas nowe pojęcie, które robi zawrotną karierę. Kryje się pod nim wszystko, co nie ma nic wspólnego z drogą. By czuć się offroaderem, trzeba mieć pojazd zdolny do pokonywania bezdroży.

Kierowca i pojazd, to jedno; gdyby któryś element zawiódł na odludziu, nieszczęście pewne. Najtańsze pojazdy terenowe to wspomniane "gaziki" z radzieckiego albo rodzimego demobilu. Na początek taki gazik wystarczy, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Gdy łykniemy bakcyla off-roadu, otwiera się przed nami studnia finansowych wydatków.

Najprościej jest kupić jakąś małą terenówkę. Po dodaniu rur wygląda jak prawdziwy samochód na bezdroża. Zrazu jednak przekonamy się, że w warunkach terenowych potrzebna jest wyciągarka, potem druga, przyrządy do nawigacji, inny komplet opon, inny silnik...

Z ładniutkiego, oszklonego samochodu zostaje monstrum bez drzwi, z jedną szybą i kufrem mieszczącym tylko koło zapasowe i siekierę. Żona, która "nie czuje bluesa", postuka się w czoło, ale kumple poklepią po ramieniu. Było nie było, awansowaliśmy do elitarnego grona offroaderów. Przed nami Dakar, Bieługa, Chorwacja...

...i woda jak na Camel Trophy.
...i woda jak na Camel Trophy. Fot. Jerzy Mielniczuk

W Bojanowie piachy jak na rajdzie Dakar... (fot. Fot. Jerzy Mielniczuk)Nie wypadliśmy sroce

Kluby offroadowe, szkoły jazdy terenowej, czy towarzystwa podróżnicze organizujące wyprawy w nieznane, rosną jak grzyby po deszczu. W naszym regionie najbardziej znanym jest Stowarzyszenie Samochodów Terenowych 4x4 w Mielcu. Mieleccy offroaderzy mają nawet swój tor do prób terenowych i biorą udział we wszystkich ważniejszych rajdach w kraju.

Dzielnie trzymają się też koła w Jaśle, Przeworsku i Ropczycach. Najważniejszą jak dotąd imprezą off-roadową, są pucharowe jazdy wokół Bojanowa k. Stalowej Woli. A przecież w Stalowej Woli nie ma żadnego koła łączącego offroaderów. Ba, można zaryzykować stwierdzenie, że z kilkoma wyjątkami, nie ma tu prawdziwych offroaderów...

Dakar pod Stalową

Jednym z chwalebnych wyjątków, jest Andrzej Makaran, podróżnik, który wchodzi i wjeżdża na niedostępne góry. On to kilka lat temu sprowadził do Stalowej Woli kilkunastu offroaderów, wysoko notowanych w krajowych rankingach. Zwrócił uwagę na wojskowy poligon, który oplata podstalowowolski Bojanów.

Hektary wręcz "dakarowskich" piachów, łączone bagnami strumieni przecinających Puszczę Sandomierską. To swoista miniatura wszystkiego, co można spotkać na zagranicznych renomowanych rajdach. A do tego, albo przede wszystkim, przychylność gospodarzy. Tu nie ma też pikiet ekologów, bo samochody jeżdżą po szlakach przetartych przez czołgi. Nic dziwnego, że Bojanów otwiera pucharowy sezon off-road.

[obrazek3] ...i woda jak na Camel Trophy. (fot. Fot. Jerzy Mielniczuk)Jest się gdzie utopić

- Ciekawa trasa rajdu - wychwala Dariusz Luberda, najbardziej utytułowany polski offroader, m.in. ubiegłoroczny zwycięzca Croatia Trophy, uznawanego za nieoficjalny Puchar Europy. - Dużo stromizn, zjazdów, podjazdów, trawersów i głębokiej na polskie warunki wody. Doliczając do tego bagna, jest się gdzie namęczyć, a nawet zgubić, czy utopić.

Pojazdy w rajdach off-roadowych jeżdżą w dwóch, trzech klasach. Najtrudniejsza jest klasa Extreme. Szerokie opony, podwójne wyciągarki, silniki po 200 i więcej koni. Dla takich pojazdów nie ma miejsc niedostępnych.

Kierowca i pilot muszą się doskonale rozumieć, bo wystarczy chwila nieuwagi, by samochód utonął w bagnie, albo stoczył się ze wzgórza. Podczas rajdu adrenalinę czuje nie tylko załoga; udziela się ona kibicom, którzy koczują, na co ciekawszych odcinkach.

Szczególnie urokliwe są próby nocne. Najpierw z daleka widać ciągnącą po bezdrożach karawanę oświetlonych aut, a potem już tylko indywidualna walka z żywiołem.

Co roku trasa jest trudniejsza, bo z roku na rok więcej nowinek technicznych, które pomagają kierowcy przechytrzyć przyrodę. Zawsze najbardziej liczy się doświadczenie i dlatego ci, którzy poważnie traktują offroadową przygodę, starają się brać udział w większości rajdów. Gdy rozjeżdżą wszystkie polskie bagna, wybierają się do Chorwacji albo na Bieluga Expedition. Naklejka z takiego rajdu na samochodzie znaczy tyle samo, co znaczek na piersi komandosa za udział w kampanii w Zatoce Perskiej.

Nasi prowadzą w Adventure

Ekstremistów zostawmy jednak na boku. Takich prawdziwych jest w Polsce niewielu. Co tu dużo mówić, w samochód trzeba włożyć powyżej 300 tysięcy, a i tak nie ma gwarancji, że nie rozleci się na pierwszym podejściu. Choć Bojanowowi do Croatia Trophy daleko, to i tu faworyci zjeżdżali z trasy na lawecie.

Mniej wymagające i zdecydowanie powszechniejsze są klasy Adventure i Travel. Ostatnia jest dla samochodów produkowanych seryjnie. Adventure to coś pośredniego między Extreme i Travel. W niej dzielnie sobie radzi rzeszowska załoga Marian Beściak i Paweł Więcek. W Bojanowie nie mieli sobie równych. Oby tak dalej w dwóch kolejnych etapach Pucharu Polski, a wtedy inne regiony będą z zazdrością patrzeć na Podkarpacie. Tym bardziej, że we wrześniu w okolicach Brzozowa może odbyć się trzeci etap Pucharu Polski Off-Road 2007.

Szlachetny, jak offroader

Samochody terenowe sprzedają się u nas tak, jak kiedyś małe fiaty. Każdy, kto usiądzie za kierownicą lśniącego nissana, toyoty, jeepa czy suzuki, czuje się od razu offroaderem. Niewielu jednak wie, że istnieje cos w rodzaju offroadowego kodeksu etycznego.

Pierwszą jego zasadą, jest dobre współżycie z przyrodą, mieszkańcami, turystami czy fanami innych sportów outdoorowych. Wandalizm i chamstwo są obce offroaderowi. On dba o własny samochód, nie zanieczyszcza środowiska; nie śmieci, nie jeździ na skróty i nigdy nie pije za kółkiem, choć przecież w lesie na policję nie trafi. Ogólnie postępuje tak, by z czystym sumieniem mógł wrócić kiedyś w to samo miejsce.

Ostatnio pojawiła się skrócona wersja tegoż kodeksu. Mówi ona, że offroader jeździ tak, by zawsze dojechać do celu, a nigdy do warsztatu, szpitala czy aresztu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie