Ten rozejm jest jedynie zamrożeniem konfliktu na Ukrainie, a...

    Ten rozejm jest jedynie zamrożeniem konfliktu na Ukrainie, a nie zakończeniem

    Norbert Ziętal

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Andrzej Zapałowski.

    Andrzej Zapałowski. ©Norbert Ziętal

    Rozmowa z dr. Andrzejem Zapałowskim, wykładowcą akademickim, byłym europosłem.
    Andrzej Zapałowski.

    Andrzej Zapałowski. ©Norbert Ziętal

    - Co oznacza porozumienie podpisane w sprawie konfliktu na Ukrainie?

    - Z jednej strony jest korzystne dla państw Europy Zachodniej. Możliwe stanie się przejście do łagodniejszych sankcji gospodarczych wobec Rosji. W ub.r. z ich powodu państwa Unii Europejskiej straciły 25 mld euro, to bardzo poważna sprawa. To ważne także z innego powodu. W Wielkiej Brytanii rośnie popularność prawicowej, niechętnej UE, Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, która wprost mówi, że prezydent Rosji Putin ma rację.
    Podobnie jest we Francji, gdzie na popularności zyskuje Front Narodowy Marine Le Pen. Przeciąganie konfliktu umocni te partie, a za niedługo w tych państwach odbędą się wybory. Dalsze trwanie tego konfliktu może spowodować, że państwa NATO będą dostarczać broń na Ukrainę, a to będzie oznaczać, że NATO stanie się stroną konfliktu. Tego obawiają się USA. Niezrozumiałe jest to, że podpisuje się porozumienie, a rozejm ma wejść w życie po trzech dniach. Czyli, że przez trzy dni nadal można się nawzajem bombardować, walczyć, zabijać. To porozumienie to zamrożenie konfliktu, a nie jego zakończenie.

    - Jak porozumienie wygląda od strony rosyjskiej. Niektórzy twierdzą, że to Putin jest wygranym?

    - Rosja na arenie międzynarodowej mogła się pokazać nie jako agresor, lecz państwo, które dba o rosyjskojęzyczną ludność Ukrainy. Jest nieco prawdy w głosach, że to Putin jest wygranym. Zauważmy, że nikt nie wspomina już o Krymie. Myślę, że jego status będzie podobny do Tajwanu. Krym nie będzie częścią Rosji, ale będzie funkcjonował w sferze gospodarczej. Nieformalnie będzie uznawany za część Rosji. Tutaj Putin jest zwycięzcą.

    - Czy przypadek Ukrainy nie spowoduje, że Rosja zainteresuje się innymi państwami, np. bałtyckimi?

    - W przypadku Litwy, Łotwy i Estonii sprawa jest inna niż wobec Ukrainy. Te państwa są w NATO. Jedynie na Łotwie, gdzie ludność rosyjska stanowi dość dużą część, może dojść do przyznania autonomii politycznej np. w przygranicznym regionie. Są jednak tereny dużo bardziej zagrożone konfliktem. Chodzi mi o Gagauzję i Naddniestrze w Mołdawii. Jest tam sporo ludności rosyjskiej lub prorosyjskiej. Także Besarabia. Tutaj może dojść do konfliktu.

    - Co te wydarzenia, a zwłaszcza zawarte porozumienie oznaczają dla Polski?

    - Niepokojące jest to, że Polska została odsunięta od porozumienia. Nie wykorzystujemy szans, aby się utożsamiać ze stanowiskiem Niemiec i Francji, ale coraz bardziej stajemy się stroną konfliktu. Wspieramy wyraźnie konfrontacyjną politykę prezydenta Ukrainy Poroszenki. Tymczasem wszyscy nasi sąsiedzi, z wyjątkiem Litwy, mówią innym głosem. Musimy pamiętać, że kiedyś ten konflikt się skończy i trzeba będzie zacząć normalnie współpracować, handlować.

    - Czy będzie to trwały rozejm?

    - Na jakiś czas walki osłabną, bo rozejmu potrzebują obie strony. Ukraińska armia jest w kompletnej rozsypce. Ludzie masowo unikają mobilizacji. Oddziały wojskowe nie są skoordynowane, nie są w stanie prowadzić działań wojennych. Dla separatystów to będzie również możliwość złapania oddechu. W rejonie donieckim i ługańskim zgłaszają się do nich tysiące ochotników. Jeżeli nie będzie autonomii dla regionu Donbasu, to na wiosnę konflikt znowu rozgorzeje.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo