Tomasz Mackiewicz "Czapkins". Zdobyć Nanga Parbat zimą

Dorota KowalskaZaktualizowano 

Wideo

Źródło: TVN

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
[UWAGA! MATERIAŁ ARCHIWALNY Z MARCA 2014 ROKU] Tomasz Mackiewicz znany jest z tego, że łatwo nie odpuszcza. Jedni mówią: "Facet z pasją", inni: "Wariat". Do Nanga Parbat podejście robił wielokrotnie, nie raz ryzykując zdrowiem i życiem.

Czapkins, czyli Tomasz Mackiewicz, łatwo się nie poddaje. Chciał siedzieć na Nanga Parbat do 21 marca i czekać na okno pogodowe. Ale w sobotę dwaj uczestnicy wyprawy Paweł Dunaj i Michał Obrycki zostali porwani przez lawinę i poturbowani. Na szczęście skończyło się tylko na złamaniach, z bazy zabierze ich helikopter. Dunaj i Obrycki mieli przetrzeć drogę do obozu I, ewentualnie znieść w dół sprzęt. W tej sytuacji pozostali uczestnicy wyprawy zapewne zaczną zwijać obozy.

A Mackiewicz znany jest z tego, że łatwo nie odpuszcza. Jedni mówią: "Facet z pasją", inni: "Wariat". Do Nanga Parbat podejście robi czwarty raz i pewne jest, że nie brakuje mu determinacji. Nanga Parbat i K2 to jedyne ośmiotysięczniki niezdobyte do tej pory zimą. Szczęścia próbowało już wielu: na Nanga Parbat wchodził Krzysztof Wielicki, Denis Urubko i Simone Moro, czyli według wielu najlepsza obecnie para himalaistów na świecie. Musieli dać za wygraną. Zimą 1976 r. w górę szedł Zbigniew Trzmiel i Krzysztof Pankiewicz, wyprawą kierował wtedy Andrzej Zawada. Do szczytu zabrakło Polakom 300 metrów. Przeżyli tę wspinaczkę cudem, do domu wrócili z groźnymi odmrożeniami.

ZOBACZ TEŻ | Tomasz Mackiewicz o wyprawach na Nanga Parbat: Góry były kontynuacją stanu, którego człowiek doświadcza po narkotykach

Źródło:
TVN

W 2010 r. na Nangę pojechali Tomasz Mackiewicz i Marek Klonowski. Dwóch młodych facetów, o których niewielu wtedy słyszało. Obaj nie należeli do elity alpinistycznego światka, ot, dwóch zapaleńców, którzy pokochali góry. "Myślałem o Pamirze, Tienszanie. O Piku Pobiedy, o Khan Tengri zimą. Ale Marek mówił, żeby od razu w Himalaje, bo generalnie, co nam szkodzi? Ja myślałem o Gasherbrumach, Broad Peak, bo wtedy jeszcze nie były zdobyte zimą. Później okazało się, że tam jest skomplikowany dojazd, długi treking, trzeba porterów opłacić, żeby przenieśli sprzęt. Nie było nas na to stać. Nanga była najtańsza jeśli chodzi o dojazd" - opowiadał potem Mackiewicz Dominikowi Szczepańskiemu z portalu Sport.pl. Ot, po prostu. Szczepański zapytał: "Dlaczego zima?". I tym razem odpowiedź była bardzo prozaiczna. "Wszystko wskazywało, że to dobry plan. Pracuję przy masztach. Zimą sezon jest dla mnie martwy. To jedyny moment, kiedy mogę się wyrwać. Pozwolenie w zimie kosztuje trzysta euro za dwie osoby. Dla nas był to szok, bo w lecie płaci się dziesięć tysięcy dolarów. Nie stać nas". - tłumaczył Mackiewicz. I opowiadał, jak to rok później, bo zimą 2011/2012, też przyjechał w to miejsce, wchodząc na Nange spotkał po drodze Simone'a Moro i Denisa Urubkę. Patrzyli na niego jakoś tak dziwnie. Pewnie myśleli, że jest szaleńcem, który chce popełnić samobójstwo. Tej zimy do zdobycia szczytu było naprawdę blisko. "Spędziłem w norze śnieżnej cztery noce. Później poszedłem do góry. Pobłądziłem, ale w końcu trafiłem na dobrą ścieżkę. Szczyt był na wyciągnięcie ręki, pewnie bym się do niego doczłapał. Ale zgubiłem telefon, ludzie się martwili o mnie. Poza tym nie wiem, czy bym stamtąd wrócił" - opowiadał potem Tomasz Mackiewicz. I tak doszedł wysoko na 7400 metrów, w każdym razie nikt nie wszedł wyżej od 18 lat.

Czapkins to zapaleniec, zaczynał od wspinaczki sportowej i boulderingu. W 2008 r. razem właśnie z Markiem Klonowskim strawersowali najwyższy szczyt Kanady - Mount Logan. Potem zaczął jeździć na Nangę. Jest trochę takim samotnym wilkiem, dziwakiem wśród alpinistów. Bez wielkich funduszy i sponsorów. Wielu patrzy na niego i kręci z niedowierzaniem głową. Razem z Klonowskim jeżdżą na wyprawy za własne pieniądze, sami noszą dziesiątki kilogramów sprzętu, który potem często rozdają w himalajskich wioskach. Pewnego razu Mackiewicz wysiadł z samolotu na Okęciu w samym T-shircie, bo sprzedał cały sprzęt, by zapłacić za powrót.

W tym roku Mackiewicz znowu spotkał się pod Nangą z Simonem Moro. 26 lutego na facebookowej stronie Moro pojawił się taki wpis: "Za półtorej godziny ruszamy. Spróbujemy sprawdzić, czy mamy szczęście i czy jesteśmy w stanie dotrzeć wysoko, może aż do wierzchołka… Zależy to od wielu czynników. To będzie nasza ostatnia próba tej zimy, która prawie już przeminęła. Potem wrócimy do domu gotowi do wielu bliskich już nowych projektów".

Koniec końców Moro zrezygnował z ataku szczytowego. Wyprawa "North Face" w składzie Simone Moro, David Göttler i Emilio Previtali zaczęła pakowanie. Zeszli w dół. Moro miał ponoć problemy żołądkowe, wymiotował. Ale włosko-niemiecka wyprawa zostawiła Polakom sporo świetnej żywności. Więc humory naszych alpinistów mocno się poprawiły. Co będzie, jeśli pogoda się nie poprawi? Mackiewicz będzie umiał się wycofać? Odpuścić?

Rok temu Czapkinsowi zadał takie pytanie Dominik Szczepański, Mackiewicz tak mu odpowiedział: "Trzy poprzednie lata pokazały, że potrafimy. Zawsze jest jakieś minimalne ciśnienie. Ale w granicach zdrowego rozsądku. Popatrz, jak mógłbym już teraz oszaleć. Może bym doszedł na ten szczyt, ale mnie nie porwało. To dobry znak". I tłumaczył, czemu w ogóle się wspina: "Jest w tym wysiłku coś fajnego, w tym oddaleniu. Jakbym na misję leciał. Łapię dystans do tego, co się tu dzieje. W górach mam poczucie działania, walki. Ale to tylko słowa, przyziemne. Uczucia nie da się wyrazić słowami".

Kiedyś dziennikarze zapytali Simona Moro, czemu wspina się zimą. Bo to często jak balansowanie nad przepaścią. Ogromne ryzyko. "Odpowiem pytaniem i chciałbym, by każdy spróbował na nie odpowiedzieć. Dlaczego kochasz? Nie ma jedynej właściwej odpowiedzi na to pytanie. Często kochamy coś, co inni uważają za niewłaściwe, ale my wciąż to kochamy. Tak samo jest z alpinizmem. Pragnienie poznawania i przygody trudno wytłumaczyć, jest jednak częścią naszego DNA. Jeśli Kolumb nie wierzyłby w możliwość poznania mórz i oceanów, nigdy nie odkryłby Ameryki. Nie możemy oczekiwać, że wszyscy będą siedzieć w domu i robić tylko to, co jest wygodne i racjonalne. Zabilibyśmy człowieka i jego duszę. Uczestniczyłem w 12 wyprawach zimowych, nie tylko na ośmiotysięczniki, i wciąż mam ochotę poznawać. Jeśli moje wyprawy mogłyby kogoś zainspirować do pragnienia poznawania - to znaczy, że nie robię tego na próżno. Ktoś musi poczuć inspirację do zgłębiania medycyny, nauki, technologii, i w ten sposób zmienia świat. Marzenie i sprawianie, że się marzy - daje życie" - tak Moro to widzi. A swoją drogą, pięknie powiedziane.

Polaków wspinanie zimą fascynuje od zawsze, w każdym razie mamy w tej dziedzinie piękną kartę.

Na dziesięć spośród 14 ośmiotysięczników zimą jako pierwsi wspięli się właśnie Polacy. Pionierem polskiego himalaizmu zimowego był jeszcze w latach osiemdziesiątych Andrzej Zawada, ten sam, który w 1976 r. kierował wyprawą na Nanga Parbat. Szefem programu Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015 został Artur Hajzer, to on tak naprawdę reaktywował ten program.

Piątego marca minął rok od pierwszego zimowego wejścia na Broad Peak. Na szczycie stanęła czwórka polskich alpinistów: Adam Bielecki i Artur Małek, Tomasz Kowalski, i nestor polskiego himalaizmu, zakopiańczyk Maciej Berbeka. Sukces przerodził się jednak w dramat, o którym media pisały przez kilka kolejnych tygodni. Himalaiści podczas ataku na szczyt rozdzieli się. Bielecki z Małkiem szczęśliwie zeszli w dół, ale Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski zostali, nie zdążyli zejść ze szczytu do bazy przed zapadnięciem zmierzchu. Obaj zginęli na Broad Peak.

Tych, którym się udało, czyli Bieleckiego i Małka, oskarżano o brak empatii, padały stwierdzenia o zerwaniu "partnerstwa liny". Nie pomógł raport Polskiego Związku Alpinizmu, w którym zarzucono Bieleckiemu rozbicie integralności zespołu i źle oceniono opuszczenie nazajutrz po ataku obozu IV.

Ale tak Bieleckiego, jak i Małka bronił m.in. Krzysztof Wielicki czy Aleksander Lwow, redaktor branżowego pisma "Góry i alpinizm". Wspomniany już wcześniej Denis Urubko bez chwili wahania stwierdził publicznie, że poszedłby w góry z Bieleckim. I idzie. Wiosną obaj himalaiści mają się wspinać się na trzeci szczyt świata - Kanczendzongę. Jeśli go zdobędą, dla Bieleckiego będzie to już piąty ośmiotysięcznik. W góry rusza również Artur Małek. Cel? Najgroźniejsza góra świata - K2.

Ale wyprawa na Broak Peak postawiła pod znakiem zapytania przyszłość programu Polskiego Himalaizmu Zimowego. Artur Hajzer, zaraz po tym jak doszło do tragedii, mówił tak o Broad Peak: "To jest polska góra od bardzo dawna, nie tylko za sprawą tych wypraw zimowych. Pierwsza kobieta, która weszła na tę górę, była Polką. Pierwsze wejście w historii na ośmiotysięcznik w ciągu jednego dnia było właśnie na Broad Peak i tego wejścia w 16 godzin dokonał Krzysztof Wielicki. Mamy tam piękną, polską drogę, trawers wszystkich wierzchołków Broad Peak, w pięknym alpejskim stylu, wykonany przez Jurka Kukuczkę i Wojtka Kurtykę. Pierwsza polska wyprawa na ośmiotysięcznik to była w 1975 r. wrocławska wyprawa właśnie na Broad Peak. Polacy dokonali wtedy pierwszego wejścia w historii na środkowy wierzchołek Broad Peak. W czasie zejścia zginęło niestety trzech naszych kolegów. Leżą gdzieś w lodach tej przełęczy, gdzie pozostał też Tomek Kowalski... Mamy mnóstwo wspólnego z Broad Peak i niewątpliwie możemy nazwać go polską górą".

Ale ubiegły rok przyniósł więcej ofiar. Podczas kolejnej, trwającej od czerwca 2013, wyprawy na Gaszerbrum I nie kto inny, a Artur Hajzer, wycofując się z obozu III do II, odpadł od jednej ze ścian Kuluaru Japońskiego i spadł około 500 metrów w dół. Towarzyszący himalaiście Marcin Kaczkan widział spadającego Hajzera, odnalazł i zidentyfikował jego ciało.

Pech? Fatum? Na pewno tragiczny zbieg okoliczności. Ale historia polskiego himalaizmu, czy ktoś tego chce, czy nie, musi toczyć się dalej. Nowym szefem projektu "Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015" został Janusz Majer, przyjaciel Hajzera i partner w biznesie. "Nie chciałbym, by był to tylko program im. Artura Hajzera, skupiający się wokół organizacji zimowych wypraw na ośmiotysięczniki. Zależy mi na tym, żebyśmy finansowali też małe wyprawy, które będą działać w stylu alpejskim na trudnych technicznie drogach. Na początku na siedmiotysięcznikach. Druga sprawa to wspieranie wypraw kobiecych na ośmiotysięczniki" - mówił podczas debaty na temat przyszłości polskiego himalaizmu zimowego na 11. Krakowskim Festiwalu Górskim.

Tylko po co ryzykować i wspinać się na ośmiotysięczniki zimą? - zapytają niektórzy. Janusz Onyszkiewicz, polityk, himalaista, tłumaczył to kiedyś w mediach tak: "Zapytano himalaistę George'a Mallory'ego: Dlaczego wchodzisz na Mount Everest? Bo jest, odpowiedział. To wyzwanie surowe i trudne. Jak go nie podjąć? Dlaczego ludzie budują wysokie budynki i wieże? Pcha ich ta sama siła. Wyczynowe wspinanie bywa niebezpieczne i dlatego jest to sport tak elitarny. Ale himalaiści nie są samobójcami, zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa i ze swoich umiejętności. Trzeba po prostu mierzyć siły na zamiary. Przestałem się wspinać wyczynowo, kiedy zaangażowałem się w opozycję, w Solidarność, ale to nigdy ze mnie nie wyszło. Wybieram łatwiejsze trasy, ale wciąż mnie ciągnie. Bo wspinanie jest też jak narkotyk".

Pewnie tak. Wciąga. I trudno wyjść z tego nałogu. Tomasz Mackiewicz zapewne znów pojedzie na Nanga Parbat. Nikt mu nie każe. Nikt mu nie dał na tę wyprawę pieniędzy. Od kilku lat spełnia swoje marzenie o tym niezdobytym zimą szczycie. I pewnie, gdyby go zapytać: "Dlaczego", pomijając już kwestie niższych kosztów wyprawy, odpowiedziałby, jak to on: "A dlaczego nie?".

Materiał oryginalny: Tomasz Mackiewicz "Czapkins". Zdobyć Nanga Parbat zimą - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3