Tomasz Szeleszczuk, wójt gminy Żurawica pokonał koronawirusa: Dopóki pewne rzeczy nie dotyczą nas bezpośrednio, trudno jest nam uwierzyć

Łukasz Solski
Łukasz Solski
Tomasz Szeleszczuk.
Tomasz Szeleszczuk. fot. Łukasz Solski
- Dzisiaj ludzie nie lubią się poddawać różnym ograniczeniom, bo za bardzo uwierzyli w swoją wszechmoc i potęgę ludzkiego umysłu i nauki. Ci, którzy nawołują do palenia maseczek, ostentacyjnego ich zdejmowania czy nawet wyszydzania samej idei, nie rozumieją, jaką szkodę mogą wyrządzić swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem - mówi wójt gminy Żurawica pod Przemyślem Tomasz Szeleszczuk, który pokonał koronawirusa.

Jak dowiedział się wójt o zakażeniu?

O podejrzeniu zakażeniem dowiedziałem się na podstawie własnej "samoobserwacji". Informacje publikowane na stronach rządowych, dotyczące objawów zakażeniem, stały się podstawą do wstępnej, amatorskiej diagnozy. Oprócz objawów grypowych - ból głowy i ogólne osłabienie - pojawiły się "konstytutywne" objawy, tj. utrata powonienia i smaku. Test zrobiłem sobie na podstawie ww. objawów. A grupa ryzyka – to pojęcie bardzo ogólne. Myślę, że większe ryzyko jest dla pracowników sklepów, szpitali, kierowców komunikacji miejskiej.

Czy wcześniej bardzo się pan przejmował restrykcjami, stosował do dezynfekcji?

Restrykcje zostały opracowane w celu ochrony obywateli przed skutkami zakażenia wirusem. Do tych zapisów stosowałem się na tyle, na ile pozwalały okoliczności, zawsze jednak starając się szanować zdrowie ludzi, z którymi się spotykałem. Dezynfekcja, jako ta najbardziej pospolita i jednocześnie najmniej uciążliwa forma, to był podstawowy element ochrony przed zakażeniem.

Jaki był przebieg choroby, objawy, czy wszystko minęło, czy z czymś się jeszcze pan boryka?

U mnie ta choroba miała naprawdę bardzo łagodny przebieg. Przez ok. 3 dni faktycznie byłem "pozbawiony" zmysłów zapachu i smaku. Ale już na czwarty dzień zaczęły one stopniowo wracać. Nie jest to jeszcze pełna zdolność zmysłowa – oceniam ją na ok. 70 proc. tej zdolności, którą miałem przed pozytywnym wynikiem testu. Nie miałem praktycznie gorączki – jeden raz temperatura była na poziomie 37,4.

Czy w najbliższej rodzinie ktoś jeszcze chorował?

Choroba dotknęła tylko mnie. Póki co, pozostali domownicy nie wykazują żadnych objawów. Być może jest to zasługa ścisłej izolacji, czyli naprawdę potraktowania tej sprawy z całą należytą powagą. Z informacji, które posiadam, żadna z osób, z którymi się spotykałem i stykałem w ostatnich dniach, nie miała i nie ma żadnych objawów zakażenia.

Jak długo pan chorował?

Choroba trwała 3 dni – tyle ile trwały kluczowe objawy dla zakażenia, tj. utrata węchu i smaku. Zgodnie z wytycznymi, po ustaniu tych objawów, i po kontakcie z lekarzem POZ, nie było potrzeby wykonania kolejnych testów. Nie chcąc jednak narażać nikogo z otoczenia, zwłaszcza koleżanek i kolegów z pracy, wykorzystuję teraz zaległy urlop. Chociaż mój okres izolacji skończył się 3 października.

Czy robił pan badania po wyzdrowieniu - niektórzy po Covidzie mają problemy ze słuchem, układem oddechowym.

Badań jeszcze nie robiłem, ale mam skierowanie do poradni pulmonologicznej. Zrobię te badania za ok. 3-4 tygodnie, żeby się przekonać o skutkach tej choroby i ewentualnych powikłaniach. Mogę jedynie potwierdzić, że jakieś zmiany w płucach odczuwam. Ale szczegóły potwierdzą dopiero badania. Myślę, że ten czas 3-4 tygodnie będzie właściwym do oceny skutków działania wirusa.

Jaki jest teraz pana stosunek do pandemii i czy różni się od tego sprzed zachorowania, czy bardziej restrykcyjnie przestrzega pan teraz zasad sanitarnych?

Z pewnością takie doświadczenie pozwala na szerszą i głębszą ocenę samej choroby oraz skutków działania wirusa. Dopóki pewne rzeczy nie dotyczą nas bezpośrednio, trudno jest nam uwierzyć w ich istnienie. Choroba nie tylko uczy pewnej pokory, ale przede wszystkim odpowiedzialności za osoby, z którymi się stykamy na co dzień. Najbardziej obawiałem się nie tyle samej choroby, co tego, że mogłem stać się przyczyną zachorowania dla osób, które miały ze mną jakiś kontakt. I właśnie w poczuciu tej odpowiedzialności z większym zaangażowaniem starałem się te wszystkie procedury związane z izolacją i dezynfekcją przestrzegać.

Czy w urzędzie gminy bądź w gminie, z powodu własnych doświadczeń wprowadził pan jakieś dodatkowe obostrzenia, restrykcje?

Nic chyba nie działa tak, jak "przykład". Verba docent, exempla trahunt. Pracownicy, którzy znaleźli się w bezpośredniej strefie rażenia, sami zaczęli stosować się do tych obostrzeń, które są powszechnie znane, jednak traktowane z pewną nonszalancją. Gdy to zagrożenia stało się naprawdę bliskie, rozwiało wszelkie wątpliwości dotyczące zasadności stosowania rozmaitych wytycznych.

Co pan wójt myśli o ruchach "antycovidowych".

Zupełnie ich nie rozumiem. Ani tych ruchów ani ich liderów. W internecie publikowane są różne materiały, informacje, tworzą się grupy różnej maści "aktywistów", którzy wietrzą teorie spiskowe. Jak wspomniałem wcześniej, ten wirus uczy przede wszystkim odpowiedzialności za drugiego człowieka. Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale nie sama choroba, tylko zdolność jej transmisji do innych osób, to największa obawa. Ci, którzy nawołują do palenia maseczek, ostentacyjnego ich zdejmowania czy nawet wyszydzania samej idei, nie rozumieją, jaką szkodę mogą wyrządzić swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem. To tylko i aż maseczka. Może ona nie chroni tak, jak skafander czy jakieś specjalistyczne środki zabezpieczające, ale zawsze warto podjąć jakieś działanie, żeby uchronić chociaż jedną osobę. Apeluję do tych wszystkich ludzi o odrobinę odpowiedzialności. To nie jest takie ograniczenie, z którym nie da się żyć, ale może warto powstrzymać się od prezentowania takich treści, które próbują podważyć zasadność noszenia maseczek. Może chociaż tyle warto zrobić. Zamilknąć, jeżeli nie ma się nic mądrego do powiedzenia.

Jak pana zdaniem będą wyglądały kolejne miesiące pandemii w Polsce? Czy boi się pan czegoś?

Nie jestem specjalistą z zakresu badań nad rozwojem pandemii. Statystyki mówią, że krzywa zachorowań będzie wzrastać do określonego poziomu, aż "nasyci się" pewną liczbą ofiar. Od nas i od naszej odpowiedzialności zależy, czy będzie to nadal walka na jałowe spory dotyczące zasadności wprowadzania rozmaitych restrykcji, czy ograniczeń. Dzisiaj ludzie nie lubią się poddawać różnym ograniczeniom, bo za bardzo uwierzyli w swoją wszechmoc i potęgę ludzkiego umysłu i nauki. Minęło kilka miesięcy pandemii i nadal nie wiemy nie tylko jak walczyć z chorobą, ale nie potrafimy wyegzekwować od samych siebie odpowiedzialnego zachowania. Czy większa śmiertelność i kolejne mutacje coś zmienią? Wątpię, by tak się stało. Za bardzo uwierzyliśmy w nasze "wolności", by możliwe było opanowanie na poziomie administracyjnym rozprzestrzeniania się choroby. A moje obawy dotyczą nie tylko nowych wirusów - także jako broni biologicznej i szeroko rozumianego nawet bioterroryzmu - ale przede wszystkim słabości społeczeństwa "obywatelskiego", które stawia sobie wyżej źle rozumiane ideały wolności osobistej samowoli, ponad dobro ogółu. To prosta droga do samozagłady społeczeństw.


Zobacz też: Jakie błędy najczęściej popełniamy nosząc maseczki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie