Tragedia w Wielką Sobotę. Od wypadku piłkarzy w Weryni minęło 3 lata, a oni wciąż nie mogą zapomnieć

Jakub ZegarlińskiZaktualizowano 
W Wielką Sobotę, 26 marca 2016 r., w wyniku wypadku w Weryni zginęło pięciu piłkarzy. Krzysztof Łokaj
Byli najlepszymi przyjaciółmi, połączyła ich miłość do piki nożnej. Często rozumieli się bez słów, nie tylko na boisko, ale również w życiu prywatnym. Kończyli szkoły, zakładali rodziny, rozwijali się i każdy z nich szedł do przodu. Jedna chwila przerwała wszystko. W koszmarnym wypadku busa w Weryni zginęło pięciu młodych piłkarzy. Jechali na mecz, a po nim szybko chcieli wrócić do swych rodzin. Była Wielka Sobota...

Dzień 26 marca 2016 roku był chłodny i wyjątkowo nieprzyjemny. Deszcz siąpił od wczesnych godzin. Rano siedmiu piłkarzy Wólczanki Wólka Pełkińska wyjeżdżało z Mielca. Ósmy wsiadał w Kolbuszowej. Mieli przed sobą półtoragodzinną drogę i spotkanie ligowe z Avią Świdnik. Spodziewali się ciężkiego meczu, ale chcieli mieć go jak najszybciej za sobą. W domach każdego z nich trwały ożywione przygotowania do Świąt Wielkanocnych.

Mijała godzina 9:38, gdy znaleźli się na zakręcie w miejscowości Werynia. Za kierownica siedział 26-letni Kamil H. Na łuku bus wpadł w poślizg i zderzył się z jadącym z naprzeciwka tirem.

Rozpoznał ich przyjaciel

Rozległy się syreny, nad Kolbuszową (leży blisko Weryni) przeleciał helikopter. Była Wielka Sobota, więc mimo kiepskiej pogody mieszkańcy wybrali się do kościołów poświęcić pokarm na wielkanocny stół. Do ludzi zaczęło jednak docierać, że musiało się stać coś złego, choć mało kto domyślał się, jak ogromna katastrofa wydarzyła się nieopodal ich domów.

Jedną z pierwszych osób na miejscu wypadku był Mateusz Cetnarski, dzisiaj piłkarz II-ligowego Górnika Łęczna, wtedy gwiazda ekstraklasowej Cracovii.

Mateusz był wtedy w rodzinnej Kolbuszowej, przed obiadem wybrał się na mecz Zrywu Dzikowiec z Wilgą Widełka. Z powodu wypadku zablokowana była droga i z braćmi Łukaszem i Tomkiem musieli pojechać objazdem. Nie wiedzieli jeszcze wtedy, o co chodzi, co się stało. Telefon zadzwonił, gdy byli już na meczu. Chwilę później byli już w drodze na miejsce.

PRZECZYTAJ TEŻ: Hymn ku czci kolegów. Zginęli w Wielką Sobotę

Mateusz Cetnarski szybko tam dotarł, pomagał w identyfikowaniu ofiar. Znał wszystkich, widok jego przyjaciół, braci Pydych, musiał być dla niego traumatycznym przeżyciem. Wielu dziennikarzy chciało z nim o tym porozmawiać, namawiali do wywiadu, ale on zawsze grzecznie odmawiał. O wszystkim, ale na pewno nie o tym.

Na miejscu zginęło trzech zawodników: bracia Kamil (22-lata) i Rafał (27-lat) Pydychowie oraz 18-letni Patryk Szewczak. Po przewiezieniu do szpitala zmarli Mariusz Korzępa (25 lat) i Kamil Oślizło (29 lat).

Ocaleni

Ciężki obrażeń doznał trzeci z braci Pydychów - Krystian. Do szpitala został przewieziony w stanie ciężkim, lekarze nie dawali wielkiej nadziei, jego obrażenia była rozległe. Przez wiele tygodni był w śpiączce, natychmiast ruszyły zbiórki na rzecz jego leczenia, o zdrowie Krystiana modlono się w całej Polsce.

- Wiem, że padało. Pogoda była kiepska, a właściwie idealna, tyle że do wypadku - mówi Krystian.

Co się działo w dniu wypadku wie tylko z opowiadań.

- Nie pamiętam też dnia poprzedzającego wypadek. Lekarze stwierdzili, że mój mózg zachował się bardzo dobrze. Wyparł najbardziej bolesne wspomnienia

- przyznaje.

Ocalał cudem. Po wybudzeniu ze śpiączki ważył 50 kg. Chodzić musiał uczyć się niemal od podstaw. A przecież obrażeń miał mnóstwo. Lewa strona czaszki była połamana, poważne stłuczenie i obrzęk mózgu. Podczas śpiączki miał dwa udary niedokrwienne mózgu. Po przebudzeniu paraliż czterokończynowy.

Pięciu podkarpackich piłkarzy zginęło w zderzeniu busa z cię...

To było jednak nic w porównaniu z ogromną chęcią do życia, jaką miał Krystian i chyba tylko dzięki temu dziś żyje. Cieszy się życiem, czerpie z niego, ile się tylko da. O swoich braciach i przyjaciołach, którzy zginęli w wypadku, nie zapomina. Co roku organizuje charytatywny memoriał ku ich pamięci. Zebrane pieniądze przekazuje na cele charytatywne. Również część środków, które były zbierane na jego leczenie, przekazał na potrzebujących.

Szansa

Damian Bożek był jednym z trzech piłkarzy, którym cudem udało się uniknąć śmierci. Feralnego dnia usiadł z przodu, obok kierowcy. Ta z pozoru błaha decyzja uratowała mu prawdopodobnie życie. Gdy wspomina tamtą deszczową sobotę, stają mu przed oczami obrazy, jakich nie zapomni do końca życia.

- To wszystko działo się tak szybko - mówi Bożek. W jego głosie słychać tłumioną emocję.

Do Wólczanki przyszedł tylko na chwilę. W Stali Mielec walczącej o awans na zaplecze ekstraklasy miał niewielkie szanse na grę. Postanowił, że odejdzie do innego klubu na wypożyczenie. Pogra pół roku w trzeciej lidze, nabierze doświadczenia, a po kilku miesiącach wróci do Stali, aby stać się jej pełnowartościowym zawodnikiem. Jego wybór padł na drużynę z Wólki Pełkińskiej.

- Wydawało mi się, że wybieram idealnie. Drużyna z ambicjami. W szatni wielu chłopaków, których bardzo dobrze znałem. Chciałem tylko grać w piłkę, nabierać doświadczenia i podnosić swoje umiejętności. Wólka Pełkińska do realizacji tych celów była bardzo dobrym miejscem. Do czasu…

- głos Damiana łamie się.

Wspomnienia wciąż są przytłaczające. Obrazy z wypadku wracają często w najmniej oczekiwanych chwilach. Zdaje sobie sprawę, że to, co się tam wydarzyło, będzie mu towarzyszyć już do końca życia.

Piłkarską karierę postanowił kontynuować. Obecnie gra w Wisłoce Dębica, z którą walczy o awans do trzeciej ligi. - Cieszę się życiem, wiem jaką szansę od Boga otrzymałem. Nie mogę jej zmarnować - mówi.

Epilog

Tragedia na drodze w Weryni miała swój finał na sądowej wokandzie. Kamil H., który tego dnia kierował busem, został skazany w dwóch instancjach na 1,5 roku bezwzględnego więzienia. Otrzymał też 3-letni zakaz prowadzenia pojazdów, oprócz tego musi zapłacić po 15 tys. zł zadośćuczynienia rodzicom jednej z ofiar. Wyrok jest prawomocny.

polecane: FLESZ: Wybory do Parlamentu Europejskiego. To musisz wiedzieć.

Wideo

Materiał oryginalny: Tragedia w Wielką Sobotę. Od wypadku piłkarzy w Weryni minęło 3 lata, a oni wciąż nie mogą zapomnieć - Nowiny

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
s
stary

Stać nas na coraz lepsze samochody. Niestety kultury i rozumu nie da się kupić. Nie ma dnia, żebym nie spotkał kretyna na drodze, usiłującego udowodnić sobie oraz pozostałym użytkownikom dróg, iż tylko ON jest królem szosy, wszystko mu wolno, przepisy dotyczą nas, nie jego. Pan życia i śmierci, z pogardą traktujący każdego, kto stanie mu na drodze, ośmieli jechać przepisowo. Moim skromnym zdaniem, wzbogacenie się, zastrzyk kasy, wyzwala w Polakach pokłady buractwa.

zgłoś
a
andreas

NA PREDKOSC NIE MA LEKARSTWA!! gdyby jechali normalnie dzisiaj by zyli. amen. Jak trzeba byc durnym kierowca zeby tego nie wiedziec???? zale lzy tu nie pomoga? Pytanie-czyja to wina?

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3