Trojaczki, do wojska marsz!

Marcin Radzimowski
Trojaczki służą w jednostce w Kazuniu Nowym (Mazowieckie). Od lewej Karol, Wojtek i Marek.
Trojaczki służą w jednostce w Kazuniu Nowym (Mazowieckie). Od lewej Karol, Wojtek i Marek. Paweł Kulawiak
Kiedy bracia Czerepakowie z Gorzyc po Tarnobrzegiem przywdziali jednakowe mundury, są nie do poznania.

Najpierw jedna podstawówka, później zespół piłkarski, teraz identyczne mundury. Karol, Wojtek i Marek - trojaczki z Gorzyc koło Tarnobrzega - są razem od zawsze. Razem też poszli do wojska i służą w jednej drużynie.

Skromni, uczynni, zdyscyplinowani, troskliwi, ambitni. Tak o braciach, którzy urodzili się w zaledwie w pięciominutowych odstępach czasu, mówią ich przełożeni z jednostki wojskowej.

- Są u nas zaledwie od dwóch tygodni, a jak przyznają, już tęsknią trochę za domem, za rodziną. Widać, że są ze sobą zżyci. Wszyscy trzej dobrze sobie radzą ze zmianami, jakie niesie założenie munduru - mówi kapitan Paweł Kulawiak, rzecznik 2. Mazowieckiej Brygady Saperów w Kazuniu Nowym.

To zaszczyt nosić mundur

W mieszkaniu Czerepaków z Gorzyc jakoś dziwnie spokojnie. Znacznie ciszej niż dwa tygodnie temu.

- Nie ma się co dziwić, że cisza. Przecież połowa domowników jest teraz w armii - śmieje się Zbigniew Czerepak, ojciec Karola, Wojtka i Marka. - Mieliśmy remontować dom w pobliskich Sokolnikach, ale plany trzeba przełożyć. Nie mam rąk do pomocy.

Rodzice nie rozpaczają, że "armia zabrała im synów". Przeciwnie - uważają, że każdy mężczyzna powinien założyć mundur.

- Nie można być egoistą, niech synowie służą ojczyźnie i narodowi. To zaszczyt nosić żołnierski mundur - przekonuje Elżbieta Czerepak, mama trojaczków. - Chętnie poszli do wojska, nigdy nie unikali tego obowiązku.

Rok wcześniej munduru nie bał się założyć czwarty syn Czerepaków - Sebastian. On służbę kończy już za dwa miesiące. Teraz jest kucharzem w jednostce wojskowej w Nisku. Chwali sobie czas spędzany w koszarach. Jego bracia są znacznie dalej od domu, w Kazuniu Nowym na Mazowszu.

Goździk od sekretarza

Rodziców trójki identycznych żołnierzy długo trzeba namawiać na rozmowę. Nie chcą rozgłosu. Przez dwadzieścia lat aż do teraz nikt ich trojaczkami się nie interesował.

- Jak się urodzili, to było głośno - wspomina z uśmiechem pani Elżbieta.

- Przyjechała delegacja z gminy, sekretarz przyniósł goździki. Jakieś prezenty dostaliśmy, chyba pralkę albo lodówkę. I w gazecie też o trojaczkach z Gorzyc pisali.
Po chwilowym szumie przyszła proza życia i problemy. Bo jak tu w sklepach świecących pustkami kupić trzy identyczne komplety ubrań, żeby nie było konfliktu między rodzeństwem? Czasami mama musiała stawać na wysokości zadania, jak choćby wówczas, kiedy uszyła trzy identyczne kowbojskie kostiumy na bal choinkowy.

- Niektórzy znajomi i sąsiedzi do dziś nie rozpoznają, który to Marek, a który Wojtek, czy Karol. Dla nas oczywiście to nie jest problem, ale dla obcych tak - śmieje się Zbigniew Czerepak.

Wszędzie razem

Bracia zawsze trzymają się razem. Jedna szkoła podstawowa, do niedawna grali też w tej samej drużynie piłkarskiej w B-klasowym Parafialnym Klubie Sportowym Emaus Gorzyce. Obecnie w kadrze znajduje się tylko Marek, gdyż dwaj pozostali bracia zostali "kupieni" przez drużynę z Nowin. Ale przez najbliższe dziewięć miesięcy trójka braci nie będzie kopać w piłkę.

- Raczej nigdy synowie nie wykorzystywali swojego podobieństwa - zapewnia matka trojaczków. - No, z jednym wyjątkiem. Kiedyś w szkole zamiast jednego, drugi poszedł na sprawdzian. To było jeden raz tylko, bo oni są bardzo ambitni i nigdy nie próbowali kombinować.

Tak zresztą było i ostatnio, kiedy Wojskowa Komenda Uzupełnień w Nisku wezwała do siebie Marka. Najstarszy z trojaczków chciał iść do wojska, dlatego do domu wrócił ze skierowaniami na badania stanu zdrowia.

Kilka dni upłynęło, a armia upominała się o kolejnego z trojaczków.

- Poradziłam im, żeby wszyscy trzej pojechali do WKU, to będzie taniej, poza tym może do jednej jednostki dostaną skierowanie - dodaje pani Elżbieta. - Pojechali we trzech, przywieźli trzy bilety do Kazunia Nowego. - Teraz są w jednej kompanii, w jednym plutonie a nawet w jednej drużynie.

Kiedy znali datę zameldowania się w jednostce, chwycili za maszynkę do strzyżenia i nawzajem ostrzygli sobie głowy.

Medialna jednostka

Rodzice i 23-letnia siostra trojaczków, Dominika, nie mogą się już doczekać przysięgi. Byli już w Inowrocławiu u Sebastiana, teraz odwiedzą w jednostce trzech pozostałych żołnierzy. Przysięga będzie 7 września.

- Fakt, że w naszej jednostce służą trojaczki, to dla nas wszystkich duże zaskoczenie - przyznaje kapitan Paweł Kulawiak.

- Po pierwszych publikacjach prasowych trojaczkami w mundurach zaczęli się interesować dziennikarze innych mediów. Wybiera się do nas telewizja. Zresztą ja sam planuję napisać artykuł o Marku, Wojtku i Karolu do naszej lokalnej gazety.

Podobni jak trzy krople wody bracia z Gorzyc będą się w wojsku uczyć saperskiego rzemiosła. Nie mogą przy tym liczyć na jakieś specjalne, ulgowe traktowanie z racji tego, że są trojaczkami.

- Są żołnierzami, jak wszyscy inni koledzy w naszej jednostce. No, może z tą różnicą, że przełożony zwraca się do nich po imieniu, bo wołanie tylko "szeregowy Czerepak" wprowadzałoby spore zamieszanie - śmieje się kapitan Kulawiak.

Karol zostanie w wojsku?

Na jednostkę bracia Czerepakowie nie powinni narzekać. Koszary leżą na malowniczych terenach nad Wisłą, o "rzut wojskowym beretem" od Nowego Dworu Mazowieckiego. Na terenie jednostki znajdują się zabytki, których budowa została rozpoczęta jeszcze na rozkaz Napoleona.

- W naszej brygadzie działa pierwszy w wojsku polskim pluton psów szkolonych do wyszukiwania min i materiałów wybuchowych - podkreśla kapitan Kulawiak.

Medialny szum, jaki powstaje wokół umundurowanych trojaczków, im samym nie przeszkadza. Może za wyjątkiem Karola, który jest chyba najbardziej skromny z całej trójki. On już zastanawia się, czy przypadkiem nie zostanie w armii dłużej, niż dziewięć miesięcy trwania służby zasadniczej. Pozostała dwójka chce kontynuować rozpoczętą naukę.

- Zobaczymy, jak będzie. Póki co jest u nas cała trójka - dodaje rzecznik jednostki. - Pytałem najstarszych żołnierzy i żaden z nich nie pamięta, aby służyły w Kazuniu trojaczki. Nie wiem, czy w ogóle w polskiej armii jeszcze jest taki przypadek.
Tymczasem rodzice czwórki żołnierzy powinni się przygotować na ważną uroczystość. Należy im się medal od ministra obrony narodowej. Wszak nie zawsze rodzice pozwalają, aby armia "zabrała" mu wszystkich synów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie