Tyle wieżowców ile wind

Maciej Chłodnicki
Zróżnicowana zabudowa, na dachach zielone tarasy, tereny zielone na całym osiedlu oraz palce zabaw - tak miało wyglądać Nowe Miasto (w głębi projektowana obecna ul, Kopisto oraz stadion).
Zróżnicowana zabudowa, na dachach zielone tarasy, tereny zielone na całym osiedlu oraz palce zabaw - tak miało wyglądać Nowe Miasto (w głębi projektowana obecna ul, Kopisto oraz stadion).
Dlaczego w Rzeszowie za PRL-u przez kilkanaście lat nie można było budować wieżowców? Bo brakowało... wind. Pierwsze punktowce udało się wybudować przy ul. Lenartowicza. I to po dużych awanturach.

Po wojnie w Rzeszowie nie było wykształconych architektów. Wszystkie projekty budynków mieszkalnych i instytucji sprowadzano z Krakowa i Śląska.

- To były typowe projekty, nieznacznie je tylko adaptowane do naszych potrzeb - opowiada Władysław Hennig, długoletni prezes SARP w Rzeszowie. - Dopiero w roku 1952 do Rzeszowa przyszła duża grupa architektów, którzy skończyli krakowską uczelnię.

Pierwsze punktowce w mieście

Pod koniec lat 50. rozpoczęto projektowanie osiedla Obrońców Stalingradu II (dawna ul. Hetmańska). Na skarpie przy ul. Lenartowicza miały stanąć cztery budynki. Wtedy w tym miejscu były pola uprawne, niedaleko płynęła rzeczka Rudka.

- Był jednak problem, bo wtedy w Rzeszowie nie wolno było budować wysokich budynków, powyżej 4 pięter. Dlatego też wszystkie bloki przy ul. Hetmańskiej są tak niskie - tłumaczy Hennig.

Pomimo tego zakazu rzeszowscy architekci zaprojektowali punktowce. Nie zważając na nic rozpoczęto budowę. Kiedy dowiedziała się o tym Warszawa, Przewodniczący Komitetu ds.Urbanistyki i Architektury kazał natychmiast przerwać prace.

- Zrobiła się straszna awantura - wspomina Hennig. - Po naszych protestach przeciwko przerwaniu robót, w rezultacie jakoś udało się wybudować bloki. I dzięki temu w Rzeszowie powstały pierwsze wieżowce.

Mniej szczęścia miał blok przy ul. Staszica, obok dzisiejszego
"Hetmana". On również zaprojektowany był na 10 pięter, ale budowę wstrzymała Warszawa. Tu architekci nic nie wskórali i prace zakończono na czwartym piętrze.

Wszystko przez te windy

Przyczyną blokowania budowy wysokich bloków był brak wind. Przydzielały je na każde województwo władze centralne. Do podziału było ich tyle ile, w danym roku miała wyprodukować fabryka wind.

- Dlatego m.in. zablokowano również budowę wysokich bloków na osiedlu gen. Andersa - wspomina Hennig. - Do kuriozalnej sytuacji doszło po wybudowaniu osiedla Nowe Miasto. Rzeszów na długo wyczerpał limit wind przyznawanych na województwo. Z drugiej strony, może dobrze się stało, bo przy nadwyżce wind w kraju centrum miasta zasiane byłoby samymi wieżowcami.

[obrazek2] ... a skończyło się na wielkiej płycie i zwykłych klockach bez cienia fantazji.
Nowe Miasto z zielonymi tarasami

Pomysł budowy Nowego Miasta zrodził się pod koniec lat 60. Była to wtedy sztandarowa inwestycja i nadzór nad nią sprawował Komitet Wojewódzki PZPR. To on miał zdecydować, który projekt wygra konkurs. Jednym z warunków projektu była łatwość budowy.

- Wybitni architekci z Warszawy przedstawili wspaniałe założenia użytkowe - wspomina Hennig. - Wszystkie partery miały być zaprojektowane indywidualnie pod potrzeby niepełnosprawnych. Przewidywano również punkty opieki dla dzieci. Na dachach miały być zielone tarasy do wypoczynku. Zaprojektowano tereny zielone na całym osiedlu oraz palce zabaw.

Hennig twierdzi, ze na tamte czasy był to rewolucyjny projekt.

- Przecież dopiero teraz wykorzystanie dachu zaproponowali projektanci Millenium Hall!

Niestety, projekt ten przepadł w komitecie wojewódzkim. Okazał się zbyt skomplikowany. Cała budowa została sprowadzona do elementarnych wymogów, czyli tzw. wielka płyta - jak najwięcej mieszkań w jednym bloku, zwykłe klocki bez cienia fantazji. Całkowicie zrezygnowano z terenów zielonych. Wynik tego widzimy dzisiaj gołym okiem.

Hala i stadion przy Kopisto

W latach 60. zrodził się również pomysł budowy dużej hali sportowej oraz stadionu miejskiego. Stadion miał powstać pomiędzy dzisiejszą ul. Kopisto a Cegielnianą, natomiast hala w miejscu, gdzie stoi obecnie Urząd Skarbowy przy ul. Podwisłocze.

- Zakładano nawet, że ziemia z budowy Nowego Miasta będzie służyć do formowania korony stadiony - wspomina Hennig.

Entuzjastą budowy hali był ówczesny przewodniczący Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, Alfred Żądło.

- Zapalił się do tego planu, gdy zobaczył hale w Poznaniu i Opolu. Natychmiast kazał nam szukać na nią miejsca w mieście - opowiada Hennig.

W tych czasach nie było oczywiście ul. Kopisto, a Podwisłocze było polną ścieżką. I właśnie z powodu złej komunikacji zrezygnowano z tego miejsca, a halę postanowiono budować na Podpromiu.

Hennig: - Pierwsze zlecenie na projekt hali dostała Politechnika Krakowska. Nie spodobał się jednak. Drugi projekt robili architekci z Warszawy. Współpracował z nimi prof. Stanisław Kuś, obecnie ceniony projektant z Politechniki Rzeszowskiej. Zresztą ta sama ekipa robiła projekt katowickiego Spodka.

Obecny projekt hali odbiega już od oryginalnego ze względu na nowoczesne wymogi.

Więzienie zawsze kłuło w oczy

Hennig narzeka, że tworzenie wiezienia na zamku od początku chorym pomysłem. - Już w latach 60. postulowaliśmy, aby wybudować nowe więzienie za miastem, a zamek oddać na cele publiczne. Podały także propozycje, aby zamek był siedzibą przyszłego uniwersytetu. Sąd również miał być przeniesiony. Opracowaliśmy nawet dwie wersje lokalizacyjne oraz projekt budynku.

W jednej wersji gmach sądu miał stanąć na obecnym pl. Wolności. Wyburzono nawet stare budynku, które stały wzdłuż ulicy. Dlaczego więc gmach nie powstał? Ministerstwo nie dało pieniędzy.

Drugi wariant zakładał, że budynek sądu powstanie za hotelem Rzeszów (tu gdzie teraz ma stanąć centrum handlowe). I z tego pomysłu pozostał jedynie projekt.

- W latach 80., po zlikwidowaniu na zamku więzienia, powstała specjalna komisja ds. zagospodarowania zamku. Wtedy to kolejny raz padł pomysł, by stał się on siedziba uniwersytetu. Ówczesny rektor WSP, Józef Lipiec, zaproponował nawet, aby nosił on imię gen Władysława Sikorskiego.

Nowy ratusz

Wspomniany już Alfred Żądło zapalił się również do pomysłu budowy budynku dla władz miasta. Tym razem pierwowzór wypatrzył w Tychach Powstał tam 9-piętrowy budynek w kształcie litery Y. Według planów Żądły, ratusz miał pełnić tylko funkcje reprezentacyjne, a urzędnicy mieli przenieść się do nowego budynku.

- Zaproponowaliśmy teren przy ul. Moniuszki, naprzeciwko poczty, tu gdzie obecnie stoi bank - opowiada Hennig. - Natomiast przy ratuszu, na miejscu obecnego parkingu, miał być wybudowany parking podziemny a nad nim biurowiec. Jak to jednak w tamtych czasach bywało, na projektach się kończyło. Ciągle brakowało pieniędzy...

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie