NOWINY24

    Polecamy Twojej uwadze

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Polecamy Twojej uwadze

    • Największe tragedie podkarpackich sportowców. Na torach ginęli żużlowcy, na drogach siatkarze i piłkarze
    • Podkarpacka wieś na starych zdjęciach z Narodowego Archiwum Cyfrowego
    • Za nami Plebiscyt „Piłkarskie Laury Podokręgu Rzeszów”

    Ustrzyki buntują się w rytmie pogo. Historia KSU cz. 2

    Ustrzyki buntują się w rytmie pogo. Historia KSU cz. 2

    Krzysztof Potaczała

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Pewnego wieczoru Burek powiedział: Musimy założyć kapelę. Całej paczce od razu przydzielił instrumenty.Oczywiście rozmowa była na jaja, zaraz poszliśmy

    Pewnego wieczoru Burek powiedział: Musimy założyć kapelę. Całej paczce od razu przydzielił instrumenty.Oczywiście rozmowa była na jaja, zaraz poszliśmy na piwo, ale właśnie tak powstało KSU. ©FOT. DARIUSZ DANEK

    W 1978 r. w Ustrzykach Dolnych Siczka, Bohun, Plaster, Burek i Ptyś, zafascynowani Sex Pistols i brytyjskimi punkami, założyli KSU.
    Pewnego wieczoru Burek powiedział: Musimy założyć kapelę. Całej paczce od razu przydzielił instrumenty.Oczywiście rozmowa była na jaja, zaraz poszliśmy

    Pewnego wieczoru Burek powiedział: Musimy założyć kapelę. Całej paczce od razu przydzielił instrumenty.Oczywiście rozmowa była na jaja, zaraz poszliśmy na piwo, ale właśnie tak powstało KSU. ©FOT. DARIUSZ DANEK


    W 1978 r. w Ustrzykach Dolnych Siczka, Bohun, Plaster, Burek i Ptyś, zafascynowani zespołem Sex Pistols i brytyjskimi punkami, założyli kapelę. Szybko przyciągnęli grono fanów. Wkrótce ustrzyckimi punkami zainteresowały się komunistyczne służby. Wietrzono w ich ruchu antykomunistyczny spisek. Tymczasem zespół dawał już pierwsze koncerty...

    Wiosną 1980 r. KSU przeniosło się z Przedsiębiorstwa Budownictwa Komunalnego do nieczynnego od dawna Domu Górnika. Przejęcie przez to samo przedsiębiorstwo zniszczonego gmachu było odgórną decyzją miejscowych władz.

    - Dzisiaj mało kto pamięta, ale to chłopaki z KSU i kilkoro ich przyjaciół sprawili, że Górnik nie popadł w zupełną ruinę - wspomina Wiesiek Stebnicki, wtedy jeden z kierowników w PBK. - Woda w piwnicy po kolana, wilgoć, grzyb, smród. Sprzątali ten syf, bo bardzo chcieli grać, a na inny lokal nie mogli liczyć.

    Zmiany nastąpiły też w zespole. Burek wyjechał z rodzicami czasowo do Krosna, a za bębnami usiadł Tuptuś.

    - Znałem się z Siczką jeszcze z zawodówki, to on zaproponował mi muzykowanie - opowiada. - Ale o punk rocku wtedy jeszcze nic nie wiedziałem, musiałem nadrabiać zaległości. Jeszcze gorzej, że nie miałem perkusji. Dopiero po tygodniach za uciułane pieniądze kupiłem od jakiegoś gościa. Ledwo się kupy trzymała...

    Na wspomnienie prób w Górniku Siczka z politowaniem kiwa głową.

    - Latem miły chłód, ale zimą zamrażarka. Budynek nie był ogrzewany, bo wcześniej ktoś rozpieprzył kaloryfery. Żeby nie skostnieć, rozpalaliśmy ogień w wiadrze na scenie, a i tak musieliśmy często grać w rękawiczkach.

    Tuptuś: - To było idealne miejsce dla punków. Ciągnęła tam za nami cała ferajna ludzi w łańcuchach. Słuchali naszego rzępolenia, a niekiedy przeradzało się to w spontaniczny koncert i taniec pogo. Grane przez nas wtedy kawałki Sex Pistols czy Sham 69 straszliwie rajcowały.

    Milicja wpadała do Domu Górnika regularnie, ale nie żeby rozpędzać towarzystwo, a raczej sprawdzić, czy ponure gmaszysko jeszcze stoi.

    - Niebiescy wiedzieli, że jak się nachlejemy, to różnie może być - śmieje się Siczka. - Jakiś niedopałek, zapałka, nie mówiąc o palącym się w wiadrze ognisku... Szczęściem nigdy nic się nie stało, a nawet doprowadziliśmy budynek do względnego porządku i żeby zarobić parę groszy, zaczęliśmy robić dyskoteki. W zasadzie to była przykrywka, bo leciały punkowe i nowofalowe kawałki.
    Siczka, juwenalia 2008 w Rzeszowie. FOT. DARIUSZ DANEK
    Dom Górnika w Ustrzykach Dolnych. Od lewej: Tuptuś (Bogdan Tutak, perkusja), Siczka (Eugeniusz Olejarczyk, gitara), Plaster (Leszek Tomków, gitara basowa), Bohun (Bogusław Augustyn, śpiew, saksofon) i Ptyś (Wojciech Bodurkiewicz, klawisze). (fot. FOT. ARCHIWUM KSU)Zjednoczeni przez punk rock

    Na przełomie lat 70. i 80. Ustrzyki stały się, obok Trójmiasta i Warszawy, wiodącym ośrodkiem punk rocka w Polsce. Ale nigdzie jak w Ustrzykach młodzież nie odczuła tak dużej identyfikacji z własnym miastem.

    - Ustrzyki były zlepkiem napływowych ludzi, którzy osiedli tu po wymianie części granic z ZSRR w 1951 r. - tłumaczy Krzysztof Stachowicz, jeden z pierwszych ustrzyckich punków. - Ćwierć wieku później miasteczko zalała kolejna fala przybyszów, bo akurat powstał największy w kraju kombinat drzewny. Ani jedni, ani drudzy nie czuli emocjonalnego związku z Ustrzykami, ci przesiedleni zza Buga nawet przeklinali tę nieurodzajną ziemię. Dopiero pokolenie urodzone w Bieszczadach początkiem lat 60. coś zmieniło. Chłopcy, dziewczyny zaczęli czuć się zjednoczeni, a impulsem do tego był właśnie punk.

    W umysłach nastolatków z agrafkami w uszach, ale również ich "bardziej ułożonych" rówieśników, rodziła się mała ojczyzna. W sierpniu 1980 r. KSU zagrało na I Ogólnopolskim Przeglądzie Zespołów Rockowych Nowej Fali w Kołobrzegu robiąc tam furorę. Nie Tilt, nie Kanał, Nocne Szczury czy Deadlock, ale KSU porwało publikę. Tak ostro nie grał wtedy nikt. Wkrótce w Ustrzykach zorganizowano poprawiny.

    - Przyjechało kilka kapel i sporo fanów - opowiada Siczka. - Trzy dni spali w Górniku pokotem na podłodze. Ulice zapełniły się punkami, mieszkańcy patrzyli na tę czeredę z przerażeniem, ale do żadnych rozrób nie doszło.

    Po kołobrzeskim sukcesie KSU, w Ustrzykach jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowe zespoły: Wirus, Flegma, Spleen, Sekcja-U to tylko niektóre z nich.

    -Chłopaki z KSU byli dla nas idolami - mówi Rysiek Moskal, który wraz z Jeżem, Gibonem i Kowalskim w 1981 r. założyli Spleen. - Chcieliśmy grać i wyglądać jak oni. Na naszych próbach gościł Bohun, jego brat Broda napisał nam kilka tekstów, a Siczka pożyczał taśmy z punkowymi numerami. Dobre były czasy, mimo że przez punkowy styl bycia dostało się czasem milicyjna pałą.

    Dało się zauważyć jeszcze coś.

    - Dawniej wiele osób wstydziło się, że pochodzi z prowincji, a teraz z dumą opowiadali, że mieszkają w Ustrzykach - podkreśla Stachowicz.

    W jednym ze sztandarowych kawałków KSU śpiewało: "Ustrzyki, to stolica Bieszczad jest/Ustrzyki, niech nam żyje WRB". Ten hymn, napisany przez Bohuna, ma trzy zwrotki. Tekst odsłania ciemne strony miasteczka, szarość egzystencji epoki późnego Gierka, ale kończy się optymistycznie: "Lubię to miasto, bo tu się urodziłem/Lubię to miasto, tu młodość spędziłem/Lubię to miasto, tutaj szalejemy/Lubię to miasto i tutaj umrzemy".
    Siczka, juwenalia 2008 w Rzeszowie. FOT. DARIUSZ DANEK
    Siczka, juwenalia 2008 w Rzeszowie. (fot. FOT. DARIUSZ DANEK)Ostatni koncert w starym składzie

    Coś chyba musiało w tym być, bo żaden z chłopaków tworzących pierwszy skład KSU (oprócz Burka, który wyemigrował do USA) nie opuścił na stałe Ustrzyk. W 1981 r. zespół zaczął się jednak sypać. Tuptuś poszedł do wojska, Bohun na studia, więc próby odbywały się okazjonalnie. Mimo to jeszcze raz wyszli na scenę w tym samym roku. Dokładnie 21 sierpnia. Nie zagrał tylko na swoich klawiszach Ptyś. Kultowy już Dom Górnika zapełnił się po brzegi, a KSU dało jeden z najlepszych swoich występów. Było tak gorąco, że parę razy Bohun musiał polewać publikę wodą. Dziś magnetofonowy zapis z tego koncertu można kupić za niemałe pieniądze na Allegro.

    Po powrocie Tuptusia z armii zaczęły następować roszady w składzie. Nie było już Ptysia i Plastra, dlatego Bohun przejął rolę tego drugiego i grał na basie.

    - Jako trio zagraliśmy m.in. w warszawskim Remoncie i paru innych miejscach - wspomina Siczka. - Były niezłe zadymy, bo punki z Ustrzyk nie zawsze lubili się z warszawskimi, ale na pewno nie odczuwało się takiej atmosfery jak wcześniej.

    W połowie lat 80. z powodów rodzinnych odszedł Bohun. Za mikrofonem stanął Siczka, który właśnie wrócił z wojska, a gitara basowa przypadła Dżordżowi (Adam Michno). Wkrótce nagrali pierwszą płytę, ale był to ostatni czysto ustrzycki skład KSU. W kolejnych latach aż do dziś przez zespół przewinęło się kilkudziesięciu muzyków. Ich staż był jednak w większości epizodyczny, stąd ciągłe przerwy w działalności legendy polskiego punk rocka.

    - To, że KSU nadal istnieje, jest wyłącznie zasługą Siczki - twierdzi Plaster. -Bez jego determinacji, pragnienia muzykowania za wszelką cenę, już dawno by to wszystko szlag trafił. Podziwiam go.
    [obrazek4] Siczka, juwenalia 2008 w Rzeszowie. (fot. FOT. DARIUSZ DANEK)Punk w nas nie umarł

    Plaster jest dzisiaj statecznym panem pod pięćdziesiątkę (podobnie jak Bohun i Tuptuś), ale, jak mówi, punkowa dusza w nim nie umarła.

    - Czasem budzi się we mnie tamten młody chłopak i znowu chce wskoczyć na scenę, zaszaleć w rytm pogo. Z gitarą mam okazjonalny kontakt, ale kto wie?

    Bohun: - Punk był w tym czasie nie tylko modą, ale postawą wobec nieciekawej rzeczywistości. Tego się nie akceptowało, więc wyrażaliśmy to w różny możliwy sposób.

    Z notatki funkcjonariusza MO z grudnia 1979 r.: "Na szybie sklepu obuwniczego przy ul. Rynek zauważono napis >Precz z komunizmem< (...). Obywatel (tu pada nazwisko), własną rękawicą wytarł słowo komunizmem, gdyż nie chciał, aby (...) powstało zbiegowisko".

    - Przeżyliśmy fajne chwile - zamyśla się Bohun. - Nagle jacyś chłopcy z małego miasteczka zaistnieli na polskiej scenie. Tym bardziej nieoczekiwanie, że nasze początki to była zabawa i nikt z nas nie miał pojęcia o graniu na instrumentach. Nie dokonał tego wcześniej żaden inny rodzimy zespół rockowy. Wiele lat później spotykałem muzyków z takich właśnie miasteczek, którzy zaistnieli i dziękowali za to właśnie KSU. A tych parę naszych pierwszych występów rzeczywiście przeszło do legendy.

    Tuptuś: - Ja nie miałem nawet wyglądu na punka, ale ta muzyka była stworzona jakby dla mnie, stąd długo się trzymałem w KSU. Potem, kiedy już odłożyłem perkusyjne pałki na półkę, przestałem się interesować, co robi kapela. Do czasu aż przypadkiem usłyszałem kilka numerów. Nagle wszystko wróciło... Widać z tego się nie wyrasta, a i mój wnuk coś przejął po dziadku, bo podskakuje, gdy słyszy KSU. Szkoda tylko, że widział mnie za bębnami w telewizji, a nie na żywo...

    ***

    Ciepły czerwcowy wieczór tego roku. Siedzimy z Siczką w jego mieszkaniu w starej kamienicy. Gospodarz wspomina najbardziej wariackie numery: jak z całą ekipą poszli na rajd im. Karola Świerczewskiego z plecakami pełnymi taniego wina i bez kromki chleba, jak przez nieuwagę podpalili Połoninę Caryńską, jak robili u Ptysia całonocne sesje muzyczne doprowadzając do wściekłości lokatorów bloku i milicję, jak...

    - Oj, nie starczyłoby dnia, żeby to wszystko opowiedzieć, ale cieszę się, że miałem taką bujną młodość - uśmiecha się Siczka. - Kupę czasu minęło, życie nie raz dało mi w dupę, upadałem, to znów się podnosiłem i tak w kółko. A dzisiaj? Wciąż robię muzykę, bo daje mi ogromną frajdę. Nie ma nic lepszego niż rock and roll.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    91dezerter

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo