"Utopię się" na złość ojcu, czyli szkolne afery i przypadki z dawnych lat

Arkadiusz Bednarczyk
Fantazja właściwa młodemu wiekowi była przyczyną niejednego głupiego wybryku. Ta sama fantazja popychała też młodych ludzi do czynów bohaterskich, niezwykłych. Na zdjęciu grupa uczniów, XIX wiek.
Fantazja właściwa młodemu wiekowi była przyczyną niejednego głupiego wybryku. Ta sama fantazja popychała też młodych ludzi do czynów bohaterskich, niezwykłych. Na zdjęciu grupa uczniów, XIX wiek. Tygodnik Ilustrowany XIX w. / repordukcja
Udostępnij:
W przeszłości na terenie dzisiejszego Podkarpacia rok szkolny nie zawsze zaczynał się wesoło. Były pojedynki chłopaków o piękne panny, usprawiedliwiane patriotyzmem spiski, kpiny z „Cysorza”, były też ponure żarty, które... się ziszczały.

Szkoła Sióstr Boromeuszek dla Panien w II p. XIX w. znana była w powiecie łańcuckim i okolicy z wysokiego poziomu nauczania. Jedynak ciosem dla Łańcuta był dramat, jaki wydarzył się w 1885 roku, kiedy to dokładnie w przededniu rozpoczęcia roku szkolnego zmarła jedna z uczennic, zaledwie 13-letnia Marta Sobieraj.

O sprawie pisała ówczesna prasa rzeszowska. Dziewczynkę w kostnicy cmentarnej odwiedziła osobiście hrabina Elżbieta z Radziwiłłów Potocka. Marta była bowiem córeczką koniuszego dworu ordynatów Potockich. Podczas pogrzebu 1 września za trumną postępowała matka przełożona boromeuszek oraz ubrane na biało i przepasane czarną wstęgą żałobną uczennice. Na trumience położono bukiet od hrabiny Potockiej.

POLECAMY: Sprawiedliwa Wśród Narodów Świata z Rzeszowa. Za ratowanie Żydów Niemcy zamordowali jej męża i matkę

Jak informowała ówczesna prasa, „rodzice zmarłej mają uzasadniony żal do zakładu naukowego sióstr boromeuszek za zaniedbanie w leczeniu i późne ich uwiadomienie o przejściu zapalenia płuc przez córkę oraz za nieprzedsięwzięcie należytych środków w czasie rekonwalescencyi, co wskazenem jest jako obowiązek dla każdego, a w szczególności tak renomowanego zakładu wychowawczego.”

Szkolne czasy. Krwawy pojedynek w Przemyślu o piękną Kazię

Kornel Makuszyński, autor wspaniałych opowiadań dla dzieci: „Przygód Koziołka Matołka”, „Panny z mokrą głową” czy „Szaleństw Panny Ewy”, jako uczeń gimnazjum w Przemyślu stoczył pojedynek „na pistolety” z kolegą, a jego powodem była piękna dziewczyna z Przemyśla. W swojej autobiografii „Bezgrzeszne lata” Makuszyński wspomina:

„w okresie od roku dziesiątego do piętnastego mojego życia kochałem się zawsze nieszczęśliwie... tylko 117 razy”.

W 1896 roku został wyrzucony z gimnazjum w Stryju, gdyż napisał kpiący wierszyk o katechecie, który zabraniał chłopcom chodzić po ślizgawce:

„Na próżno jędza/ w ubraniu księdza/ z lodu nas spędza!/ W pierwszej b klasie/ w zimowym czasie/ nikt mu nie da się!“.

Po wyrzuceniu trafił do gimnazjum w Przemyślu (obecnie I Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego, którego mury opuścili m.in. późniejszy biskup i święty Józef Sebastian Pelczar czy Otto Axer.

Chodząc do przemyskiego gimnazjum Makuszyński, oczywiście, kolejny raz się zakochał. Oddajmy głos pisarzowi:

„Nazywała się Kazia i miała cudowne szare oczy... włosy miała zupełnie złote, a ubierała się zawsze biało, tak, że na festynie Straży Pożarnej wyglądała jak anioł. Ojcem jej był radca ze sądu. Była tak prześliczna, że się wszyscy na nią patrzyli ze zdumieniem, nie wierząc, aby kobieta mogła być tak piękna”.

W Kazi zakochał się także jego szkolny kolega, niejaki Zygmunt. Chłopcy postanowili załatwić sprawę po męsku. Za pomocą pistoletu i rewolweru. Pistolet nabili prochem, gwoździami i tłuczonym szkłem oraz małym kluczykiem. Doszło do pojedynku...
Kornel zranił Zygmunta, chłopiec miał zakrwawioną rękę, przeciwnik opatrzył mu ranę. Już po „śmiertelnym pojedynku” chłopcy wracali ulicami Przemyśla i zauważyli obiekt ich westchnień - Kazię. Szła z ojcem i „jakimś elegancikiem” z czwartej klasy. Kochała go, bo... miał rower. Nawet nie spojrzała na pokrwawionych chłopców. Tego samego dnia pechowi pojedynkowicze zostali relegowani ze szkoły.

Kilka lat później, w grudniu 1903 roku, Makuszyński znów pojawił się w Przemyślu. Już jako student filologii polskiej uniwersytetu we Lwowie. Przyjechał na zaproszenie Koła Pań Towarzystwa Szkoły Ludowej z odczytem „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Korespondent ówczesnego „Słowa Polskiego” pisał, że odczyt spotkał się z dużym zainteresowaniem, a inteligencja przemyska dziękowała Makuszyńskiemu „długo niemilknącymi oklaskami”.

Wiele lat później w felietonie „Panny niewidzialne” z 1936 roku, opisując z żalem likwidację ręcznych central telefonicznych, pan Kornel przewidział... telefonię komórkową - jak pisał w jego biografii Mariusz Urbanek („O jednym takim, któremu ukradziono słońce”). Makuszyński wyraził pogląd, że:

„jutro telefon bez drutu zgruchoce automat telefoniczny, a potem Lucyfer wymyśli taką maszynę, którą będziemy nosili w kieszonce kamizelki - kupiec z ul. Gęsiej ją naciśnie, a kupiec z ul. Piotrkowskiej w Łodzi odpowie - nu co jest”.

Gimnazjum w Rzeszowie. Uczniowskie sztylety w służbie Ojczyzny

W 1844 roku konspiracyjne Towarzystwo Demokratyczne Polskie szykowało powstanie przeciwko austriackim zaborcom. Zaangażowani byli również uczniowie rzeszowskiego gimnazjum (dzisiejsze I LO w Rzeszowie im. S. Konarskiego).

POLECAMY: Mój tata naprawiał broń Łukasza Cieplińskiego. 90-letni rzeszowianin wspomina tragiczne wydarzenia z II wojny światowej

Rok później, na jesieni, austriackie władze wpadły na trop spisku. Wywiadowcy donieśli, że grupa uczniów wraz z nauczycielem muzyki zgromadziła nielegalnie kilka sztyletów, z czego trzy zamówili u rzeszowskiego rzemieślnika Spiesa. Po co nastolatkom tyle sztyletów? Wysługujący się Austriakom rzeszowski burmistrz Adolf Koschina podjął śledztwo. Wzywał do magistratu i sam przesłuchiwał profesorów gimnazjum. W toku śledztwa ustalono, iż kilku uczniów spotykało się u jednego z profesorów oraz w rzeszowskiej aptece Edwarda Hübla, a dwóch z nich było zaznajomionych z Ignacym Łukasiewiczem (wynalazcą lampy naftowej i działaczem konspiracyjnym).

Choć Koschina nie dowiedział się, dlaczego chłopcy zgromadzili sztylety, dwóch uczniów kilka miesięcy spędziło w austriackim więzieniu. Jednak w aptece Hübla potajemne spotkania kontynuowano, które doprowadziły do próby powstania w Rzeszowie w 1846 roku.

Wybryki uczniów w Przemyślu. Komu wybić okno?

Fantazja właściwa pacholęcemu wiekowi stała się przyczyną niejednego głupiego pomysłu. Przemyskie gazety informowały, że w 1899 roku w Przemyślu grupka uczniów zabawiała się wybijaniem okien w kamienicach przy ulicy Katedralnej i zanieczyszczaniem studni miejskich na ulicy Dworskiego. Przyłapano ich pewnej nocy, a koszty czyszczenia ujęć wody musieli ponieść ich rodzice.

Afera na moście w Rzeszowie. "Utopił się" ojcu na złość

Rankiem 6 listopada 1932 r. tłum ludzi zebrał się na moście na Wisłoku w Rzeszowie. Uwagę zwracało leżące męskie ubranie: kurtka, spodnie i buty. Czyżby jakiś desperat rzucił się z mostu do rzeki?

Tak się akurat złożyło, że mostem przechodził niejaki Grunbaum i... rozpoznał ubranie swojego syna. Wezwał znajomych, poprosił o pomoc właściciela łódki i jęli przeszukiwać dno rzeki. Minęło pół dnia, kiedy jeden z kolegów zaginionego chłopca przyjechał do Rzeszowa i poinformował zdenerwowanego ojca, że jego synalek chciał zrobić ojcu na złość, a sam ukrył się u siostry w Grodzisku, ponieważ... ojciec nie tolerował jego dziewczyny.

Ponury żart w rzeszowskim gimnazjum. Nekrolog, który się ziścił

W ładne majowe popołudnie 1924 r. ze szkoły wracał do domu na Drabiniankę Zenek Schultis, uczeń Gimnazjum nr 1 w Rzeszowie. Ponieważ było gorąco, zapragnął popływać w Wisłoku. Po chwili zaczął tonąć. Znajdujący się na łódce rybak nie przyszedł chłopcu z pomocą, bo - jak później zeznał na policji - myślał, że chłopiec udawał, że się topi.

Całą sytuację zauważył niejaki Władek Baran, uczeń Seminarium Nauczycielskiego w Rzeszowie. Bez namysłu zrzucił z siebie odzież i zaczął płynąć na ratunek Schultisowi. Kiedy był już w połowie drogi, nagle i on zaczął tonąć! Niestety, w nurtach Wisłoka życie stracili obaj chłopcy.

W toku dochodzenia okazało się, że na tydzień przed śmiercią Schultisa koledzy z klasy zrobili mu głupi kawał. Nakleili w szkole nekrolog, mówiący, iż Zenek umarł śmiercią tragiczną, pogrzeb odbędzie się 16 maja. Ojciec topielca opowie później, że w tym krytycznym dniu nie mógł od rana skupić się na pracy (pracował na poczcie), zaś znajomi Władka Barana opowiadali, że chłopak od rana dziwnie zachowywał się w szkole, co pięć minut spoglądał na zegarek, tak jakby gdzieś się spieszył.

I rzeczywiście pogrzeb chłopców odbył się 16 maja, w piątek. Na Starym Cmentarzu w Rzeszowie w kaplicy leżały zwłoki Władka Barana. Ponury kondukt pogrzebowy Władka zmierzał ku Trzcianie. W dowód jego bohaterskiej postawy ciało złożono na lawecie artyleryjskiej, a 17 pułk piechoty z Rzeszowa oddał honorowe salwy. Był też wieniec od wdzięcznych rodziców Zenka - z napisem „Bohaterowi - Schultisowie”, który nieśli pogrążeni w żałobie rodzice drugiego chłopca.

Ledwie skończył się jeden pogrzeb, w kościele popijarskim na Pańskiej rozpoczął się drugi - Zenia Schultisa. Przy trumnie czuwali szkolni koledzy. Po ceremonii kondukt wyruszył na cmentarz na Pobitnem.

Leżajsk. Cesarz powieszony na drzewie

W nocy z 17 na 18 lutego 1918 roku w Leżajsku uczniowie gimnazjum skradli z poczekalni kolejowej portret cesarza austriackiego, Karola I (ostatniego władcy cesarsko-królewskich Austro-Węgier). Ramy obrazu połamano, szybę stłuczono, zaś sam portret znaleziony został później na leżajskim Rynku wiszący na sznurku na drzewie akacjowym, dokładnie tym samym, na którym zaborcze władze austriackie powiesiły w 1914 r. niejakiego Horodyńskiego. Połamane ramy obrazu naczelnik stacji znalazł w pobliskim rowie.

Uczniowie leżajskiego gimnazjum słynęli z odwagi, przysparzając władzom austriackim kłopotów. Na przykład uwalniali legionistów i dezerterów polskich z zaborczej armii, albo robili sztuczny tłum, rozbiegając się w razie udanej akcji po mieście.

Ach, ta młodość!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Nigdy nie patrzyliśmy tak daleko - teleskop Jamesa Webba

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie