W górę poszły ceny benzyny, drożeje też żywność. Dlaczego? Przyczyn jest wiele

Piotr Samolewicz
Piotr Samolewicz
Najbardziej w górę poszedł nabiał, ceny owoców i warzyw stoją w miejscu.
Najbardziej w górę poszedł nabiał, ceny owoców i warzyw stoją w miejscu. Polska Press
Udostępnij:
- Inflacyjny wzrost cen niektórych produktów spożywczych i benzyny w Polsce ma wiele źródeł, także poza naszym krajem - wskazują eksperci.

Właścicielka niewielkiego sklepu spożywczego w śródmieściu Rzeszowa mówi, że najbardziej w górę poszedł nabiał.

– Mleko niedawno kosztowało w moim sklepie 2,85 zł, dziś już 3,25. Codziennie muszę sprawdzać faktury z hurtowni, bo ceny zmieniają się od dwóch tygodni. Masła podrożały u mnie średnio o ok. 80 gr, śmietana o 18-20 gr.

Ceny owoców i warzyw stoją w miejscu, ale właścicielka sklepu przypuszcza, że za jakiś czas mogą podrożeć jabłka i gruszki.

– Droższe będzie ich przechowywanie w chłodniach próżniowych z powodu cen prądu. Niewykluczone, że podrożeje też chleb, bo jak słyszę w piekarni, w której zamawiam pieczywo, nowa dostawa mąki przyszła do tej piekarni o 40 proc. droższa.

Chleb pszenno-żytni pół kilograma kosztuje w tym sklepie 5,40 zł. Ta cena utrzymuje się od lata, kiedy podrożało pieczywo.

Prezes spółdzielni mleczarskiej w Jasienicy Rosielnej Kazimierz Śnieżek tłumaczy wzrost cen nabiału na Podkarpaciu żądaniami rolników, którym wzrosły koszty produkcji (nawozy i prąd).

– W tym roku zapłaciliśmy im za mleko o 1,5 mln zł więcej niż w roku ubiegłym. Do tego dochodzą większe koszty własne spółdzielni o ok. 30-40 proc. (transport, materiały, prąd) – mówi prezes i apeluje o większe dopłaty od hektara dla podkarpackich rolników.

Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Rzeszowie dr Krzysztof Kaszuba mówi, że wzrost cen nie jest naszą specyfiką, także w największej gospodarce świata, czyli w Stanach Zjednoczonych, od września 2020 roku do września 2021 roku ceny wzrosły o ok. 5 proc.

Przyczyn wzrostu cen w naszym kraju o ponad 5 procent jest przynajmniej kilka.

Po pierwsze, na giełdach światowych, w okresie od maja do października tego roku ceny koszyka nośników energii, czyli ropy, gazu i węgla, wzrosły o ok. 90 proc., co przenosi się na wzrost cen energii w naszym kraju i związane z tym m.in. koszty produkcji żywności.

- Z importowanej ropy produkujemy m.in. benzynę. Dzięki długoterminowym kontraktom zakupu ropy naftowej zawartym przez Orlen podstawowa cena benzyny podrożała tylko o kilkanaście procent. Wyższe ceny zakupu przełożą się na ceny paliw w następnych miesiącach. Ale w cenę, którą płaci klient na stacji paliw, wchodzą też akcyza, opłata paliwowa oraz VAT naliczany od ceny z akcyzą (czyli podatek od podatku) i to one windują (o około 60%) w górę ceny paliw. Obniżka tych trzech podatków przez rząd może zmniejszyć cenę benzyny i innych paliw - wyjaśnia ekonomista. - Przy czym wystarczy obniżka samej akcyzy, bo automatycznie zmniejszy to wielkość VAT – dodaje.

Wzrost cen nośników energii wpływa też niekorzystnie na ceny transportu morskiego, drogowego i lotniczego towarów z różnych części globu, które z kolei bezpośrednio wpływają na ceny przewożonych surowców, materiałów i towarów.

Ceny nośników energii wpływają też pośrednio na wysokość rachunków płaconych przez właścicieli domów i mieszkań za wodę, gaz, prąd i ciepło.

- W tym względzie nie ma co liczyć na pomoc samorządów, które są bardzo zadłużone - mówi ekonomista.

Kolejnym cenotwórczym czynnikiem jest wzrost kosztów pracy.

– W USA niwelowane są one poprzez migracje milionów pracowników ze stanu do stanu w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy oraz przez pracę nisko opłacanych imigrantów, głównie z Ameryki Środkowej i Południowej. W Polsce migracja jest znikoma, stąd, przy brakach mniej i lepiej wykwalifikowanych pracowników, ma miejsce m.in. większa presja na wzrost płac, a tym samym wzrost kosztów pracy i w efekcie wzrost cen produktów, towarów i usług oferowanych przez firmy.

Kolejnym czynnikiem jest, jak mówi dr Krzysztof Kaszuba, „szaleństwo opozycji”.

– Rząd można i należy krytykować, ale jeśli opozycja non stop mówi, że wszystko się wali, jeśli tworzy wizję upadającej gospodarki, to w ten sposób tworzy się społeczno-psychologiczny czynnik działający negatywnie na różne branże, które, słysząc codziennie, że jest źle i będzie jeszcze gorzej, na wszelki wypadek, często bez ekonomicznego uzasadnienia, decydują się na podwyżki cen swoich towarów lub usług, powyżej faktycznego poziomu wzrostu kosztów produkcji. Można to zauważyć w Polsce, w wielu branżach, chociażby płacąc za kawę czy ciastko.

Według dr. Kaszuby do „szaleństwa opozycji dochodzi szaleństwo Unii Europejskiej i Komisji Europejskiej”.

– Za uprawnienia do emisji CO2 polskie przedsiębiorstwa płacą już 20-30 euro, a zaczęło się od kilku euro. Co gorsze, rządzący Unią, w dyrektywach dotyczących funkcjonowania rynków finansowych, zaakceptowali traktowanie uprawnień do emisji CO2 jako instrumentu finansowego, za którym nie istnieje przecież żadna baza kruszcowa, monetarna czy własnościowa, jak to ma miejsce w przypadku waluty opartej na kruszcu, banknotach gwarantowanych, teoretycznie, przez rządy czy obligacjami i akcjami za którymi kryją się emitenci. Za uprawnieniem do emisji CO2 kryje się w zasadzie tona trującej substancji. Jako instrument będący przedmiotem transakcji na rynkach finansowych cena rynkowa uprawnień staje się celem m.in. praktyk spekulacyjnych a ich efektem jest wzrost cen uprawnień zabijający polską gospodarkę. Z założenia opłaty za uprawnienia miały wymuszać modernizację naszej gospodarki, a w rzeczywistości ją niszczą. Stoi za tym m.in. antypolska gra polityków Niemiec i Francji, którzy bez względu na polityczną orientację przede wszystkim reprezentują interesy swoich krajów, obywateli i firm – uważa ekonomista.

Kolejnym, ale nie najważniejszym, źródłem inflacji było, wymuszone przez Covid19, wsparcie dla działających w Polsce firm, poprzez wpompowanie przez rząd do gospodarki, tj. przedsiębiorstw, pieniędzy pod postacią tarcz antykryzysowych i finansowej.

- W jakimś stopniu wpłynęło to na wzrost inflacji, ale trzeba pamiętać, że wiele państw dotkniętych pandemią zastosowało podobne rozwiązania, a po drugie, spora część środków z tych tarcz wraca do państwa pod postacią podatków – zaznacza rzeszowski ekonomista.

Polecamy:

Zakupy róbmy racjonalnie a nie emocjonalnie KOMENTARZ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie