W piątek premiera filmu polsko - francuskiego "Wielkie zimno", kręconego m.in. w Bieszczadach

Beata Terczyńska/ mat. prasowe producenta
Laurent Tfurin - Nal/ mat. producenta
To polsko - francuska komedia pomyłek. W produkcję tego filmu zaangażowana była polska ekipa a zdjęcia powstawały na Podkarpaciu, gdzie producenci poszukiwali specyficznych, opustoszałych krajobrazów. Znaleźli je w okolicach Rymanowa, Soliny, w Ustrzykach Górnych i w Sanoku.

"W małym, opustoszałym miasteczku, w samym środku mroźnej zimy z braku klientów podupada zakład pogrzebowy Edmonda Zwecka. Przedsiębiorstwo ma już jedynie dwóch pracowników – Georgesa, który jest prawą ręką właściciela oraz Eddiego, młodego asystenta, który dopiero uczy się zawodu. Pewnego ranka niespodziewane wydarzenie przywraca Edmondowi nadzieję – do zakładu trafiają bowiem klienci z nieboszczykiem. Georges i Eddie dostają za zadanie poprowadzenie konwoju pogrzebowego i dostarczenie zmarłego na miejsce wiecznego spoczynku. Kiedy jednak karawan gubi drogę, a zlokalizowanie cmentarza okazuje się niemożliwe, podróż przeradza się w nieoczekiwany koszmar, który może wskrzesić nawet zmarłego" - to w skrócie fabuła filmu.

Film powstał na podstawie książki „Edmond Ganglion i syn” Joëla Egloffa, przetłumaczonej na kilkanaście języków.W obsadzie znaleźli się znani i lubiani francuscy aktorzy: Jean-Pierre Bacri ("Gusta i guściki", "Popatrz na mnie", "Książę z nie tej bajki"); Olivier Gourmet ("Obietnica", "Syn"); oraz Arthur Dupond ("Bus Palladium").

Poza Podkarpaciem zdjęcia kręcone były także w Krakowie. To jednak mniej popularne lokacje, położone w dzielnicach mieszkalnych.

Film jest koprodukcją francusko-belgijsko-polską - producentem wiodącym jest Denis Carot z Elzévir Films (Francja), a koproducentami Edyta Janczak-Hiriart i Karolina Mróz-Couchard z Lava Films (Polska). Obraz otrzymał dotację Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Film będzie wyświetlany od 16 marca w kilku kinach na terenie województwa (Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Sanok).
Filmowców w Bieszczadach wypatrzyliśmy zimą 2016 r. W okolicy Polany ekipa filmowców znalazła wówczas odcinek drogi, który idealnie nadawał się do nakręcenia niezwykle ważnej sceny. To właśnie w tym miejscu bohaterowie... mieli zgubić trumnę ze zwłokami.

O czym to będzie komedia? - podpytywaliśmy producentkę.
- Humor polega na tym, że jest to historia podupadającego zakładu pogrzebowego w małym miasteczku, na odludziu - przybliża Edyta Janczak-Hiriart. - Wszyscy martwią się, że nic się nie dzieje, nikt nie umiera. Właściciel jest niezadowolony, bo jego dwóch pracowników nie ma zajęcia. Nagle interes zaczyna się rozwijać, ponieważ... pojawia się rodzina i zmarły. Muszą tylko przewieźć trumnę z denatem z punktu A do B. Za pracownikami zakładu podąża rodzina. Wydaje się to bardzo proste, bo powinni dojechać w dwie godziny, ale nic z tego. Po drodze wszyscy się gubią - opowiada od 11 lat mieszkająca we Francji producentka. - Rodzina nieboszczyka ląduje na zamarzniętym jeziorze, a główną parę bohaterów gdzieś na stacji benzynowej zastaje zamieć śnieżna. Następnego dnia mają oni wypadek i gubią trumnę. Szukają więc zmarłego, a gdy znajdują... okazuje się, że idzie sobie poboczem. Mają więc problem. Interes miał się kręcić, a zmarły ożył. Film mówi trochę o paradoksach życia, naszym sposobie podejścia do życia i śmierci. Potem dzieją się rzeczy, których już nie zdradzę.

Dlaczego reżyser Gérard Pautonnier wybrał właśnie Bieszczady na tło wydarzeń?
- Szukał wcześniej w Kanadzie, ale to za daleko, za zimno, za dużo śniegu i za drogi kraj. Był w Bułgarii, ale to znów za bardzo południowy rejon, z inną religią, innymi krzyżami, a to przecież historia zakładu pogrzebowego - mówiła nam Edyta Janczak-Hiriart. - Potrzebne były bezludzia. Taki klimat trochę wszędzie i nigdzie, dziki krajobraz w Europie, gdzie karawan mógłby się zgubić. Wtedy powiedziałam: „dlaczego nie pojechać do Polski?”. Ze wszystkich zdjęć, które reżyser dostał, wybrał rejony Podkarpacia. Najbardziej mu się spodobały. Ze względu na wolne przestrzenie i krajobrazy.

W trakcie realizacji zdjęć ekipa filmowa odwiedziła wiele zakątków Województwa Podkarpackiego począwszy od Rymanowa Zdrój i Iwonicza Zdrój, poprzez miejscowości takie jak Widacz i Wróblik Królewski, następnie Jaśliska, Moszczaniec oraz Sanok, aż po odległe Arłamów i okolice Soliny, a nawet bardzo oddaloną Czarną Górną.
Przebywanie w tak niezwykle bajkowym, zimowym krajobrazie regionu wpłynęło znacząco na atmosferę realizowanych zdjęć - a należy tu podkreślić, że akcja filmu ma miejsce w okresie świątecznym i elementy błyszczących kolorowych światełek oraz śniegu są zdecydowanie motywem przewodnim tej czarnej komedii.

- W okresie zdjęciowym otrzymaliśmy ogromną pomoc zarówno od władz, jak i mieszkańców regionu, którzy ochoczo pomagali nam we wszelkich kwestiach obiektowych i organizacyjnych, a także doradzali w sprawach transportowych i hotelowych, co okazało się bezcenne. Zatem pomimo tego, że w "Wielkim Zimnie" nie jest jednoznaczne określone miejsce zdarzeń opowiadanej historii, to bez wątpliwości Podkarpacie odcisnęło zarówno pod względem estetyki, natury, jak i klimatu swój charakter w filmie.

POPULARNE NA NOWINY24:

Za jakie grzechy nie dostaniesz rozgrzeszenia

Bieg Tropem Wilczym w Przemyślu [FOTO, WIDEO]

Przestępcy seksualni z Podkarpacia [AKTUALIZACJA - MARZEC]


zobacz też: Grzegorz Damięcki o serialu Wataha: Bieszczady dały nam w kość

Źródło:telemagazyn.pl/x-news

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie