W sanockim szpitalu pielęgniarki rozpoczęły protest głodowy....

    W sanockim szpitalu pielęgniarki rozpoczęły protest głodowy. Mają już dość obietnic [ZDJĘCIA, WIDEO]

    Ewa Gorczyca

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Polowe łóżka stanęły w korytarzu zlikwidowanego w ubiegłym roku oddziału położniczego sanockiego szpitala. Dziś o godz. 13 głodówkę zaczęło pięć pielęgniarek. Ale na liście tych, które chcą podjąć taką formę protestu, jest także kilkadziesiąt ich koleżanek. Zapowiadają, że akcja potrwa tak długo, aż ich postulaty zostaną spełnione.
    W sanockim szpitalu pielęgniarki rozpoczęły protest głodowy. Mają już dość obietnic [ZDJĘCIA, WIDEO]
    1/12

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©Tomasz Jefimow

    W 2014 roku pielęgniarki weszły w spór zbiorowy z dyrekcją SP ZOZ Sanok. Nie doczekały się spełnienia swoich postulatów.

    - Dzisiaj pewnie nasze żądania wyglądałyby trochę inaczej, bo rzeczywistość się zmieniła. Ale na początek oczekujemy spełnienia tych sprzed kilku lat - mówi Małgorzata Sawicka, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych w sanockim szpitalu.

    Czego się domagają?
    Po pierwsze - wzrostu wynagrodzenia o co najmniej 500 złotych i corocznej waloryzacji wynagrodzeń o 15 procent, dopóki nie osiągną pułapu przeciętnego wynagrodzenia publikowanego przez GUS. Kolejne postulaty dotyczą zwrotu funduszu socjalnego.

    - Zrzekliśmy się połowy jego wysokości w 2007 roku, ratując sytuację finansową zakładu - przypomina Małgorzata Sawicka. - Z tego co słyszmy teraz, a przynajmniej tak wynika ze sprawozdania, jakie dyrektor przedstawił na sesji rady powiatu, sytuacja szpitala jest doskonała. Więc chyba czas, by zwrócić pracownikom ten fundusz.

    Są też postulaty dotyczące kwestii organizacyjnych i związanych z wykonywaniem zawodu. - Powinnyśmy robić tylko to, co do nas należy, nie zgadzamy się, by wymagano od nas czynności biurowych czy medycznych, które nie są w naszym zakresie - mówią pielęgniarki i położne.

    Kolejne żądania to poprawa warunków pracy i zapewnienie odzieży ochronnej. - Same musimy prać swoje fartuchy - skarżą się pielęgniarki.

    Są gotowe do rozmów. Jednak gdy dziś zaczynały protest, nie pojawił się ani dyrektor, ani starosta.

    To bardzo przykry dla nas protest i przykre miejsce - mówią pielęgniarki z sanockiego szpitala. Głodówkę prowadzą w korytarzu dawnego oddziału ginekologiczno-położniczego, który prawie dwa lata temu przestał funkcjonować.

    - Strajk byłby prostszym rozwiązaniem. Ale dlaczego pacjent na zostać bez opieki? Doszłyśmy do wniosku, że raczej narazimy swoje zdrowie niż pacjenta - mówi Małgorzata Sawicka.

    Anna Badowicz jest jedną z tych, które w środę jako pierwsze podjęły głodówkę. Rano zakończyła nocny dyżur, w domu odpoczęła przez godzinę i wróciła do szpitala, żeby dołączyć do protestujących koleżanek. Ma 17-letni staż w zawodzie, od 7 lat pracuje na oddziale otolaryngologii. Jest magistrem pielęgniarstwa, robi specjalizację ratunkową. Przyznaje, że trudno jej zmierzyć się z sytuacją, w której się znalazła.
    Zobacz galerię
    - To żenujące, że po tylu latach pracy, po tak dużym trudzie włożonym w kształcenie się, bo obliczyłam, że uczę się już nieprzerwanie od 14 lat, muszę głodować na korytarzu, bo nikt nie chce nam zapłacić godziwie za naszą pracę - mówi.

    Nie ukrywa, że decyzja o podjęciu głodówki była trudna. - To sytuacja poniżająca dla kobiety, gdy musi zdecydować się na tak drastyczny krok. Ale dla nas nie ma już odwrotu, zbyt długo jesteśmy lekceważone - mówi.

    Małgorzata Żuber, 30 lat stażu, pracuje na bloku operacyjnym. Mówi, że do ostatniej chwili miała nadzieję, że tak radykalna forma protestu nie będzie potrzebna. - Ale nikt się nami nie przejął - skarży się.

    Głodówkę rozpoczęło dziś pięć pielęgniarek. Będą je zmieniać kolejne - bo gotowość przystąpienia do protestu zadeklarowało 60. - Nie mamy już nic do stracenia, stoimy pod ścianą - mówią.

    Czarę goryczy przelały wydarzenia ostatnich dni. Przedstawicielki związku chciały przedstawić swoje problemy na posiedzeniu rady powiatu (powiat jest organem prowadzącym szpital) - ale na sesji nie pozwolono im zabrać głosu. Chciały negocjować z dyrektorem - nie przyszedł na spotkania w ustalonym terminie: najpierw był na urlopie, potem na zwolnieniu lekarskim.

    - Starosta też nie chciał z nami rozmawiać - mówi Małgorzata Sawicka. - A my już nie chcemy dużej czekać. Zbyt długo nas ignorowano. Mamy dość czekania i obietnic.

    POPULARNE NA NOWINY24:

    Komentarze (11)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (11) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo