W terytorialsach można się wiele nauczyć. Każdy powinien spróbować.

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
st. szer. Lidia Szydło - 3 Podkarpacka Brygada Obrony Terytorialnej
Rozmowa z st. szer. Lidią Szydło, żołnierzem 32 Batalionu Lekkiej Piechoty w Nisku 3 Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej.

W jaki sposób trafiła pani do Wojsk Obrony Terytorialnej? Skąd pomysł?

Od dziecka marzyłam, aby trafić do służb mundurowych, do wojska. Jednak tak wyszło, że jeszcze do niedawna nie miałam możliwości zrealizowania tego. Marzenia zawsze zostawały na końcu. Pracowałam w różnych zawodach, a w końcu dostałam się do krwiodawstwa. Na początku pracowałam w RCKiK oddział terenowy w Leżajsku, a potem zostałam przeniesiona do Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Rzeszowie, gdzie organizowane są również ekipy oddawania krwi przez żołnierzy WOT.

To oni panią przekonali?

Tak, te rozmowy z nimi były dla mnie przekonujące. Pewnego dnia w RCKiK Rzeszów odbywała się specjalna akcja oddawania krwi, właśnie przez żołnierzy 3 Podkarpackiej Brygady OT. Wtedy chwilę porozmawiałam z jednym żołnierzem i on mnie zachęcił do wstąpienia. Takie kontakty z żołnierzami miałam również w Leżajsku. Fascynowało mnie to, co oni opowiadali. Zawsze jakiś taki wojskowy duch we mnie był. Tym bardziej że w domu ojciec trzymał dyscyplinę. Sam był w wojsku 3 lata jako marynarz. Dziadek był policjantem, wujek służył w wojsku i mój brat też. W końcu postanowiłam wstąpić do WOT. Bardzo pozytywnie zareagowała na moją decyzję dyr. RCKiK Ewa Zawilińska. Jest przychylna wojsku, nie tylko bez problemu podpisała mi dokumenty, ale wręcz stwierdziła, że jest dumna, że będzie miała takiego pracownika. Moja rekrutacja zaczęła się jesienią 2017 r. W maju 2018 r. zostałam przyjęta na 16-dniowe szkolenie podstawowe w Dębicy. Przysięgę złożyłam 27 maja 2018 r. w Mielcu.

Jakich argumentów używali żołnierze, którzy ostatecznie przekonali panią do wstąpienia do WOT?

Mówili, że warto wstąpić, że w WOT można się wiele nauczyć. Dodawali, że wśród żołnierzy panuje bardzo dobra atmosfera, wzajemna pomoc, chęć niesienia pomocy innym. I tym mnie przekonali.

Jaki był główny cel, który pani przyświecał przy wstępowaniu do terytorialsów?

Hasło naszej formacji brzmi „Zawsze gotowi, zawsze blisko". Jesteśmy dla społeczeństwa, dla ludzi, głównie w czasach kryzysu, choć nie tylko. To mi bardzo odpowiada, gdyż od zawsze była we mnie chęć pomocy i poświęcania się dla innych. Zawsze byłam aktywną osobą i jestem. Uwielbiam różne sporty, głównie wędrówki po górach. Z tych względów chciałam się realizować, coś robić i jak głosi credo terytorialsa, zawsze być gotowym do pomocy, służyć tarczą i pomocnym ramieniem swojej społeczności. Również w razie sytuacji zagrożenia kraju, mam wspierać i bronić rodaków, nawet w najtrudniejszych momentach. Mam nadzieję, że zawsze będę gotowa spełniać to wszystko. Oczywiście nie wstąpiłam do służby po pochwały i medale, ale po to, żeby moje zaangażowanie i działanie były bardziej widoczne wśród naszego społeczeństwa. Chcę być takim cichym samarytaninem, który pomaga i służy ludziom.

Jak na pani wstąpienie do WOT zareagowała rodzina?

Pozytywnie. Bardzo dumny był tata, bo zawsze popierał formacje mundurowe. Podobnie miło zareagowali moi bracia. Wcześniej nikomu się nie przyznawałam, że wstępuję do WOT. Tajemnicę powierzyłam tylko najstarszemu bratu oraz jednemu koledze z pracy. Tak miało być, dopóki nie ukończę „szesnastki". Nie wiedziałam, co mnie czeka, czy wytrwam, czy się poddam fizycznie i psychiczne. Wzięłam urlop w pracy i pojechałam na 16 dni szkolenia. Gdy się już skończyło i miałam mieć przysięgę, to powiadomiłam więcej osób. Było mi bardzo przyjemnie, gdy pojawiała się na niej nie tylko moja rodzina, ale również koleżanki i koledzy z pracy.

Co to jest „szesnastka"?

To 16-dniowe szkolenie podstawowe terytorialsów. Już w pierwszym dniu odbywa się test sprawności fizycznej, który składa się z marszobiegu na 3 km, pompek i brzuszków. Pod koniec szesnastki odbywa się test końcowy, tzw. „pętla taktyczna”. Do zaliczenia 15 różnych punktów. Głównie praktyczne ćwiczenia.

Na czym polega pani praca zawodowa?

W Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Rzeszowie pracuję w dziale preparatyki. Zajmuję się przetwarzaniem krwi pobieranej od krwiodawców w celu uzyskania preparatu, czyli leku. Takim lekiem jest koncentrat krwinek czerwonych, osocze, koncentrat krwinek płytkowych , krioprecypitaty, a obecnie bardzo wyczekiwane przez chorych na COVID-19 osocze od ozdrowieńców, które dział preparatyki musi poddać odpowiednim procesom, aby tak przygotowane osocze można było podać chorym na COVID-19. Również przygotowuję składniki na zamówienia szpitalne.

Podobną funkcję pełni pani w terytorialsach.

Podobną w tym znaczeniu, że zostałam wyznaczona na koordynatora od krwiodawstwa w naszej kompanii, czyli udzielam żołnierzom potrzebnych informacji związanych z krwiodawstwem i pośredniczę w uzgadnianiu terminów poboru krwi. Czasami muszę wystosować apel o uzupełnienie stanów krwi, ale w zasadzie nie muszę tego robić, ponieważ wiem, że na żołnierzy zawsze można liczyć. Zwłaszcza w tych obecnych, trudnych czasach. Sama również oddaję krew, więc solidaryzuję się z nimi.

Ma pani bardzo aktywne pasje.

Przede wszystkim dużo chodzę po górach. Jeszcze w szkole średniej zaczęłam wędrować po Tatrach, głównie sama. Dzięki temu mam w miarę dobrą kondycję. Poza tym pewnie dochodzą wrodzone predyspozycje. Oprócz gór w Polsce byłam w Karpatach rumuńskich, ukraińskich, Alpach austriackich. Głównie jednak wędruję w polskich i słowackich Tatrach. Marzę o Himalajach i cały czas zbieram pieniądze na tę wyprawę. Biegi? Hmm, gdyby nie WOT, to bym nie wiedziała, że mogę odnosić jakieś sukcesy w zawodach biegowych. Generalnie nie lubię biegać. W terytorialsach co roku jest egzamin sprawnościowy. Bieg na 3 km, pompki, brzuszki i inne konkurencje. Zawsze miałam wysokie noty. Z tego powodu zaproponowano mi udział w biegach przełajowych. W pierwszych zawodach w Dębicy zdobyłam 1. miejsce. Na zawodach ogólnopolskich trzecie, z sekundą straty do srebra. W sztafecie kobiet zdobyłyśmy złoto. Oczywiście w mojej kategorii kobiet, 35 plus. W kolejnych latach były inne sukcesy. Dużo jeżdżę rowerem. W zimie na łyżwach, a także, choć nieco mniej, na nartach. Co roku biorę udział w ekstremalnej drodze krzyżowej, przechodząc nocą 50 km, zwykle po górach.

Fizycznie i psychologicznie wspiera pani osoby potrzebujące, szczególnie samotnych seniorów.

Na ile mogę, zawsze wspieram dobrym słowem i hartem ducha osoby, które podupadają psychicznie w dobie pandemii. Strach ich przeraża. Dzwonię do nich, pocieszam, wspieram, wlewam nadzieję na lepsze jutro. A fizyczna pomoc polega na robieniu zakupów i wykupieniu leków. Teraz mam panią, która jest chora, nie może nigdzie wyjść. Robię jej zakupy i zostawiam pod drzwiami. Wykupuję jej też leki. Także tato od wielu lat mieszka samotnie i również potrzebuje pomocy. To oczywiście zajęcia poza obowiązkami w WOT.

Ma pani dużo obowiązków zawodowych, w terytorialsach, społecznej działalności, a do tego aktywne pasje. Jak udaje się pani to wszystko pogodzić?[/sc[

Staram się dobrze organizować swój czas. Jak zmobilizuję się, to wszystko uda się zrobić, czasami ewentualnie zarywa się noc. Codzienny dojazd do pracy (50 km w jedną stronę) zabiera trochę czasu, ale można wszystko pogodzić. Poza tym w życiu zwykle kierowałam się słowami Jana Pawła II „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.

Dla kogo są Wojska Obrony Terytorialnej? Kto powinien wstąpić w szeregi terytorialsów?

Myślę, że każdy, kto wie, co to znaczy wojsko i spełnia te warunki. Każdy, kto czuje się na siłach, może spróbować. WOT to propozycja dla osób mocnych psychicznie, pewnych siebie, wytrwałych, cierpliwych oraz chętnych do działań. Polecam tę formację zwłaszcza ludziom młodym, gdyż w terytorialsach można się nauczyć wielu pożytecznych rzeczy.

Dodaj ogłoszenie