W tym jesteśmy dobrzy

Antoni Adamski
Adam Bała z Grzegorzówki piecze jedyny w województwie chleb ekologiczny. Taki chleb pamięta z dzieciństwa.
Adam Bała z Grzegorzówki piecze jedyny w województwie chleb ekologiczny. Taki chleb pamięta z dzieciństwa. Krystyna Baranowska
Kiedyś postęp w rolnictwie mierzyło się ilością nawozów sztucznych na hektar. Po latach niezniszczona chemią ziemia jest szansą Podkarpacia.

Mamy najwięcej gospodarstw ekologicznych w Polsce! To dobra wiadomość. Nasza zdrowa żywność idzie w Polskę i na Zachód. To dobra i... zła wiadomość. Dlaczego zła? Bo my jemy skażoną chemią żywność z Zachodu.

Na początku lat 90. było w Polsce 27 gospodarstw ekologicznych; dziesięć lat później - prawie półtora tysiąca. Dziś tyle gospodarstw ekologicznych jest tylko w jednym województwie - podkarpackim. Ekologia jest szansą dla naszego regionu. Dlaczego?

W roku 2000 na Targi Ekologiczne "Biofach" w Norymberdze pojechał Bogusław Bednarz z Kańczugi. Jego firma nosząca dziś nazwę Bioconcept (współwłaściciel: Agnieszka Brzyska) była na Targach jedyną z Podkarpacia i jedną z dwóch z Polski. Wystawiła mrożonki: truskawki, porzeczki i maliny. Były to produkty ekologiczne, które uzyskały niemiecki certyfikat.

- Niemcy zamówili u nas 3-4 tysiące ton owoców - wspomina Bogusław Bednarz. - My mogliśmy wówczas eksportować tylko 500 ton. Po powrocie do Kańczugi zrobiłem wszystko, aby tym zamówieniom sprostać. Potrzebowałem na to kilku lat .
Zaczął przekonywać rolników, że z ekologii mogą godnie żyć. W regionie nie ma uciążliwego przemysłu. Ziemia nie została zniszczona nawozami. Opory powoli ustępowały, tym bardziej, że tradycyjne rolnictwo nie było opłacalne. Wkrótce zaczęły powstawać plantacje owoców, jedna po drugiej.

Cała produkcja na eksport

Dziś z Bioconceptem współpracuje 700 gospodarstw. Dostarczają 3 tys. ton owoców (truskawki, porzeczki, maliny), 1,5 tys. ton warzyw i przetworów oraz 7 tys. ton jabłek z przydomowych sadów, przerabianych na zagęszczony sok. Bioconcept pomaga zakładać plantacje, organizuje szkolenia, dostarcza sadzonki (w wypadku truskawek z 50 proc. zniżką), ustala minimalne ceny skupu.

100 procent ekologicznej produkcji: owoce, warzywa i koncentrat jabłkowy eksportowane są do Niemiec, Holandii, Belgii, Francji, a nawet Stanów Zjednoczonych.

Dostawcom nie jest łatwo. Bednarz wylicza, że jego kontrahenci mają plantacje o powierzchni najwyżej do 4 ha. - Dlatego zyski nie są tak oszałamiające, by inwestować - mówi.

Największym problemem jest brak rąk do pracy. Młodzi wybierają lżejszą i lepiej płatną robotę za granicą. Przeciętna wieku w gospodarstwach to 50 lat. Nie ma kto zbierać plonów. W zeszłym roku zmarnowało się około 20 proc. upraw.

- Do zbiorów na plantacjach naszych dostawców trzeba w sezonie z 500 osób. Robotników werbujemy na Ukrainie. Niedawno z okolic Lwowa przywiozłem 40 osób. To za mało. Może trzeba szukać ich w Chinach, Indiach, Wietnamie? Narazie przepisy na to nie pozwalają - martwi się szef Bioconceptu.

Nie musimy jeść chemii

Waldemar Niedźwiedzki z Boratynia k.Jarosławia dostarcza dla Bioconceptu maliny i truskawki. Ekologią zainteresował się siedem lat temu:

- Byłem na specjalnym kursie w Niemczech - wspomina. - Tam pozbyłem się kompleksów. Kiedyś postęp w rolnictwie mierzyło się w ilości nawozów sztucznych na hektar. Polska pozostawała daleko w tyle. Po latach czysta, niezniszczona chemią ziemia okazała się szansą Podkarpacia.

Niedźwiedzki podkreśla, że wcale nie musimy jeść chemii. To sprawa wyboru.
- Holendrzy jedzą czyste truskawki sprowadzane z Polski. Zielone truskawki holenderskie układane są w pryzmy, spryskiwane i eksportowane do Polski. Zanim TIR przekroczy naszą granicę, truskawki są już dojrzałe.

Niedźwiedzki pokazuje swoją hodowlę kur. 400 ptaków biega po olbrzymim wybiegu. W kurniku nie może być więcej niż 6 kur na metr kwadratowy. Karmione są ekologicznym zbożem, w zimie dodatkowo dostają susz z pokrzyw, marchew i suszone zioła (miętę, dziurawiec, nagietek).

Dla porównania: w fermie kury przez całe życie pozostają stłoczone w klatkach. Nie wychodzą na wybieg. Tuczone są modyfikowanymi paszami, które podnoszą ich "wydajność". Kura fermowa znosi 300 jajek rocznie. Ta z ekologicznego kurnika - tylko 150. W tych ostatnich jest o 30 proc. mniej cholesterolu. Jajka ekologiczne od razu odróżnić można po smaku.

Niedźwiedzki dostarcza ich do Rzeszowa 1,5 tysiąca tygodniowo. Ma bardzo wielu stałych klientów. Cena jest stała: 60 gr za sztukę. Jajka z fermy kosztują od 35 gr do 50, a nawet 70 gr (w zimie).

Ekologia nie daje krociowych zysków. Niedźwiedzki nie planuje budowy drugiego kurnika. Mówi, że to nie jest produkcja "taśmowa". To styl życia, gdzie nie wszystko da się przeliczyć na złotówki.

Chleb młodości

Szukaj certyfikatu

Wszystkie produkty ekologiczne badane są przez wyznaczone firmy. Sprawdzane są wszystkie składniki, receptury, sposób produkcji oraz produkt końcowy. Każdy produkt ekologiczny posiada certyfikat umieszczony na etykiecie.

Jedyną piekarnię ekologiczną w województwie prowadzi w Grzegorzówce (gm. Hyżne) Adam Bała. Dwa razy w tygodniu wypieka po 200 bochenków. To ekologiczny chleb młodości (pszenny) oraz ekologiczny chleb żytni na zakwasie. Dlaczego tylko 200 bochenków? Bo w najbliższej okolicy wypieki pana Bały nie cieszą się popularnością.

- Ludzie szukają chleba miękkiego - na sztucznych spulchniaczach. A przecież spulchniacze to chemia - wyjaśnia piekarz.

Dlatego swój chleb sprzedaje w Rzeszowie, Kolbuszowej, a nawet w Krakowie. Tam uchodzi za przysmak.

- Taki chleb piekła moja matka w domowym piecu opalanym drzewem - wspomina Bała. - Był świeży przez cały tydzień, nie kruszył się, pachniał...

Właśnie do jego piekarni przyjechał Tadeusz Gmiterek, z Ekogwarancji PTRE z Lublina. To jedna z siedmiu firm, która daje certyfikaty ekologiczne i kontroluje produkcję.

- Sprawdzamy wszystko - tłumaczy Gmiterek - czy rolnik, od którego kupiona została mąka, prowadzi zasiewy ekologicznego zboża, w jakich warunkach pieczony jest chleb i czy maszyny zostały wyczyszczone przed rozpoczęciem produkcji, jaka jest receptura, jakie są warunki sanitarne.

Chleb ekologiczny żytni kosztuje 1,80 zł (bochenek 0,7 kg), zaś pszenny - 2 zł (bochenek 0,5 kg). Jest droższy, bo wydajność z 1 ha ekologicznego zasiewu jest o 20-30 proc. niższa.

Takich pierogi tylko u nas

Tadeusz Derlat z Rzeszowa od lat produkuje pierogi, sałatki warzywne i galaretki drobiowe. A ponieważ takich wytwórców jest wielu, postanowił w tym roku zrobić coś nowego - pierogi ekologiczne. Certyfikowane produkty: mąkę, ziemniaki i kapustę kupuje w ekologicznych gospodarstwach.

Pierogi Derlata kosztują 14 zł za 1 kg (zwykłe: ok. 10 zł). Wytwórca wozi je do Warszawy, Krakowa, Katowic i Sosnowca. W lutym pierogi ekologiczne wzbudziły ogromne zainteresowanie na Targach "Biofach" w Norymberdze.

- Niemcy nie znają pierogów - opowiada wytwórca. - Dlatego uczyłem ich, jak wymawiać polską nazwę. Nie zgodziłem się na jej tłumaczenie. Do degustacji ustawiały się długie kolejki. Dostałem propozycję zamówień: samochód pierogów tygodniowo. Odmówiłem - to za daleko. Pierogi mają ważność tylko 7 dni, a mrożonki smakują gorzej.

Derlat podkreśla, że nikt ani w stolicy, ani w Krakowie, ani na Śląsku nie robi pierogów ekologicznych. - Podkarpaccy producenci mogą ich wiele nauczyć!
Dodajmy - nie tylko jeżeli chodzi o pierogi. Poprostu jesteśmy dobrzy w ekologii.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
cxcx

9 lat minęło od ukazania się artykułu i zero komentarzy? Przypadkowo poznałem pana Adama, później spróbowałem jego produktów. Rewelacja !

Dodaj ogłoszenie