W życiu też bywa jak w kabarecie

Piotr Wróbel
Katarzyna Dziedzic, studentka. Barmanka w rzeszowskim pubie "As”.
Katarzyna Dziedzic, studentka. Barmanka w rzeszowskim pubie "As”. KRYSTYNA BARANOWSKA
Udostępnij:
Gdy podchmielonemu klientowi już nie chciano podać w pubie piwa, usiadł zasmucony przy stoliku i z rozpaczy… zjadł świeczkę.

Taksówkarze, barmanki, fryzjerzy. Pracę mają taką, że muszą znosić kaprysy klientów. Czasami mogą "się uśmiać", czasami trudno im powstrzymać nerwy na wodzy. Na co dzień stykają się z ludźmi przeróżnego "kalibru".

Dziewięćdziesiąt procent to normalni klienci. Trochę pomarudzą na politykę i podatki, potem sypią dowcipami, a odchodząc, dziękują za wszystko. Ale jest też te pozostałe dziesięć procent klientów.

Pijany "ważniak"

Którzy z tej 10-procentowej plejady "dżentelmenów" są najbardziej upierdliwi? Najczęściej pada odpowiedź, że ci "ważni".

Właściciel baru, w małej miejscowości oddalonej od Rzeszowa 20 kilometrów, tak to komentuje: - Z podchmielonym gościem sobie poradzimy. Wytłumaczymy i ewentualnie wyprowadzamy na zewnątrz. Najgorzej jest z lokalnymi "bonzami". Na przykład - z miejscowym adwokatem lub urzędnikiem z magistratu. Taki narzyga, rozbije szklanki, siedzące obok dziewczyny będzie nazywał k…mi. Gdy mu zwrócisz uwagę, to się odgraża i mówi, że jutro przyjdzie i mnie zwolni. A ja zawsze wtedy zadaję mu pytanie: dlaczego dopiero jutro, skoro może to zrobić dziś?! Następnego dnia taki ktoś już jednak się nie pojawia. Pewnie wytrzeźwiał i zrozumiał, że nie może zwolnić mnie z lokalu, którego… jestem właścicielem.

Świeczka na deser

Do rzeszowskiego pubu "As" przyszedł kiedyś podchmielony mężczyzna. Poprosił o piwo. - Odmówiłam, widziałam, że za dużo już wypił. Zapytałam, czy nie zechciałby raczej coś zjeść. Nie chciał - opowiada Katarzyna Dziedzic, studentka dorabiająca jako barmanka.

Gość się "załamał". Usiadł smutny przy stoliku. Ale był jednak głodny.

- Najpierw zjadł kwiaty z flakonu na stoliku - opowiada Kasia. - Potem wypił z tego flakonu wodę. A na deser… zjadł kawałek świeczki.

Zjedzenie świeczki jest niczym wobec problemu, jaki pojawia się u niektórych klientów zamawiających żurek. Podaje się go tutaj w glinianym naczyniu z uchem, za które wtykana jest - dla ozdoby - drewniana łyżka. Niektórzy chwytają za tę łyżkę i zdążą wchłonąć cały żurek zanim zorientują się, że na stole obok leży przygotowana dla nich… prawdziwa łyżka.

- Do naszego pubu przychodzą stali bywalcy. Lokal jest niewielki, panuje tutaj kameralna atmosfera. Na pewno inaczej wygląda to tam, gdzie lokal jest dużo większy - mówi Kasia.

Mięśnie zamiast rozumu

I rzeczywiście. Właściciel większego pubu opowiada, że "duży lokal, to większe dochody i większe kłopoty". W jego restauracji pełno jest intymnych zakamarków i małych sal słabo oświetlonych. A nic tak nie "potęguje uczucia i miłości", jak intymne zakamarki i półmrok.

- Kiedyś z męskiej toalety wydobywały się odgłosy chłopaka bardzo cierpiącego. Drzwi były zamknięte, nie mogłem wejść - opowiada szef tej restauracji. - Ten chłopak tak wył, że chciałem wezwać pogotowie, bo myślałem, że ma zawał.

Jednak drzwi się otworzyły i z tej toalety wyszedł zadowolony trzydziestolatek, a za nim… dwie dziewczyny.

Wśród klientów rzeszowskich pubów zdarzają się nawet tacy, których wprawdzie natura obdarzyła mięśniami, ale za to - dla równowagi - odebrała im rozum.

Opowiada jeden z rzeszowskich barmanów: - Pewien gość założył się z kumplem, że wypije swój mocz. Wszedł z pustym kuflem do toalety, wrócił z kuflem "pełnym" i to później wypił. A żeby jeszcze zaimponować kolegom, zjadł kilka petów… Na deser.

Anna Paruzel, właścicielka zakładu fryzjerskiego w Czudcu.
Anna Paruzel, właścicielka zakładu fryzjerskiego w Czudcu. WOJCIECH ZATWARNICKI

Wiesław Borowiec, rzeszowski taksówkarz. (fot. KRYSTYNA BARANOWSKA)Zostawiłam stringi w taryfie

Wiesławowi Borowcowi, rzeszowskiemu taksówkarzowi, w środę "stuknęło oczko".

- W tym dniu minęło 21 lat mojej pracy za kółkiem - mówi.

A taksówkarze widzą takie rzeczy, że mało kto w nie uwierzy…

Wspomina "zawianego" pasażera, który wsiadł do jego taksówki przed rzeszowskim dworcem PKP i poprosił, żeby zawieźć go niedaleko, bo na ulicę Lwowską.

- Jeździliśmy po Lwowskiej i szukaliśmy jakiegoś bloku. Nie znaleźliśmy. Klient był zdziwiony, że ten blok zniknął. Potem okazało się, że ten pasażer chciał jechać na ulicę Lwowską, ale w... Krośnie.

Innym razem także sprzed dworca zabrał pasażera. Było to w nocy. Klient zamówił kurs do Sokołowa. Przez całą drogę nie odzywał się, był spięty. Pan Wiesław trochę się przestraszył.

- Było to zaraz po tym, jak zabito w Polsce taksówkarza. Wyobraźnia zaczęła działać, już zastanawiałem się, jak w razie czego się obronić. Tym bardziej, że koło Sokołowa wjechaliśmy w jakąś polną drogę - mówi.

Gdy "groźny" pasażer wysiadł, grzecznie podziękował i zapłacił. Dlaczego cały czas się nie odzywał?. Bo się jąkał i się tego wstydził.

Inny rzeszowski taksówkarz opowiada, jak uwierzył w "szczerą, bezinteresowną" miłość.

- Wsiadła kiedyś parka - mówi. - On zakochany, ona prześliczna. Pomyślałem, że to piękna miłość. Ona ciągle mu powtarzała, że tak go kocha, że spać nie może. I że gdyby go nie miała, to by się powiesiła. Kazali się zawieźć do lasu między Głogowem, a Kolbuszową.

Poszli w las, potem wrócili szczęśliwi. - Odwiozłem ich do Rzeszowa. Ten chłopak wysiadł, a ona poprosiła, żebym zawiózł ją pod siedzibę dużej firmy. Z budynku wyszedł dojrzały mężczyzna w garniturze i wsiadł do samochodu. A ona się do niego przytuliła i powiedziała, że… go kocha i że gdyby go nie miała, to by się powiesiła. I kazała, żeby zawieźć ich… do lasu między Głogowem a Kolbuszową. Nawet nie tłumaczyła dokładnie. Powiedziała tylko do mnie: - Pan wie, gdzie!

Czy to było jego najbardziej dziwne zlecenie? Nie. Kiedyś zadzwoniła do niego dziewczyna, którą w nocy odwoził do domu. Grzecznie przeprosiła i zapytała, czy nie mógłby jej odwieźć pewnej wartościowej rzeczy, którą u niego w samochodzie zostawiła.

Odwiózł. To były stringi. Innym razem miał równie pilne wezwanie. Zadzwoniła dziewczyna, która zażyczyła sobie, żeby szybko przywiózł jej słoiki i… prezerwatywy.

[obrazek3] Anna Paruzel, właścicielka zakładu fryzjerskiego w Czudcu. (fot. WOJCIECH ZATWARNICKI)Strzyżenie z pieniędzy po krakowsku

Anna Paruzel z Czudca. Od 10 lat fryzjerka. W swoim zawodzie pracowała już nawet w Egipcie. Teraz ma zakład fryzjerski. Opowiada o starszej pani, która przyszła do niej zrobić trwałą.

Anna zaczęła robić, ale zasada jest taka, że w trakcie takiego formowania włosów, klientka musi na chwilę usiąść obok i poczekać, aż fryzjerka przystąpi do następnego etapu. Anna poprosiła zatem, żeby "usiadła sobie na boczku". A ta starsza pani potraktowała to dosłownie; obróciła się na fotelu i… usiadła na "boczku", ale swoim.

W zakładzie Anny każdego roku (najczęściej zimą) pojawia się mężczyzna, który wchodzi i pyta, ile kosztuje strzyżenie. A potem nie strzyże się i szybko wychodzi. I tak powtarza się to już od kilku lat.

Ścięcie włosów i nałożenie farby klientce w zakładzie Anny kosztuje ok. 50 zł. W Krakowie za to samo trzeba zapłacić ponad 250 zł.

- Słyszałam, że jest pewna pani, która pracuje w "biednym" rzeszowskim ZUS-ie i do fryzjera jeździ do Krakowa. Bo tam - według niej - niby lepiej strzygą. Lepiej strzygą, ale… z pieniędzy!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie