We wsi grasuje piekielnik

Norbert Ziętal Janusz Motyka
- Po wujkowej stodole zostały tylko zgliszcza. Jedyne, co możemy teraz zrobić, to posprzątać - narzeka Zbigniew Kruk. NORBERT ZIĘTAL
Mieszkańcy Huty Brzuskiej pod Birczą mówią, że lepiej będzie, jak podpalacza pierwsza złapie policja. Bo jak oni go dorwą, to nie ręczą za siebie.

Stodoły palą się od lipca. Podpalacz działa nocami, zawsze w soboty. Policja rozkłada ręce. Zdesperowani mieszkańcy chodzą po pomoc do wróżki. Co się dowiedzieli? - To nie koniec podpaleń!

- Wszystko spłonęło - rozpacza Jan Hop z Huty Brzuskiej. - Bryczka, sanie, siano, zapas drewna. Z wozu to tylko żelazne felgi zostały.

Pożar strawił jego stodołę w sobotę, w wigilię Niedzieli Palmowej.

- Wieczorem sprawdzałem obejście i wszystko było w porządku - mówi Kazimierz Krupa, siostrzeniec gospodarza. - Położyliśmy się spać. Około dwudziestej drugiej już się paliło. Za późno było na jakikolwiek ratunek.

Strażacy - ochotnicy z Huty i sąsiednich wiosek - mogli tylko dogasić zgliszcza. Na szczęście tej nocy nie było silnego wiatru, bo i dom by poszedł z dymem. Stoi zaledwie 20 metrów od spalonej stodoły.

- Ale żal serce ściska - narzeka Zbigniew Kruk, krewniak gospodarza. - Z piętnaście lat temu ją budowaliśmy. Tyle to trudu kosztowało! A drewno zdrowiusieńkie. Proszę, nawet teraz widać po na wpół zwęglonych belkach.

O tym, że stała tutaj stodoła, świadczą jedynie cztery betonowe słupki. Budynek nie był ubezpieczony.

We wsi pojawił się piekielnik

O szczęściu w nieszczęściu mogą mówić Błażkowscy, którzy ubezpieczenie mieli. To od nich zaczęła się czarna seria.

Feralnej nocy z 15 na 16 lipca nie zapomną nigdy. - Akurat mieliśmy w domu rodzinę ze Śląska - wspomina Marek Błażkowski.

Większość domowników już spała. Obudził ich trzask płonącego drewna i skowyt zwierząt. Młodzi rzucili się ratować żywy inwentarz. Ktoś wyprowadził krowę.

- Wpadłam do płonącego budynku - opowiada gospodyni Wanda Błażkowska. - Ręką rozbiłam szybę w oknie i przez dziurę wyrzucałam kury na zewnątrz.

Błażkowska pokazuje poparzoną rękę. To pamiątka po tym, jak z mężem odsuwali ciągnik.

Świnie spaliły się żywcem. Dzięki pomocy gminy i sąsiadów Błażkowscy na zgliszczach odbudowali budynek. Z drewna z gromadzkiego lasu, porządnie kryty, z garażem i stajenką.

Seryjni podpalacze

Seryjni podpalacze

Kalników i Hruszowice
Pod koniec 2000 r. seryjny podpalacz działał w gminie Stubno. W ciągu kilku tygodni, w Kalnikowie i Hruszowicach puścił z dymem cztery stodoły i stóg siana. Straty oszacowano na 300 tys. złotych. Podpalacz działał systemem, ogień podkładał w niedzielę w nocy. Mieszkańcy byli tak przerażeni, że zorganizowali nocne patrole obywatelskie. Policja ustaliła, że podpalaczem był nieletni mieszkaniec powiatu przemyskiego.

Ulanów
W kwietniu 2002 r. policjanci zatrzymali 27-letniego strażaka-ochotnika i postawili mu zarzuty wzniecenia czterech pożarów.

Walawa, gm. Orły
W październiku 2003 r. policjanci ujęli 22-latka z Walawy, który miał na sumieniu 6 pożarów.

Gmina Jarosław
2 kwietnia br. policjanci z Jarosławia zatrzymali 50-letniego mieszkańcy gminy Pawłosiów, który jest podejrzany o podłożenia ognia pod stodoły w Ożańsku i Tywonii pod Jarosławiem. Podpalacz spowodował 350 tys. złotych strat.

Wielkie Oczy
W marcu seria pożarów stodół i domów sterroryzowała mieszkańców Wielkich Oczu. Policjanci ustalili, że podpalaczem był 22-letni strażak-ochotnik Piotr L. Policjantom wyjaśnił, że podpalał, aby później wykazać się w akacjach gaśniczych. Został aresztowany, grozi mu do 10 lat więzienia.

Podpalacz krąży wokół kościoła

W sierpniu z dymem poszła stodoła Franciszki Cap, niedaleko Błażkowskich. Już wtedy mieszkańcy podejrzewali, że to nie są przypadkowe pożary. Pewności nabrali, gdy początkiem grudnia znowu ktoś spalił Błażkowskich. Piekielnik - jak mówią w Hucie na podpalacza - podłożył ogień pod nową stodołę. I znowu w sobotnią noc spłonęło wszystko. Razem z żywymi zwierzętami...

Niedawno piekielnik uderzył u Majchrów, sąsiadów Hopów. Pewnie znowu stodoła poszłaby z dymem, gdyby Kazimierz Kruk w porę nie zauważył płomieni. Zdusili pożar w zarodku.

Wszystkie domy, w których wybuchały pożary, znajdują się blisko kościoła.

- Żeby tylko nie doszło do najgorszego. Taki to nie cofnie się przed niczym - obawiają się parafianie.

Karty wróżą czarną serię

Do wsi prowadzi asfalt równiusieńki, że miastowi mogą zazdrościć. Na wpół opuszczona przez tutejszych Huta Brzuska jest atrakcyjna dla przyjezdnych, którzy z zapylonych miast uciekają na wieś.

- Wykupują stare domy, bo mają tu nieskażoną przyrodę, piękne krajobrazy, spokój. A nam przyjdzie teraz stąd uciekać - denerwuje się pani Wanda.

Żeby poznać przyszłość, i poznać ewentualnego podpalacza, poszła do wróżki. Zresztą nie ona jedna. O podpalacza pytały też inne kobiety.

- Wróżka widzi we wsi ogień. Wokół podpalaczy jest pełno płomieni - opowiada z przekonaniem kobieta.

Podpalaczy? Tak, bo według kart piromanów jest dwóch. Wysoki, ciemny blondyn i drugi - niższy, ciemne włosy. Pani Wanda wierzy w to, co mówi szamanka. Przecież przepowiedziała jej drugi pożar. Tylko wszyscy zlekceważyli ostrzeżenie. Bo chłopy w czary nie wierzą.

- Marny będzie los podpalacza, jak wpadnie w nasze ręce - odgrażają się.

Kazimierz Kruk nocą patroluje część wioski.

- Całości nie da się upilnować, bo to wielki teren. Ale złapanie go to tylko kwestia czasu - podejrzewa.

[obrazek3] Sołtys Wiesław Gerula ufa, że podpalaczem nie jest żadne z mieszkańców Huty. Jednak dla pewności, na noc spuszcza wilczura. (fot. JANUSZ MOTYKA)Sołtys dmucha na zimne

- W Hucie Brzuskiej zamieszkałych jest ponad 80 domów - wylicza Wiesław Gerula, sołtys.

Największe skupiska zabudowań są wzdłuż potoków w dolinach, reszta rozrzucona jest po okolicznych wzgórzach.

- Podpalacz grasuje po wzgórzach. W doliny nie schodzi - wyjaśnia sołtys.

Każdy pożar we wsi wywołuje coraz większy strach. I stawia na nogi miejscowych strażaków. Jest ich 22. Szefuje im sołtys Gerula.

- Wierzę święcie, że pali nie swój, nie z naszej wioski. I nie strażak... Ale tak do końca wykluczyć się wszystkiego nie da - zastrzega po chwili namysłu sołtys.
Chłopy spod sklepu z piwem mają swoje zdanie.

- To raczej ktoś młody, może z okolicznej wioski - tłumaczą. - Stary wie, ile pracy i pieniędzy trzeba włożyć w budowę choćby stodoły - tłumaczą.

Chłopy przyznają, że zdarza się im zasypiać pod koniec tygodnia z solidną pałą albo siekierką pod łóżkiem.

- Ja wierzę ludziom, ale na noc wilczura też spuszczam. Bo lepiej zapobiegać niż później gasić - mówi sołtys.

Kto pierwszy złapie podpalacza

W Hucie ani w sąsiednich wioskach nigdy nie było seryjnych podpaleń. Gdzieś z 20 lat temu ludzie, którzy na zawsze opuszczali wieś, podpalali swoje domostwa.

- Ale teraz to zupełnie co innego. Tu pali obcy i nie swoje - denerwują się ludzie.

A co na to policja? - Za mało się stara - narzekają mieszkańcy. - Przecież podpalaczem nie może być ktoś z daleka. Powinni pochodzić, rozpytać. Przecież mają swoje sposoby...

- Prowadzimy czynności w sprawie ostatniego pożaru - mówi asp. sztab. Wiesław Hop, kierownik Posterunku Policji w Birczy. - Poprzednie postępowania zostały umorzone. Jest trudno. Nikt nic nie widział, nikt nikogo nie zatrzymał...

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy od jednego z mieszkańców, ludzie we wsi mają podejrzenia, kto może być piekielnikiem. Ale na razie nie ujawniają tego, bo chcą wierzyć w jego niewinność. A poza tym, jak podejrzenia się potwierdzą, to najpierw sami wymierzą mu sprawiedliwość.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie