Wiceminister Marcin Warchoł: Chcę kontynuować wizję rozwoju Rzeszowa Tadeusza Ferenca

Bartosz Gubernat
Bartosz Gubernat
Krzysztof Kapica
Rozmowa z dr. hab. Marcinem Warchołem, wiceministrem sprawiedliwości, kandydatem na prezydenta Rzeszowa popieranym przez Tadeusza Ferenca.

- Zdaniem obserwatorów lokalnej sceny politycznej, decyzja o poparciu pana przez Tadeusza Ferenca nie jest zaskakująca, bo współpracę na linii miasto – wiceminister Warchoł obserwowaliśmy od dłuższego czasu. Czy już startując do Sejmu miał pan w głowie myśl, że kolejnym krokiem będzie walka o fotel prezydenta Rzeszowa?

- To nie zrodziło się w mojej głowie, to prezydent Ferenc wyszedł z taką propozycją. Jestem człowiekiem, który wyznacza sobie pewne cele do realizacji na bieżąco i nie wybiegam daleko w przyszłość. Startując do Sejmu myślałem tylko o mandacie posła. Gdybym wówczas zakładał, że kiedyś będę walczył o prezydenturę w Rzeszowie, oznaczałoby to, że mandat posła traktuję instrumentalnie. Tak nie było. W wyborach poparło mnie ponad 28 tysięcy wyborców i od początku pracy w Sejmie starałem się sprostać ich oczekiwaniom, pracując najlepiej, jak potrafiłem. Poseł otrzymuje ogromny kredyt zaufania, mam nadzieję, że dobrze wywiązałem się z mojego zadania i nie zawiodłem mieszkańców. Starałem się być wszędzie tam, gdzie mnie potrzebowano i angażować się we wszystkie sprawy, w których mogłem pomóc. Propozycję prezydenta przyjąłem jednak jako wielkie wyróżnienie.

- Kiedy zapadła decyzja, że prezydent udzieli panu poparcia?

- W ostatnich dniach. Propozycję poparcia przyjąłem z wdzięcznością i pokorą. Początkowo starałem się odwieść prezydenta od decyzji o rezygnacji. Można przecież wyznaczyć zastępcę, na przykład na czas pobytu w szpitalu. Chciałem dalej z nim współpracować i pomagać miastu jak dotychczas, bo przecież jest jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia. Ale prezydent Ferenc nie dał się przekonać. W tej sytuacji przyjąłem propozycję, bo nie mam cienia wątpliwości, że prezydentowi się nie odmawia.

- Nie jest tajemnicą, że decyzja Tadeusza Ferenca nie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem w szeregach Rozwoju Rzeszowa. Jego przedstawiciele także zamierzają wystawić w wyborach swojego kandydata i liczyli zapewne, że prezydent wśród nich wskaże swojego następcę. Widzi pan szansę na porozumienie i uzyskanie poparcia z tej strony? Z pewnością jeden wspólny kandydat wystawiony do walki z mocnym na Podkarpaciu PiS miałby większe szanse na wygraną...

- Jestem człowiekiem dialogu i zawsze zależy mi na osiągnięciu porozumienia. Mam 8-letnie doświadczenie z pracy w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Jestem także pełnomocnikiem rządu do spraw praw człowieka. Lubię rozmawiać, negocjować i mimo wszystko widzę szansę na porozumienie w kwestii wyborów.

- W kontekście kandydata PiS najczęściej pojawia się nazwisko wojewody Ewy Leniart, która na lokalnej scenie politycznej działa już długo. Jak ocenia pan swoje szanse, jeśli przyjdzie toczyć z nią walkę o ratusz?

- Na razie żadne decyzje w sprawie kandydata PiS nie zapadły, to tylko spekulacje. Nie przesądzajmy, chodźmy po ziemi. Kiedy kandydat będzie znany, będzie czas na ocenę.

- Od jednego z lokalnych działaczy PiS usłyszałem, że na bazie doświadczeń z Mielca i Tarnobrzega, PiS nie zamierza stawiać na tą samą osobę w kontekście obsadzenia funkcji komisarza, a później kandydata na prezydenta. A pan zdecydowałby się być komisarzem?

- W tej kwestii jakiekolwiek dywagacje także na razie nie mają sensu. Decyzję podejmuje premier, na razie nie została ona podjęta i żadna propozycja nie padła. Jeśli tak się stanie, to wówczas ją rozważę.

- Dlaczego mieszkańcy Rzeszowa powinni na pana zagłosować?

- Przede wszystkim dlatego, że gwarantuję kontynuację linii pana prezydenta. I chciałbym dalej z nim współpracować, jeśli wygrałbym wybory, Tadeusz Ferenc pozostałby honorowym gospodarzem miasta. Chcę kontynuować rozpoczętą przez niego wizję rozwoju miasta. Są kolejne plany poszerzenia Rzeszowa, trzeba inwestować w tereny przyłączone, budownictwo mieszkaniowe, edukację oraz innowacje. Ja jestem gwarantem kontynuacji tej polityki, co ważne, chciałbym robić to z dotychczasowym zespołem prezydenta. Tadeusz Ferenc zostawił po sobie miasto działające jak dobrze naoliwiona maszyna i należy kontynuować to, co zapoczątkował.

Jestem świadomy, że trzeba dążyć do budowy tunelu pod rondem Pobitno, „wisłokostrady”, południowej obwodnicy, w sprawie której rozmowy są bardzo zaawansowane, a ja także w nich uczestniczę. Miasto ma także obiecane dofinansowanie budowy Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki, które będzie najlepszym tego typu obiektem w Polsce. Chciałbym, aby w przyszłości odbywały się na nim międzynarodowe zawody wysokiej rangi. Zależy mi także na budowie uniwersyteckiego szpitala klinicznego. Jestem po rozmowach z rektorem w tej sprawie, będę dążył, aby i ta inwestycja została jak najszybciej zrealizowana.

- Zadeklarował pan, że w przypadku wygranej w wyborach utrzyma zatrudnienie i pozostawi przy sobie dotychczasowych współpracowników prezydenta Ferenca. W odpowiedzi pojawiają się już głosy, że chociażby w kwestii polityki planistycznej w mieście potrzebne są zmiany. Podziela pan ten pogląd?

- Nie, nie zgadzam się z nim. Proszę zwrócić uwagę, że w Rzeszowie średnia wieku mieszkańców wynosi 39 lat. Ludzie tu przyjeżdżają i szukają mieszkań, które trzeba budować. A decyzje o takich inwestycjach są konsultowane z fachowcami. Polityka w tym zakresie jest oparta o fachowe analizy i plany.

Przykład? Nowy gmach Sądu Okręgowego w Rzeszowie miał powstać w rejonie ulicy Kustronia i mi także zależało na tej lokalizacji, bo podoba mi się pomysł utworzenia tam kompleksu Temida. Ale fachowcy dowiedli, że grunt w tym miejscu nie nadaje się na budowę takiego obiektu i na tej podstawie prezydent zaproponował inną lokalizację. Podobnie jest z każdą inną budową. To nie prawda, że polityka miasta w tej kwestii jest zła, to przeciwnicy prezydenta chcą go ubierać w te buty. Nie zgadzam się też z twierdzeniem, że brakuje zieleni. W mieście powstaje mnóstwo parków i terenów rekreacyjnych, zaplanowany jest m.in. stok narciarski na osiedlu Matysówka. Na jego budowie także bardzo mi zależy.

- Podczas konferencji prasowej w ratuszu zapowiedział pan rezygnację z członkostwa w Solidarnej Polsce. Czy ta decyzja jest równoznaczna ze złożeniem mandatu posła i rezygnacją z pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości?

- Na obecną chwilę nie. Nie ma takich wymogów, posłowie startują w wyborach samorządowych i dopiero w razie wygranej rezygnują z mandatu. Legitymację partyjną złożę, ponieważ chcę startować na prezydenta Rzeszowa jako kandydat bezpartyjny. Ale obowiązki posła będę wykonywał na razie dalej, podobnie jak pracę w ministerstwie sprawiedliwości.

Tadeusz Ferenc rezygnuje z urzędu Prezydenta Miasta Rzeszowa...

Problemy kadrowe gastronomii

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
ABCD

Ciekawe jak będzie wyglądać kampania w maju, jak będą kolejne powodzie na Słocinie i co wtedy Pan Tadeusz powie?

p
przechodzień

Niezła ustawka panowie!

e
e-zybi
11 lutego, 1:01, Gość:

Rozgrywacie nas, Mieszkańców jak pionki...

Panie Warchoł, myśl Pan o wieczności, która Pana i nas czeka.

Idiota, zbok czy zwolennik PO?

G
Gość

Rozgrywacie nas, Mieszkańców jak pionki...

Panie Warchoł, myśl Pan o wieczności, która Pana i nas czeka.

Dodaj ogłoszenie