Wielka awantura w Czudcu z udziałem 60 ochroniarzy, 44 policjantów i skłóconej rodziny [WIDEO]

Kinga Dereniowska
Kinga Dereniowska

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Co wydarzyło się tego dnia w Czudcu? Do miasteczka na sygnale zajechało kilkanaście policyjnych radiowozów. Pędziły do rodzinnej awantury, która w maju osiągnęła apogeum.

„Plac niezgody” niczym klin wbił się między rodzeństwo Agatę i Pawła. Niewielka działka łączy dwa zakłady pracy – jeden siostry, drugi brata, jednocześnie dzieli zwaśnione strony. Kłócą się o ten teren już jakiś czas. Do eskalacji konfliktu doszło 6 maja 2021 roku.

Zaczęło się około godziny 9 rano. Paweł był właśnie w sądzie i czekał na rozprawę. Dostał informację, że przed jego zakład drzewny przyjechał autobus pełen ochroniarzy wynajętych przez jego ojca i siostrę. Mieli ze sobą ręczne miotacze gazu.

- Było ich 35. Wszyscy zamaskowani – relacjonuje mec. Monika Pasela, która reprezentuje Pawła.

Ochroniarze postawili ogrodzenie między działkami w Czudcu

Wynajęci ochroniarze, jak gdyby nigdy nic, weszli na teren jego zakładu, gdzie przechowywał drewno. Szybko „opanowali” działkę, stawiając tymczasowe, metalowe ogrodzenie. Ci, którzy nie byli zajęci stawianiem płotu, wywozili składowane na placu drewno.

- Według mojego klienta było to 200-250 kubików drewna o wartości około 70 tys. złotych

– informuje prawniczka.

Wezwano policję, ale ta w niczym nikomu nie przeszkodziła.

- Drewno było złożone na placu, na spornej działce. Nie zostało zabrane, lecz przemieszczone przez osoby, które roszczą sobie prawo do użytkowania wspomnianej działki. Sprawy dotyczące praw majątkowych należą do właściwości prawa cywilnego. Inicjatywa procesowa należy do stron

– wyjaśnia Piotr Niemiec z KPP Strzyżów.

W tym czasie ochroniarze zaczęli demontować mur, który w kwietniu postawił Paweł z drobną pomocą Krzysztofa Rutkowskiego. Ludzie znanego detektywa zabezpieczyli wówczas teren, aby nikt nie przeszkadzał murarzom.

- Ten mur uniemożliwia funkcjonowanie spółki mojej klientki. Wynajęci ochroniarze usunęli mur wybudowany w nocy przez drugą stronę i postawili nowy. Na granicy, którą określa umowa dzierżawy tego terenu - argumentuje mec. Andrzej Mucha, reprezentujący siostrę.

I zapewnia, że jej klienci wynajęli firmę ochroniarską, która tylko i wyłącznie pilnowała porządku.

- Ochroniarze stali w boku i nic nie robili. Nikogo nie prowokowali. Natomiast ewidentna prowokacja była z drugiej strony. Wszystko jest nagrane -

tłumaczy adwokat.

Policjanci zostali potraktowani gazem

Nagraniami z tego dnia dysponują też brat i policjanci.

- W pewnym momencie doszło do przepychanek pomiędzy uczestnikami zajścia

– informuje Piotr Niemiec z KPP Strzyżów.

Synowska strona konfliktu twierdzi, że policja „stała biernie i się tylko przyglądała”. Dlatego zdesperowany Paweł też ściągnął ochronę. Przybyło kilkunastu. Jak słyszymy od jego prawniczki „ochroniarze tamtej strony robili, co chcieli, a my nie mieliśmy możliwości bronić swojego dobytku”. Co więcej, „każda próba zbliżenia do ogrodzenia kończyła się uruchomieniem miotaczy gazu”.

Do takiego incydentu rzeczywiście doszło. Potwierdza to podkomisarz Piotr Niemiec z KPP w Strzyżowie.

- Jedna osoba została doprowadzona do Komendy Powiatowej Policji w Strzyżowie w związku z użyciem miotacza gazu, pod którego działaniem znalazło się dziewięciu funkcjonariuszy

–informuje podkomisarz.

Gazu miał użyć 28-letni mieszkaniec województwa mazowieckiego. - Policja nie atakowała nikogo, a mimo to została potraktowana gazem – relacjonuje mec. Monika Pasela.

Jeden o ochroniarzy miał podpalić gaz zapalniczką i stworzył w ten sposób miotacz ognia.

- W trakcie interwencji doszło do incydentalnej sytuacji, kiedy jedna z osób użyła zapalniczki w połączeniu z aerozolem, powodując zapłon substancji ulatniającej się z puszki aerozolu. Zdarzenie to miało miejsce na wybetonowanym placu. Nie można w takim przypadku mówić o zagrożeniu katastrofą

– uspokaja Piotr Niemiec z KPP Strzyżów.

Druga strona konfliktu policji nie ma prawie nic do zarzucenia.

- Policja zareagowała w sposób prawidłowy. Nie mamy żadnych zastrzeżeń do rzeszowskich funkcjonariuszy

– uważa mec. Mucha, która reprezentuje córkę i ojca.

28-latek nie poniesie żadnych konsekwencji swojego zachowania. Jak informuje Piotr Niemiec, postępowanie wobec mężczyzny zostało umorzone „ze względu na brak znamion przestępstwa”.

Karetka nie mogła wjechać na teren spornej posesji

Drewno wywożono cały dzień. Składowane na placu przez brata uniemożliwiało siostrze wyjazd samochodów z jej hali. W pewnym momencie Paweł nie wytrzymał i wtargnął na okupowany przez ochroniarzy Agaty teren. Stanął na stosie drewna, aby zmusić operatora koparki do wstrzymania pracy. Zrobiło się zamieszanie. Obok, na górce drewna, stali też ojciec i córka. Kobieta miała „nie wytrzymać nerwowo i popchnąć go”, a potem „uciec”. Paweł spadł z wysokości czterech metrów.

- Gdy leżał strącony z tego drewna, wszyscy zaczęli krzyczeć. Policja nie była zainteresowana byciem w epicentrum tego konfliktu. Stała z boku

– podaje mec. Monika Pasela.

Prawniczka, jak tylko usłyszała o upadku jej klienta, natychmiast podbiegła do ratowników, którzy byli na miejscu, zajęci opatrywaniem innej osoby. Poprosiła o pomoc.

Jeden z ratowników podszedł do ogrodzenia i zwrócił się do ochroniarzy, aby umożliwili karetce wjazd na plac. Nikt się na to jednak nie zgodził. Ratownicy musieli iść dookoła posesji. - Nikt nie chciał mu pomóc. Jego siostra i ojciec stali z założonymi rękami. Ratownicy wynieśli mojego klienta na noszach – dodaje mec. Pasela.

Czy kobieta zepchnęła mężczyznę z składowanego drewna?
- Nic takiego nie było. Moja klientka nikogo nie zepchnęła – odpowiada na to mec. Andrzej Mucha.

Policja częściowo potwierdza słowa prawniczki Pawła.

- Zespół ratownictwa medycznego wjechał na teren zakładu. Miejsce, gdzie przebywała osoba wymagająca pomocy medycznej było częściowo ogrodzone przeszkodami wzniesionymi przez strony konfliktu. Ponadto znajdowały się tam różne instalacje przemysłowe, które utrudniały dojazd samochodem. Ratownicy udali się pieszo do oczekującego na pomoc, następnie karetka objechała zakład, omijając przeszkody i urządzenia przemysłowe – podjeżdżając bliżej. Nikt nie przeszkadzał w udzieleniu pomocy medycznej. Policjanci pomagali w przeniesieniu noszy z przedsiębiorcą, któremu udzielano pomocy

– tłumaczy Piotr Niemiec z KPP Strzyżów.

- Pojechał do szpitala, a za chwilę wrócił - zaznacza jednak mec. Mucha.

„Poproszono nas, abyśmy się rozeszli”

Awantura trwała cały dzień. Ostatnie działania policja prowadziła około godz. 22.

- Policjanci prosili nas, abyśmy nie podejmowali próby odbicia tego terenu, bo policjanci są po dyżurze i chcą wracać do domu

– przekazuje Monika Pasela.

Jej klient usłyszał też, żeby „przespał się z tym problemem i nabrał dystansu”. A potem poproszono wszystkich, aby się rozeszli. - Żadna ze stron nie wyrażała chęci negocjacji ani bezkonfliktowego rozwiązania sporu - podaje podkom. Niemiec.

Do zwolenników córki i ojca dołączali kolejni mężczyźni, bo wieść o rozróbie migiem rozniosła się po okolicy. Z racji przewagi liczebnej drugiej strony konfliktu syn odpuścił.

- Właściciel nie ma dostępu do tej części swojego zakładu. Oprócz drewna, na placu stały dwa wielkie kontenery z kruszywem i piaskiem. Co więcej, nowe ogrodzenie uniemożliwia tankowanie ciężarówek na zakładowej stacji paliw

– informuje mec. Monika Pasela.

- Jest to medialnie rozgrywane przez druga stronę, która wynajęła sobie pana Rutkowskiego i rozpętała potężną medialną nagonkę. Widać, że prawnie nie są w stanie sobie z tym poradzić i w naszej ocenie w sposób bezprawny zablokowali dostęp moim klientom do placu, co docelowo uniemożliwia mojej klientce prowadzenie działalności gospodarczej

– uważa mec. Andrzej Mucha.

- Przeciwnik jest nieobliczalny. Jego nie obchodzi to, że sąd im nie pozwolił korzystać z tego gruntu - dodaje mecenaska Pawła.

Czy rodzinie z Czudca uda się pogodzić? Sądząc po tym, że tylko w bieżącym roku policja na teren zakładów była wzywana jakieś 12 razy, nie wydaje się, że w tym roku zasiądą razem przy wigilijnym stole. Mur między bratem a siostrą wydaje się być nie do pokonania.

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Czudec - miasto seksu i biznesu.

G
Gość

Wojna Kargula z Pawlakiem AD 2021

G
Gość

W miastach i to w szczególności w miastach dzieją sie jeszcze gorsze rzeczy podobnego pokroju przy tym używając znajomości w urzędach i innych isntytucjach panstwowych! Mozna by tu mnozyć przykłady i wskazywać palcem takie firmy i miejsca tak to jest jak mieszczuchy wyprowadzą się na wieś i myślą że są królami nietykalnymi itp.

M
Marcin Piekaż
23 maja, 08:19, Ivan Switch:

Wieśniaki kasa = Głupota, debilizm, chamstwo, arogancja i dno mułu!

Nie obrażaj wieśniaków - typowe buractwo!

I
Ivan Switch

Wieśniaki kasa = Głupota, debilizm, chamstwo, arogancja i dno mułu!

R
Ret

Tak to jest jak pieniądze odbierają rozum.

Dodaj ogłoszenie