Wiesława Szpila, pacjentka zero na Podkarpaciu: Czułam się strasznie. Jedzenie wywoływało we mnie wstręt

Kinga Dereniowska
Kinga Dereniowska
Pani Wiesława Szpila opuszcza łańcucki szpital w towarzystwie męża. W środku Łukasz Wais, prezes Centrum Medycznego w Łańcucie.
Pani Wiesława Szpila opuszcza łańcucki szpital w towarzystwie męża. W środku Łukasz Wais, prezes Centrum Medycznego w Łańcucie. Krzysztof Łokaj
Pierwszą pacjentką z koronawirusem na Podkarpaciu była Wiesława Szpila, pielęgniarka z Leżajska. Pytamy ją o to, jak czuje się rok po tamtych wydarzeniach i co choroba zmieniła w jej życiu.

Jak się Pani czuje? Czy nastąpiły u pani jakieś powikłania?
Jestem zmęczona, szybko się męczę. Nie to, co kiedyś. Miałam problem po wyjściu ze szpitala w Łańcucie. Tydzień spędziłam w domu, a potem trafiłam do szpitala w Jarosławiu, bo w Łańcucie wszystkie miejsca były zajęte. Tam byłam 12 dni. Po wyjściu bardzo się męczyłam. Miałam kołatanie serca. Poszłam do kardiologa, który skierował mnie na badania. Czułam się bardzo słabo.

Podczas pobytu w szpitalu w Łańcucie, bała się pani?
Nie. Jestem bardzo wdzięczna lekarzom i całemu personelowi. Od razu, jak zostałam przyjęta na izbę przyjęć przez młodą panią doktor, poczułam że jestem w dobrych rękach. Ordynator i cały zespół lekarzy przychodzili do mnie, rozmawiali. Widziałam tę współpracę między lekarzami i pielęgniarkami. Nie myślałam o jakimś lęku.

POLECAMY: Dokładnie rok temu na Podkarpaciu wykryto pierwszy przypadek koronawirusa

Nikt nie wiedział, co to jest. Jak też. Powiedzieli mi: ma pani covid. Ale jak nie zdawałam sobie z tego sprawy. Czułam się słabo. Nie mogłam mówić. Bliscy dzwonili, ale nie dawałam rady odbierać.

Co było najgorszego podczas tej choroby?
Zanim pojechałam do szpitala, chwilę byłam w domu. Męczyłam się, nie czułam zapachu. Miałam wręcz wstręt do jedzenia. Wiedziałam, że muszę zjeść. Mój mąż pojechał do restauracji i kupił mi obiad. Ale ja widziałam to jedzenie w oczach strasznie.

To co pani jadła?
Moczyłam paluszki w herbacie. I troszkę je popijałam. Było mi bardzo ciężko.

Koronawirus w Leżajsku. Miasto wygląda jak wymarłe [ZDJĘCIA ...

Kiedy pani się zorientowała, że to może być ten koronawirus i pojechała do szpitala?
W ogóle nie zdawałam sobie z tego sprawy. Pomogli mi moi lekarze w przychodni, w której pracuję. Zrobili mi w laboratorium i niestety, pani doktor powiedziała, że to koronawirus i żebym pojechała do szpitala. Czułam się po prostu strasznie i bardzo chciałam, żeby mi ktoś pomógł.

Co pani czuje, kiedy słyszy pani ludzi, którzy bagatelizują chorobę lub wręcz w nią nie wierzą?
Denerwuję się. Myślę sobie: ty sobie nie zdajesz sprawy, co to znaczy nie mieć smaku, nie mieć węchu. Tak się zdarzyło, że znajomi mi kobieta, która mówiła, że koronawirus to choroba, jak każda grypa. Bardzo w to nie wierzyła. I zaraziła się tą "zwykłą grypą', a ja do niej przyjechałam, zawiozłam jej jedzenie. Wtedy bardzo mi dziękowała za pomoc.

Co w pani życiu zmieniło doświadczenie tej choroby?
Wyciszyłam się. Słucham ludzi, ale wiem, że świata nie naprawię. Nie zmienię ludzi, którzy nie wierzą w koronawirusa. Nie krzyczę głośno: uspokójcie się! Już nie. Po prostu mówię: to trzeba przeżyć, aby to zrozumieć. Nikomu tego nie życzę.


Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie